Zbigniew Boniek z mocnym apelem do Lewandowskiego. "Musi podjąć męską decyzję"

- Polska od pasa do góry jest bardzo dobrze zorganizowana, ciekawa. Ale kiedyś ktoś mądry powiedział, że do wygrywania ważnych meczów trzeba mieć dobrą obronę, a myśmy w niej popełniali błędy już w meczu z Albanią. Szwedzi w żadnym elemencie piłkarskim nie byli lepsi od nas i to najbardziej boli – powiedział nam Zbigniew Boniek, który ocenił też przyszłość Roberta Lewandowskiego.

Piłkarz reprezentacji Polski z numerem 9 na koszulce, obok w okręgu podobizna Zbigniewa Bońka.
Cyfrasport
Zbigniew Boniek opowiedział o przyszłości Roberta Lewandowskiego i reprezentacji Polski

Michał Białoński, Polsat Sport: Polska odpada z walki o MŚ po najpiękniejszej porażce w meczu o taką stawkę. Włosi po raz trzeci z rzędu nie jadą na mundial, rzuty karne lepiej wykonywała Bośnia i Hercegowina. Panie prezesie, jak żyć?

 

Zbigniew Boniek: To tylko pokazuje, jak myśmy do tej pory grali przeciętnie. Wszyscy podkreślają, że to był najlepszy mecz za kadencji Janka Urbana. Oczywiście, mi też się wydawało, że Polska od pasa do góry jest bardzo dobrze zorganizowana, ciekawa. Ale kiedyś ktoś mądry powiedział, że do wygrywania ważnych meczów trzeba mieć dobrą obronę, a myśmy w niej popełniali błędy już w meczu z Albanią. Wówczas mieliśmy szczęście, że nie zostały wykorzystane. Natomiast Szwedzi nasze błędy wykorzystali w sposób nieprawdopodobnie konsekwentny. Szwedzi w żadnym elemencie piłkarskim nie byli lepsi od nas i to najbardziej boli.

 

ZOBACZ TAKŻE: Zbigniew Boniek postawił sprawę otwarcie! "Niemal same dramaty"

Zbigniew Boniek: Nasi obrońcy nie dawali sobie rady

Nie sądzi pan, że myśmy nie odrobili zadania domowe z rozpracowania stałych fragmentów gry? Dla Grahama Pottera był to dopiero czwarty mecz w roli selekcjonera Szwedów. Na początku tej misji sprowadził z Premier League cenionego asystenta w zakresie przygotowania wariantów rozgrywania rzutów wolnych, rożnych i autów - Andreasa Georgssona. Efekty jego pracy widzieliśmy przy bramce na 2:1. Pilnujący pierwszego słupka Robert Lewandowski został wyblokowany, a osamotniony Lagerbielke z pięciu metrów zagłówkował do siatki i tak straciliśmy gola "do szatni".

 

Scenariusz ułożył pan dobry i tak może być, natomiast mi się nie chce zatrzymywać na tym czy w naszym sztabie czegoś nie odrobiono. Oczywiście, błąd był duży, że pierwszego słupka, oprócz Lewandowskiego, nikt nie zabezpieczał. Szwedzi to wykorzystali i z tego padła bramka. Graliśmy przecież trójką środkowych obrońców, więc powinni sobie dawać z tym radę. Ale nasi obrońcy nie dawali sobie rady nie tylko w tej sytuacji. Jakby ktoś przeanalizował stratę najważniejszego, trzeciego gola, to doszedłby do wniosku, że w obrębie sześciu metrów mamy pięciu zawodników, tylko że nikt nikogo nie kryje. Te błędy zostały wykorzystane. Albania nie potrafiła tego wykorzystać, ale Szwedzi mieli więcej zimnej krwi.

 

Nieszczęście poprzedzające stratę trzeciej bramki zaczęły się od zbyt pochopnego i niedokładnego wprowadzenia piłki do gry przez Kamila Grabarę do Jakuba Kiwiora. Kiwior musiał się ratować wybić piłki do przodu, z którego wyszła strata.

 

To prawda, ale później mieliśmy jeszcze kilka szans na przerwanie akcji Szwedów. Równie dobrze można powiedzieć, że Pietuszewski nie wrócił za swoim zawodnikiem, a mógł w defensywie pomóc Kiwiorowi.

 

Zresztą Kiwior mu pokazywał, żeby zszedł na lewą stronę, by zaatakować rywala.

 

Bramki są zawsze owocem błędów. Gdyby nie to, to mecze by się kończyły wynikami 0:0. Natomiast te błędy nas bolą, bo zostały zrobione w meczu z gatunku tych, które decydują o twojej karierze. A myśmy go niestety przegrali i teraz będzie dużo znaków zapytania, jak budować kadrę dalej, jakie będą tego konsekwencje itd. Będzie sto tysięcy pytań i podobna liczba wątpliwości.

Zbigniew Boniek o kontynuacji misji Jana Urbana w reprezentacji Polski

Ale jedno z kluczowych pytań rozwiązał już prezes PZPN-u Cezary Kulesza. Ogłosił po meczu, że Jan Urban pozostanie selekcjonerem. Potwierdził to zresztą w szatni. Ogólnie mi się ta decyzja podoba, ale czy ona nie powinna zostać poprzedzona dogłębną analizą. Po co działać pochopnie? Już raz, gdy jako pierwsi odpadliśmy z Euro 2024 i PZPN po dwóch porażkach postanowił przedłużyć misję Michała Probierza, odbiło nam się to czkawką. Zresztą trener Urban musiał porządkować bałagan po poprzedniku.

 

Można się z tym zgodzić, że ta decyzja mogła być ogłoszona później, po analizie, ale ja również uważam, że Janek Urban na dzień dzisiejszy jest najlepszym rozwiązaniem dla reprezentacji Polski. Jego reprezentacja zaczynała nam się podobać, od nowa była sympatyczna, nie działo się w niej nic dziwnego, nie było nieprzewidzianych kroków, dziwnych powołań. Wydaje mi się, że Janek jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu i zasłużył na kolejną szansę. Janek musi się tylko zastanowić nad obroną, czy grać trójka czy czwórką, bo się pytam: "Skoro gramy trójką stoperów, a robimy takie błędy, czy nie lepiej zostawić Kiwiora z Bednarkiem w środku, dzięki czemu można mieć o jednego zawodnika ofensywnego więcej?". To są pytania, na które Janek musi sobie odpowiedzieć.

 

Ogólnie ja cieszę się, że Janek zostaje, bo może z tej reprezentacji wydusić jeszcze wiele.

 

Pamiętam euforię po meczu z Albanią, prezydent w szatni, wydawało się, że nie wiadomo co osiągnęliśmy. Ja mówiłem: "Panowie, spokojnie. Wygraliśmy pierwszy mecz, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Musimy wygrać finał barażu". Pamiętam, że gdy wychodziłem z Narodowego po meczu z Albanią, Czarek Kulesza mi powiedział tak: "Ale dlaczego ty mi nie gratulujesz?". Ja na niego spojrzałem, podałem mu rękę i mówię: "Czarek, ale na razie nie ma czego gratulować. Wygraliśmy pierwszy mecz. Spokojnie, bo ta reprezentacja ma wygrać dwa mecze a nie jeden". Euforia po Albanii była…

 

Za duża?

 

Może nie, ale na koniec, jeśli faktycznie Janek Urban zostanie, to nic lepszego się nam zdarzyć nie może. Gdzie i kogo mielibyśmy teraz szukać?

 

Ale prawda jest taka, że gdy Czesiu Michniewicz przejął reprezentację, to w pierwszym meczu o stawkę, również ze Szwecją, zorganizował się w obronie tak dobrze, że pokonał rywala 2:0. Gdybyśmy równie dobrze byli zorganizowani w obronie wczoraj, to również byśmy ten mecz wygrali 2:0.

Zbigniew Boniek o pracy sędziego Vincicia

Dużo krytyki spada na sędziego Slavko Vincicia. Także z ust sędziowskich autorytetów. Po faulu na Kamińskim Vincić mógł podyktować rzut karny, Krzysztof Piątek w ogóle nie dotknął rywala, a dostał żółtą kartkę. W drugiej połowie było sporo przerw, a Vincić doliczył tylko cztery minuty. W doliczonym czasie przerw było jeszcze więcej, czystej gry nie było nawet 80 sekund, a on skończył mecz przed upływem piątej minuty. Matty Cash skiksował, po czym piłka przypadkowo odbiła mu się od ręki, w Ekstraklasie za takie zagrania nie przerywa się gry. W dalszej części akcji Robert Lewandowski był faulowany na rzut karny i czerwoną kartkę. Nie chcę powiedzieć, że przegraliśmy przez sędziego, ale poziom jego pracy był bardzo słaby.

 

Spokojnie, nie ma o czym mówić. Cash nie dotknął piłki ręką, on dotknął ją obiema rękoma. Gdyby nie to, to na pewno byłby rzut karny, bo Lewandowski był faulowany. Na pewno sędzia popełnił jakieś tam błędy. To co mówią dziś sędziowscy krytycy nie ma żadnego znaczenia, mogą sobie pogadać. Ja bym im proponował, żeby sobie obejrzeli mecz Bośnia i Hercegowina kontra Włochy. Tam dopiero sędzia robił numery!

 

Gdyby to była Ekstraklasa, a na VAR-ze siedział Szymon Marciniak, to mielibyśmy rzut karny, bo Kamiński podbił piłkę, a rywal lekko go trafił. Odwoływanie się jednak dzisiaj do tych sytuacji nic nie zmieni. Umówmy się: mi się wydaje, że sędzia Vincić popełniał błędy, ale myśmy nie odpadli przez jego błędy. Oczywiście, inaczej interpretując sytuację z Kamińskim mógłby nam pomóc. Na pewno jednak nie straciliśmy trzech bramek przez sędziego, tylko przez nasze błędy.

 

Sędzia się mylił, mógł dać dwie szybkie żółte kartki Begrvallowi, który w przeciągu trzech minut popełnił dwa faule na kartki, a dostał tylko jedną. Na pewno jednak nie możemy powiedzieć, że przegraliśmy przez sędziego. On robił błędy, ale jeszcze większe popełniała nasza obrona. Oczywiście, sędzia nie powinien robić błędów.

Zbigniew Boniek o przyszłości Roberta Lewandowskiego

Olbrzymi znak zapytania dotyczy Roberta Lewandowskiego. Swoim ludziom od mediów społecznościowych polecił opublikowanie postu z piosenką "Time to say goodbye", ale w wywiadach nie potwierdził tej decyzji. Powiedział, że musi wrócić do klubu, ma sporo meczów i chce wszystko przemyśleć, żadnej deklaracji nie będzie. Kibice w Sztokholmie apelowali do niego, by wytrwał w reprezentacji do Euro 2028 w Wielkiej Brytanii. Przed Robertem ciężka decyzja. Mecze grupy B Ligi Narodów nie będą dla niego wielkim wyzwaniem, a walkę o ME zaczniemy dopiero w czerwcu 2027 r.

 

Robert musi się zastanowić i podjąć jakąś decyzję. Wiadomo, że kusi go wizja wyśrubowania wszystkich rekordów, osiągnięcie bariery stu bramek zdobytych w barwach narodowych, na razie ma ich 89. Robert musi się też zastanowić, co on może dać tej reprezentacji, bo wczoraj mógł nam pomóc i choć grał ambitnie, to jednak nie doszedł do żadnej sytuacji, oddał tylko dwa strzały, z których jeden został zablokowany. Ma 37 lat, w sierpniu skończy 38. Jeśli się zdecyduje na dalszą grę w reprezentacji, to musi powiedzieć otwarcie: "Panowie, kończę z reprezentacją po mistrzostwach Europy, czyli albo jesienią 2027 r., jeżeli się nie zakwalifikujemy, albo w lipcu 2028 r., po ME. Mój organizm może to jeszcze wytrzymać, jest do tego przystosowany".

 

Zobaczymy, co czeka Roberta w karierze klubowej. Jeżeli zostanie w Barcelonie, a wydaje mi się, że ma na to chęć, to pewnie zmieni się jego status i będzie bardziej zmiennikiem niż zawodnikiem podstawowym. Być może zmieni ligę, a wiem, że chcą go włoskie kluby. Trzeba poczekać na to, co Robert zdecyduje już na spokojnie.

 

Oczywiście to „Time to say goodbye” daje dużo do myślenia. Natomiast musimy być przygotowani również na wariant przyszłości reprezentacji bez Roberta Lewandowskiego.

 

Ale na razie nie widać następców. Żaden inny polski napastnik nie jest w stanie strzelić ponad 10 goli w jednej z pięciu topowych lig świata. Na dodatek nie tylko Cristiano Ronaldo, ale też Edin Dżeko pojadą na MŚ po przekroczeniu "czterdziestki" i każdy z nich będzie liderem swego zespołu. Robert nie wydaje się być panu piłkarzem z tej samej gliny?

 

Oczywiście, że to możliwe, ale każdy jest inny. Ja od dwóch lat ciągle słyszę dywagacje: Robert Lewandowski kończy albo nie kończy karierę reprezentacyjną. Wydaje mi się, że to nie są dla niego najlepsze okoliczności do zachowania pełnej koncentracji, do strzelania bramek. Jak każdy mecz ma być jego ostatnim, to ja tego nie rozumiem. Robert sam musi podjąć decyzję i powiedzieć: "Panowie, zastanowiłem się i nie mam jeszcze zamiaru kończyć kariery. Będę grał w piłkę co najmniej do 40 lat, a dopóki gram w piłkę, moim marzeniem jest zawsze być członkiem reprezentacji narodowej. Dlatego zgłaszam moją dalszą dyspozycyjność selekcjonerowi na następne dwa lata". Chodzi po prostu o męską decyzję i męską deklarację.

Zbigniew Boniek: We Włoszech piłkarskie trzęsienie ziemi

Włosi nie wytrzymali mentalnie rzutów karny w Zenicy, skoro Esposito i Cristante nie trafili? Bramkarz Nikola Nacilj nie musiał się wysilić, żeby to Bośnia i Hercegowina pojechały na mundial, a nie Włosi, którzy zabraknie na trzecich MŚ z rzędu.

 

We Włoszech po tym meczu jest piłkarskie trzęsienie ziemi, które oczywiście do niczego nie doprowadzi. Włosi kiedyś mieli fantastycznych piłkarzy a dzisiaj mają przeciętnych.

 

Donnarumma, Mancini, Bastoni, Calafiori, Dimarco, Barella, czy Moise Kean mają spore umiejętności. Być może nie potrafią stworzyć skutecznego zespołu?

 

Ja bym nie powiedział, że brakuje im zespołu. Oni się bardzo starali w tym meczu. Dla mnie to jest w ogóle niezrozumiałe, że Włosi sobie nie poradzili z taką drużyną jak Bośnia. Nawet grając w dziesiątkę mieli kilka sytuacji, Bośniacy zresztą także je mieli. Donnarumma był według mnie bohaterem meczu. Wydawało się, że w karnych także coś złapie, natomiast stało się inaczej.

 

Czy to koniec misji Gennaro Gattuso, który przejął zespół w czerwcu ubiegłego roku, po tym jak przez dwa lata męczył się z Italią Luciano Spalletti?

 

Nie wiem, to jest mój ostatni problem, co zrobi federacja włoska. Oczywiście, jest mi przykro z tego powodu, że Włosi się nie zakwalifikowali na MŚ. Mam tu dużo znajomych, natomiast mnie to za bardzo nie interesuje. Całkowicie byłem skoncentrowany na meczu Polski ze Szwecją i przed meczem otwarcie mówiłem, że mamy lepszą drużynę, lepszych piłkarzy, większą kreatywność i że jeśli tego meczu nie wygramy, to będę się czuł zawiedziony. Dlatego teraz jestem po prostu zawiedziony, bo uważam, że nasza reprezentacja jest drużyną lepszą od Szwecji.

Zbigniew Boniek po postawie Oskara Pietuszewskiego

Czy po tej porażce otrzeźwiejemy jeśli chodzi o peany, jakie płynęły pod adresem Oskara Pietuszewskiego? Nie pomógł drużynie w defensywie przy stracie trzeciej bramki. On chciał biec do przodu, a przecież nie mieliśmy piłki.

 

Pietuszewski wszedł na boisko w drugiej połowie. Przy ocenie meczu ja nie patrzę na wiek piłkarzy, nie interesuje mnie czy ktoś ma 17, 30 czy 40 lat. Oskar w tym meczu nic pozytywnego nie zrobił. Kręcił się gdzieś po prawej strony, a mi się wydaje, że jego miejsce jest szeroko po lewej stronie i tam się powinien zamieniać w działaniach ofensywnych z Zalewskim: raz ty, raz ja. I to byłoby pożyteczne. Natomiast jego zachowanie przy trzeciej bramce go trochę obnażyło, ale nie ma co zganiać winy na młodego chłopaka. Niech się rozwija, ma wielki talent i na pewno jeszcze nieraz nam pomoże wygrać ważne mecze.

 

Natomiast ten mecz pokazał, że pietuszewskomania nie prowadzi do niczego dobrego.

Zbigniew Boniek ocenia Nicolę Zalewskiego

Portale statystyczne za bohatera meczu uznały Nicolę Zalewskiego, który po indywidualnej akcji wyrównał na 1:1, a później asystował przy trafieniu Karola Świderskiego. To jest chyba bezsprzeczny wybór?

 

Czy ja wiem? Nicola jest zawodnikiem szalenie skutecznym, dynamicznym, trzy razy lepszym w ofensywie niż w defensywie. Wespół z Zielińskim i Szymańskim mógł pretendować do tytułu "man of the match".

 

Natomiast dwa barażowe mecze po raz kolejny pokazały mi jedną rzecz: to nasze zachwycanie się i wybijanie na mediach społecznościowych, jak to dobrze nasi piłkarze grają za granicą, bo w przegranym meczu strzelą bramkę, albo zrobią jedną asystę, do niczego nie prowadzi! Trzeba pamiętać, że mecze trwają po 90 minut i jak oglądam ich w reprezentacji Polski, to nie widzę, że ktoś, dzięki temu, że gra w zagranicznym klubie, nagle się zmienił i prezentuje inną piłkę. Podniecamy się rzeczami statystycznymi, a później się okazuje, że rzeczywistość jest zupełnie inna.

 

Czy za wyjątkiem Wiśniewskiego, nie brakuje panu w wykonaniu naszych obrońców twardości, wejść ciałem, jakie stosowali Szwedzi, którzy co rusz poniewierali naszych zawodników ofensywnych?

 

Panie redaktorze, w obronie najważniejszym elementem jest głowa. Cały czas trzeba myśleć, patrzyć na to, co się dzieje. Proszę spojrzeć na stratę trzeciej bramki: Wiśniewski stoi pomiędzy bramką a Gyoekeresem, a i tak dał się wyprzedzić. Jeżeli jesteś skoncentrowany, to powiedz sam do siebie: "Nie, ja muszę zrobić dwa kroki do przodu, żeby być szybciej przy piłce, rozłożyć szeroko ręce, żeby rywal nie wyszedł przede mnie".

 

Niech się nie obrażą zawodnicy szwedzcy, ale ja bym powiedział tak: oni byli "drewniani", ale bardzo skoncentrowani. A my, jak zwykle po meczu gdybamy, co by było gdyby…

 

Jeśli ktoś sobie zrobi stopklatkę przy pierwszej bramce dla Szwecji, to dojdzie do wniosku, że pięciu naszych obrońców jest po prawej stronie, a nikt nie dochodzi do Elangi, który strzela bramkę.

 

Kiwior próbował asekurować środek, ale stał zbyt głęboko w polu karnym.

 

Gdy zrobię stopklatkę z trzeciej bramki, to mamy pięciu piłkarzy w prostokącie, ale nikt nikogo nie kryje. Tak nie można bronić!

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie