Poobijany zespół okazał się zdolny do wielkich rzeczy. Sensacja w PlusLidze wisi w powietrzu
Przed startem play-off nikt nie stawiał na ZAKSĘ. Mówiono, że AZS Indykpol Olsztyn postawi się Asseco Resovii Rzeszów, że może JSW Jastrzębski Węgiel napsuje krwi PGE Projektowi Warszawa, ale ZAKSA miała gładko przegrać z Aluron CMC Wartą Zawiercie. Stało się inaczej. ZAKSA jest o krok od sprawienia ogromnej sensacji. Były trener kadry Ireneusz Mazur mówi nam, jak do tego doszło.


Aluron CMC Warta Zawiercie - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Skrót meczu

Kamil Rychlicki - najlepsze akcje MVP meczu Aluron CMC Warta Zawiercie - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle
W trzech parach play-off faworyci rozbili rywali do zera. Tak samo miało być w pierwszym meczu Warty z ZAKSĄ. – Trudno się dziwić. Przecież do końca nie było wiadomo, czy ZAKSA w ogóle znajdzie się w ósemce. A po drugiej stronie czekał kandydat numer 1 do złota – zauważa Ireneusz Mazur.
Dlatego ZAKSA rzuciła Wartę na kolana w pierwszym meczu
A jednak ZAKSA dokonała niemożliwego. Nie tylko wygrała wyjazdowe spotkanie, ale i wyciągnęła ze stanu 0:2 na 3:2. To było coś niesamowitego i trudnego do wytłumaczenia. – Już te dwa wygrane przez Wartę sety pokazały siłę... ZAKSY. Warta niby narzucała sposób i strategię grania, ale tam wszystko było na styku, był kontakt – zwraca uwagę nasz ekspert.
Co takiego stało się, że ZAKSA zdołała przełamać Wartę i rzucić faworyta na kolana? – Wyjaśnienie tego na pewno należałoby zacząć od warunków, w jakich było rozgrywane to spotkanie. Warta gra w Sosnowcu i choć hala jest duża i piękna, to jednak nie jest to własna, domowa hala. Niby wszystko jest podobnie, ale jednak nie tak samo. Wiem, że niektórym może być trudno to zrozumieć, ale ja uważam, że Warta nie ma atutu własnej hali, nie ma tego handicapu – ocenia Mazur.
Ten zawodnik ZAKSY zrobił olbrzymią różnicę
Jednak nawet jeśli zrozumiemy, że tego atutu Warta nie ma, to wciąż trudno zrozumieć jej porażkę w meczu tak szczególnym. Można się potknąć z niżej notowanym przeciwnikiem w fazie zasadniczej, bo to nie rodzi żadnych konsekwencji. W play-off taka porażka, to już jest krok od wypadnięcia z gry o medale, a przecież Warta to kandydat numer 1 do złota.
- Na tę porażkę Warty i stworzenie szansy ZAKSIE złożyło się kilka rzeczy. Zacząłbym od tego, że Warta nagle straciła skuteczność, a w ZAKSIE uruchomił się zawodnik, który dotąd w tym sezonie był taki widoczny. Chodzi mi o Jakuba Szymańskiego, który nagle pokazał, że jest skuteczny, a przy tym wygrywał kluczowe piłki. Do tego dokładał blok i zagrywkę – wylicza Mazur.
Nagle okazało się, że ZAKSA ma na czym budować
Nasz ekspert zwraca uwagę, że jak się dołożyło Szymańskiego do grającego swoje Kamila Rychlickiego, to nagle okazało się, że ZAKSA ma bazę, na której może budować wynik. – I robiła to bez jakiegoś przesadnego eksploatowania Szymańskiego. Bo nie było takiej sytuacji, że nagle ktoś zauważył, że jemu idzie i zaczęto grać wszystkie piłki na niego. Akcenty w ZAKSIE były rozłożone. To jednak wystarczyło, bo Warta dołożyła cegłę do porażki przez to, że pojawił się u nich chaos. A to gracze Warty się zderzyli, a to jeden drugiemu wszedł w akcję, brakowało też intuicyjnych zagrań.
Akcje Warty dalej są oceniane wyżej niż te ZAKSY, Warta nadal jest poważnym kandydatem do złota, ale nie ma już miejsca na błędy. Ten drugi mecz, to już będzie większa presja. – Wolnych miejsc na hali w Kędzierzynie nie będzie na pewno, a temperatura będzie gorąca. Jednak dla obu drużyn będzie to trudne spotkanie. Na jednych i drugich będzie spoczywała ta sama presja. A z racji siły sportowej Warty ten atut własnej hali, bo niewątpliwie ZAKSA będzie to miała, też nie odegra jakiejś znaczącej roli – przekonuje Mazur.
Poobijany zespół okazał się zdolny do wielkich rzeczy
ZAKSA jest jednak zdecydowanie zdolna do tego, żeby znów się postawić i wygrać. – Nagle z tej poobijanej i targanej problemami ZAKSY stworzył się zespół zdolny do wielkich rzeczy w play-off. Te przejścia zahartowały ZAKSĘ – opowiada Mazur.
Wychodzi też na to, że forma zawodników ZAKSY urosła do tego stopnia, że pozwala im postawić się najlepszym zespołom PlusLigi, co wcześniej nie było takie oczywiste. – Ta szczególna mobilizacja w połączeniu z umiejętnościami zawodników, którzy nagle eksplodowali z formą, sprawiły, że ZAKSA stała się zdolna do niespodzianek – nie ma wątpliwości Mazur.
Dobre rady dla Warty. To musi się zmienić
Rychlicki grał i gra swoje, ale już taki Quinn Isaacson pokazał, że w meczach o wysokim ciężarze gatunkowym potrafi dać z siebie więcej. Tak samo Szymański czy Igor Grobelny. – Każdy z nich coś od siebie dodał, choć tym, co przeważyło szalę, było zdecydowanie zachowanie Szymańskiego. On był tej szerokiej kadrze złotych juniorów, który gdzieś nam zniknął, ale ktoś na niego postawił i odpalił. W ogóle ZAKSA ma pokłady zawodników z potencjałem i wygląda tak, jakby ktoś tam otworzył właściwe zawory i pojawił się tak ogromny przepływ energii, że nawet potrafili pokonać Wartę – rzuca śmiałą tezę Mazur.
ZAKSA będzie teraz szczególnie zmobilizowana, by wykorzystać szansę, ale znów będzie musiała się wznieść na wyżyny, a może nawet zagrać jeszcze lepiej. – Bo Warta odrobiła lekcję, bo trener Michał Winiarski potrafi wyciągać wnioski z każdej sytuacji – mówi Mazur. – Zresztą w Warcie, w porównaniu z pierwszym meczem niewiele musi się zmienić. I zakładam, że się zmieni, bo Aaron Russell nie zagra znów na 11 punktów, a Mateusz Bieniek też zdobędzie więcej niż 5 punktów. A jeśli tak się stanie, a Bartłomiej Bołądź utrzyma poziom, to już będzie inna Warta niż w pierwszym meczu. Jak mam być szczery, to już zacieram ręce i cieszę się na to spotkanie, bo więcej dobrego w ćwierćfinałach nas nie czeka. Jeszcze mi intuicja podpowiada, że AZS Indykpol postawi się Resovii, ale w pozostałych parach karty zostały rozdane – kwituje nasz rozmówca.
Transmisja meczu ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Aluron CMC Warta Zawiercie w poniedziałek 6 kwietnia od 17.30 w Polsacie Sport 1, Polsacie Sport Extra 2 i online na Polsat Box Go.
Przejdź na Polsatsport.pl
