Iwanow: Urban bez truskawki i tortu
Tak jak przed świętami Bożego Narodzenia czekamy na... "Kevina", tak przed tegoroczną Wielkanocą wypatrywaliśmy awansu piłkarskiej reprezentacji na mistrzostwa świata. O dziwo po fiasku tej misji wielkiej rozpaczy nie ma. Jakbyśmy nie spodziewali się, że to, co się wydarzyło, może mieć dla nas przykre konsekwencje w najbliższych latach.

Idziemy w dobrym kierunku i mieliśmy pecha? Michał Probierz też powtarzał jak mantrę te słowa. Do EURO 2024 jednak awansował. Zaraz potem zaliczył spadek z Dywizji A Ligi Narodów. Wtedy niby też nic się nie stało. Czy nic? Przekonamy się jesienią, gdy po raz pierwszy zetkniemy się z "drugim sortem" europejskiej piłki. Za to z dwoma finalistami mistrzostw świata. To, że i z Dywizji B można spaść, przekonała się ostatnio Szwecja. Na jej szczęście dzięki nam mogła się dość szybko odbudować.
Nikt nie zamierzał zwalniać Jana Urbana i ja też nie podpisuje się pod głosami, dość rzadkimi. że na porażce, mimo że tylko jednej, trudno budować. Byłaby to jednak decyzja, która jest nie pozbawiona argumentów. Cel nie został przecież osiągnięty. Czy ta koncepcja rokuje? Nie możemy czekać do startu eliminacji do EURO 2028. Mimo słów ludzi ze związku na temat "ważności", czy też raczej "nieważności" Ligi Narodów musi ona być egzaminem. I odpowiedzią na pytanie, czy kierunek jest dobry czy trzeba raczej zawracać. Urbana potraktowano więc dość łagodnie. Wielu jego poprzedników po takim wyniku nie przetrwałoby nawet jednego dnia.
Patrząc na ostatnie rozstania naszych selekcjonerów można się za głowę złapać. Adam Nawałka jeszcze zrezygnował sam. To była jego decyzja, mimo dwóch awansów na duże imprezy i ćwierćfinału EURO 2016 we Francji. Pracował z kadrą 5 lat! Konia z rzędem temu, kto przewidzi komu uda się tak długa kadencja.
Jerzy Brzęczek awansował na EURO 2020, ale najpierw zatrzymała go epidemia Covid, a potem brak właściwej komunikacji z gwiazdami zespołu. Sportowo zrealizował wszystkie cele, ale jednak i tak powiedziano mu "do widzenia". Paulo Sousa grał tak samo ofensywnie jak Urban, a na ME się na tym przejechał, a potem zdezerterował.
Czesław Michniewicz dał mundial w Katarze, wyszedł tam z grupy i przez aferę premiową i być może zbyt defensywny styl nikt nie chciał z nim umowy przedłużać. Fernando Santos był totalnym flopem. Zastępujący go Probierz pracowałby może dalej, gdyby nie przegrał nierównego pojedynku z osobą kapitana. Na pięć nazwisk, cztery zakończenia pracy z kadrą były przedziwne. I nawet najlepszy wróżbita nie przewidziałby takiego epilogu, jaki miał miejsce u nas.
Urban dostał drugą szansę i będzie to szansa ostatnia. Mimo dobrego kierunku trzeba szukać nie tylko piękna, ale i bezpieczeństwa. "Kevin sam w domu" doskonale sobie poradził, ale była to jednak filmowa fikcja. My tego lata Kevinów na swej drodze nie spotkamy. By wrócić do elity - na razie europejskiego futbolu - trzeba wyciągnąć "mityczne" wnioski. Ale nie o nich gadać tylko działać. Liga Narodów i walka o EURO same się nie wygrają. Podchodząc nawet do Bośni, tak samo jak do Szwedów ,owoc może być tak samo gorzki jak ten, który spadł na nas na Strawberry Arena. I wcale nie była to truskawka.
