Marek Magiera: Ludziom z reguły tylko się coś wydaje...
Jacku...

Pamiętasz? 1982 rok. Mistrzostwa świata w Hiszpanii. Boisko przy naszym bloku na częstochowskim Błesznie, tam, gdzie od ponad 40 lat stoi Szkoła Podstawowa nr 49, do której najpierw chodziliśmy a później przy której udzielaliśmy się już jako dorośli ludzie, pracując z młodymi piłkarzami w UKS Olimpijczyk. Ty za małolata chciałeś być jak Boniek, Smolarek, Matysik... Ja chciałem być jak włoski piłkarz Marco Tardelli...
Pamiętasz? Obaj marzyliśmy, żeby grać w pierwszej drużynie Rakowa... Ty zagrałeś... Ja nie... Obaj marzyliśmy o grze z Orzełkiem na piersi. Ty zagrałeś... 99 razy w młodzieżowych reprezentacjach Polski. Byłem na prawie wszystkich z nich rozgrywanych w Polsce. Słuchając przed meczem hymnu, staliśmy na trybunach z naszym Tatą dumni jak pawie, a ja czułem się tak, jakbym stał na tym boisku obok Ciebie. Zawsze...
Pamiętam, jak wróciłeś do domu po zdobyciu mistrzostwa Europy U-16 z Turcji w 1993 roku, ale pamiętam też, jak wróciłeś do domu po porażce z Danią 0:10. Pamiętam, jak załadowałeś kapitalnego gola Wiśle Kraków w Twoim najlepszym okresie gry w Legii Warszawa, ale pamiętam też samobója strzelonego w towarzyskim meczu z Bayernem Monachium...
Pamiętam mistrzostwo Polski zdobyte z Legią, które wspólnie z Tobą i naszymi przyjaciółmi świętowaliśmy w pizzerii na Parkitce w Częstochowie. Później już, kiedy byłeś trenerem, denerwowałem się bardziej od Ciebie, kiedy z Legią grałeś w Lidze Mistrzów. Pękałem wtedy z dumy, przypominając sobie to nasze Błeszno i to nasze małe boisko z drewnianymi bramkami... Mistrzostwo z Legią, wicemistrzostwo ze Śląskiem i ten ostatni sezon tam we Wrocławiu, dziwny, z tą trudną do wytłumaczenia niemocą. Mecz z Cracovią od 2:0 do 2:4 i klubowy korytarz, w którym zawsze były tłumy ludzi, a wtedy po konferencji prasowej nie było nikogo. To znaczy była tam jedynie Twoja żona Madzia, Twoja Córeczka Małgosia i Twój Synuś Jasiu. Byłem tam razem z nimi, czekaliśmy na Ciebie i widziałem, jak oni to wszystko przeżywają...
Pamiętam, jak się ucieszyłeś, kiedy Ci powiedziałem, że będę w Polsacie Sport komentował mecze Rakowa. Pamiętam, jak rozwiałeś moje wątpliwości, kiedy zastanawiałem się, jak to zostanie odebrane przez ludzi po 20 latach komentowania przeze mnie praktycznie tylko siatkówki. "Raków? Nikt tego lepiej od ciebie nie zrobi. Baw się tym, a opiniami się nie przejmuj, bo ludziom z reguły tylko się coś wydaje".
Kiedy do Ciebie dzwoniłem, albo Ty dzwoniłeś do mnie, szybko nasza rozmowa schodziła na sport, piłkę. Tak było praktycznie za każdym razem... Po wygranych gratulowałem, po przegranych dopytywałem czemu tak, czemu siak, czemu grał ten, a nie tamten, po co te zmiany... I co słyszałem? "Przestań, to tylko mecz, zaraz znowu będziemy grać. Co u was? Wszystko w porządku? Jak tam Maciek? Co słychać u Magdy?"
I tutaj postawię kropkę. Bo na tym ta historia w publicznym wydaniu się kończy. Bo najważniejsze były relacje i najbliżsi. Rodzina. Dlatego resztę pozostawię dla siebie z jasnym przekazem, co jest w życiu najważniejsze.
Od tego feralnego piątkowego poranka jestem w jakimś dziwnym stanie, nie potrafię tego sobie racjonalnie wytłumaczyć, bo bije ode mnie ogromny spokój, którego nigdy wcześniej w trudnych dla mnie sytuacjach życiowych w sobie aż tyle nie miałem. Z Jackiem mieliśmy wiele wspólnych cech, ale w wielu kwestiach, pewnie nawet w większości z nich, zwyczajnie po ludzku się różniliśmy. Ale przy nim zawsze czułem się bezpiecznie i teraz też czuję się tak, jakby On cały czas gdzieś obok mnie był.
Zanim w piątek Jacek poszedł pobiegać do parku, napisałem do niego SMS, żeby ogarnął dla mnie i mojego syna Maćka jakieś lepsze bilety z PZPN na finał Pucharu Polski z udziałem naszego Rakowa. Odpisał, że raczej nie powinno być problemu i postara się o jakieś zaproszenia na VIP-ie. Na następnego SMS wysłanego trochę później, żeby załatwił takie bilety, abyśmy mogli obejrzeć mecz razem, siedząc obok siebie, już niestety nie odpisał.
Jacek. Byłeś wspaniałym Bratem! Byłeś świetnym szwagrem Magdy, cudownym ojcem chrzestnym Maćka, fantastycznym mężem dla Twojej Madzi i najlepszym tatą na świecie dla Małgosi i Jasia. W tym momencie, kiedy piszę te słowa, mam łzy w oczach, bo od piątku dostaję niezliczone wiadomości od ludzi, których nawet nie znam, a piszą mi tutaj swoje historie i ile dla nich znaczyłeś jako Człowiek. I tutaj dalej słowa już są zbędne.
Kocham Cię!

