Zbigniew Boniek wymierzył cios po decyzji ws. Legii! "Komisja Ligi sama się wpędza w kozi róg"
- Uważam, że decyzją o uchyleniu czerwonej kartki dla Augustyniaka Komisja Ligi sama się wpędza w kozi róg. Teraz inni, po najdrobniejszej pomyłce sędziów, będą mówili: "Przepraszam, a my? Też zostaliśmy skrzywdzeni". Wydaje mi się, że jej ingerencja jest nikomu niepotrzebna – powiedział nam Zbigniew Boniek.

Michał Białoński, Polsat Sport: Był pan zachwycony rewanżowym ćwierćfinałem Ligi Mistrzów Atletico – Barcelona. Czy półfinał PSG – Bayern 5-4 podobał się panu jeszcze bardziej?
Zbigniew Boniek: Dynamika meczu Atletico – Barcelona i buzujące w nim emocje wywarły na mnie większe wrażenie, natomiast nie da się ukryć, że w spotkaniu PSG z Bayernem mieliśmy kunszt piłkarski wręcz nieprawdopodobny. Gdy patrzyłem na ten mecz i przypomniałem sobie, że Bayern Monachium w dwumeczu był w stanie strzelić Atalancie Bergamo 10 bramek, a PSG – Interowi pięć bramek w 90 minut, to zacząłem się zastanawiać, gdzie jest piłka włoska.
Muszę szczerze powiedzieć, że poziom meczu w Paryżu, zmieniające się akcje niczym w kalejdoskopie, olbrzymia szybkość, były nieprawdopodobne. Manuel Neuer puścił pięć bramek, a nie można mieć do niego żadnych pretensji. Czyli wszystko wynikało z jakości, wyszkolenia technicznego. To są piłkarskie uczty, które zdarzają się raz na jakiś czas.
ZOBACZ TAKŻE: Ten mecz przejdzie do historii Ligi Mistrzów! Dziewięć goli w półfinale
Bayern podniósł się ze stanu 2:5. Doprowadził do strzelenia bramki kontaktowej i do końca naciskał na wyrównującą. Trener PSG Luis Enrique przyznał, że jeszcze nigdy nie spotkał się z drużyną narzucającą taką intensywność jak "Bawarczycy". Czy w rewanżu w Monachium, Bayern będzie faworytem, mimo jednobramkowego debetu?
Wydaje mi się, że na tym poziomie drużyn, które mają tak wiele indywidualności, zawodników, którzy potrafią strzelić bramkę z niczego, w najmniej oczekiwanym momencie, każdy wynik w tej rywalizacji jest otwarty. To na co pan zwrócił uwagę, że Bayern wrócił do rywalizacji, przegrywając 2:5, a przecież mógł nawet wyrównać, pokazuje, że na tym poziomie nie ma żadnej strefy spokoju, komfortu po uzyskaniu dwubramkowej przewagi. Komfortu, który pozwoliłby ci koncentrować się już na następnym meczu.
Zbigniew Boniek o anulowaniu kartki dla Rafała Augustyniaka
W polskim środowisku piłkarskim zawrzało po decyzji Komisji Ligi, która postanowiła uchylić czerwoną kartkę Rafałowi Augustyniakowi z Legii, dzięki czemu będzie mógł wystąpić w starciu z Widzewem. Stawka jest wysoka – obie ekipy są zagrożone degradacją. Zaskoczyła pana ta decyzja?
To jest według mnie najmniejszy problem, czy Augustyniak będzie mógł grać, czy nie. Moje zdanie jest takie, że gdyby sędzia Lasyk pozostał przy żółtej kartce, jaką pokazał Augustyniakowi, nie byłby to żaden błąd. Ale zawołany przez VAR do monitora, gdy pokazali mu wykrzywioną w kostce nogę piłkarza Lecha, zdecydował się na wykluczenie piłkarza Legii. Natomiast absolutnie nie rozumiem ingerencji zewnętrznej. Zastanawiam się nad jedną rzeczą: Augustyniakowi dali czerwoną kartkę, nieważne czy słusznie, czy nie, Kolegium Sędziów i Komisja Ligi zajęły się tą sprawą, a przecież takich wątpliwości jest po 10-15 w każdej kolejce. Dlaczego priorytetowo potraktowano tylko ten jeden przypadek?
Poza tym, co by było, gdyby anulowali czerwoną kartkę, a żółta kartka, którą pierwotnie dostał Augustyniak, byłaby czwartą, wykluczającą go z następnej kolejki? Dlatego wydaje mi się, że taka ingerencja tylko i wyłącznie stworzy przestrzeń do jeszcze większych polemik, bo zaraz, w następnej kolejce będziemy mieli następny przykład na to, że zawodnik nie powinien dostać czerwonej kartki i za każdym razem Kolegium Sędziów będzie ingerować w to, co robi sędzia na boisku, a po niej Komisja Ligi?
Ja jeszcze inaczej patrzę na to: Kolegium Sędziów wyraziło swoje zdanie i to jest jej opinia, po której wcale nie jest powiedziane, że sędzia popełnił błąd. Natomiast nie rozumiem zupełnie tego, dlaczego Komisja Ligi się potem tym zajęła. To czy Augustyniak będzie grał, czy nie w meczu z Widzewem, to jest sprawa wtórna. To nie o to chodzi. Dla mnie może grać, bo w teorii nie zasługiwał na czerwoną kartkę, ale skoro sędziowie VAR i główny postanowili go wykluczyć, to ja nie widzę powodów do ingerencji przez Komisję Ligi.
Właściciel Pogoni Szczecin Alex Haditaghi i inne kluby mają poczucie, że Legia jest specjalnie traktowana, bo przy pomyłkach sędziowskich krzywdzących ich piłkarzy Komisja Ligi nie kwapi się z interwencją.
Dlatego uważam, że taką decyzją Komisja Ligi sama się wpędza w kozi róg. Teraz inni, po najdrobniejszej pomyłce sędziów, będą mówili: "Przepraszam, a my? Też zostaliśmy skrzywdzeni". Ostatnio widziałem, że zawodnik dostał drugą żółtą kartkę, choć nie popełnił faulu i Komisja Ligi się tym nie zajęła. Wydaje mi się, że jej ingerencja jest nikomu niepotrzebna.
Czy kibic Legii powinien zasiadać w Komisji Ligi? Zbigniew Boniek mówi wprost
Środowisko wskazuje na fakt, że w zarządzie Komisji Ligi zasiada Robert Błaszczak, który jest kibicem Legii, zasiada zresztą w Radzie Nadzorczej Legia Warszawa Sekcja Koszykówki S.A. Czy w KL nie powinni zasiadać bezstronni eksperci? Jeżeli pan Błaszczak emanuje w mediach społecznościowych zdjęciem ze znakiem "L", to w piłkarskiej Polsce gotuje się po każdej decyzji Komisji Ligi na korzyść Legii, nawet jeśli ona jest słuszna.
Pewnie tak jest. Generalnie muszę powiedzieć, że w czasach mojej prezesury w PZPN cały czas się zastanawiałem, czy Komisja Ligi, która podejmuje sankcje dyscyplinarne, powinna być w strukturach spółki Ekstraklasa SA. Spółka ta ma organizować rozgrywki, dbać o marketing, napływ pieniędzy, dbać o prawa telewizyjne. Natomiast czy w Ekstraklasie SA powinien funkcjonować organ dyscyplinarny? Według mnie lepiej by było, gdyby on znalazł się poza Ekstraklasą SA. Byłoby wówczas mniej pretensji, byłoby pewnie czyściej i przejrzyściej, a poza tym, nie byłoby takich sytuacji jak z panem Błaszczakiem, że człowiek, który zasiada w Radzie Nadzorczej Legii Sekcja Koszykówki, jest również członkiem Komisji Ligi, bo to tylko powoduje niesnaski i niepotrzebne animozje. I Legii to w ogóle nie jest potrzebne. Legia niech gra jak najlepiej, wygrywa swoje mecze na boisku, a przez takie rzeczy w Komisji Ligi spadają na klub niepotrzebne pretensje.
PZPN postanowił powołać nowe ciało – Radę Ekspertów ds. Dyplomacji Sportowej z Dariuszem Mioduskim na czele, ale czy to nie jest marnowanie prądu i przepalanie pieniędzy? Przecież lobbingiem międzynarodowym pan Mioduski mógł się zajmować jako wiceprezes PZPN ds. zagranicznych.
Panie redaktorze, nie mogę panu odpowiedzieć na to pytanie, bo przeczytałem komunikat PZPN-u ws. Rady Ekspertów i muszę powiedzieć, że w ogóle nic z niego nie zrozumiałem. Dlatego muszę najpierw zadzwonić do Czarka Kowalskiego albo kogoś innego z PZPN-u, żeby mi wytłumaczył, o co chodzi.
Zbigniew Boniek o finale Pucharu Polski Górnik Zabrze - Raków Częstochowa
Po 25 latach przerwy do finału Pucharu Polski dotarła wielka marka polskiej piłki – Górnik Zabrze, który nie podniósł tego trofeum od 1972 r., gdy hat-tricka Legii strzelił Włodzimierz Lubański. Po drugiej stronie barykady jest Raków Częstochowa, który w erze Michała Świerczewskiego dwukrotnie zdobył PP, a trzy razy grał w finale, wszystko w ostatnim pięcioleciu, zatem częstochowianie mają niemal abonament na finał na Stadionie Narodowym.
Im więcej niespodzianek w Pucharze Polski, im więcej drużyn nieoczywistych dochodzi do finału, tym lepiej dla tych rozgrywek i ich popularności. Finał będzie fajny, ciekawy. Jak pan zauważył, jedna drużyna – Raków, jest niemal przyzwyczajona do gry w finale na Narodowym, natomiast Górnik nie zasmakował Pucharu Polski od 54 lat. Sam jestem ciekaw tego spotkania, dlatego wybieram się do Warszawy, żeby oglądać na Stadionie Narodowym.
Przejdź na Polsatsport.pl
