Tak wyglądała droga Górnika Zabrze po Puchar Polski
Górnik Zabrze w drodze po piłkarski Puchar Polski rozegrał w edycji 2025/26 sześć spotkań, ale żadnego na swoim stadionie. Jej zwieńczeniem był sobotni finał na PGE Narodowym w Warszawie, w którym zespół trenera Michala Gasparika pokonał Raków Częstochowa 2:0.


Patrik Hellebrand: Finały gra się po to, by wygrywać

Erik Janża: Mówiłem trenerowi, że nie trzeba ćwiczyć karnych, bo wygramy to w 90 minutach

Fran Tudor: Nie mogliśmy znaleźć sposobu na wyjście spod pressingu Górnika

Rafał Janicki: Ten medal cieszy mnie szczególnie, bo nigdy nie udało mi się nic wygrać

Marcel Łubik: Czułem przez cały tydzień, że nie ma żadnej opcji, że Raków nas pokona

Paweł Bochniewicz: Cieszę się, że możemy przypomnieć młodszym kibicom świetne czasy Górnika
Górnik po raz pierwszy wystąpił na reprezentacyjnym obiekcie, który gości finalistów od 2014, z pandemiczną przerwą w latach 2020-21. Zabrzanie poprzednio mieli szansę wywalczyć trofeum ćwierć wieku temu, gdy przegrali decydujący dwumecz ze stołeczną Polonią i - co ciekawe - ostatnie wcześniej finałowe spotkanie też rozegrali w Warszawie.
ZOBACZ TAKŻE: Puchar Polski dla Górnika Zabrze! Raków Częstochowa nie miał nic do powiedzenia
Drogę na PGE Narodowy rozpoczęli 24 września 2025 roku, kiedy w... podwarszawskich Książenicach pokonali występujące w 3. lidze rezerwy Legii 3:0.
Później podopieczni Gasparika, który trzy razy triumfował w Pucharze Słowacji ze Spartakiem Trnawa, przenieśli się nad Bałtyk. W 2. rundzie pokonali w Gdyni Arkę 2:1, choć gola stracili już w pierwszej minucie, a w następnej fazie zwyciężyli w Gdańsku Lechię 3:1, m.in. po dwóch trafieniach Ousmane Sowa, który w zimie opuścił klub.
- Myślę, że zasłużyliśmy na ten awans. Chłopcy pokazali i jakość, i energię przez pełne 90 minut - podsumował występ w Gdańsku trener Gasparik.
W ćwierćfinale Górnik zawitał do Poznania i nie był faworytem, ale pokonał Lecha 1:0 po golu Czecha Lukasa Sadilka. W 78. minucie bramkarz Marcel Łubik obronił rzut karny wykonywany przez Portugalczyka Joela Pereirę. Zabrzanie grali już wtedy w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Maksyma Chłania, który w sobotę zdobył jedną z bramek w finale.
- Wydaje mi się, że wygraliśmy mecz w naszych głowach. Cały zespół był przekonany, żeby możemy awansować. Udało nam się strzelić bramę, a potem zagraliśmy "na zero z tyłu" - powiedział wtedy szkoleniowiec Górnika.
Na półfinał drużyna z Zabrza udała się do Bydgoszczy, gdzie pokonała trzecioligowego Zawiszę 1:0, a do siatki trafił Francuz Ivan Ikia Dimi.
Zabrzanie, choć wskazywali, że "zwycięzców się nie sądzi", samokrytycznie nie byli zachwyceni swoją postawą.
- Mecz nie był porywający i jakoś specjalnie nie zasłużyliśmy na wygraną. Jedna akcja sprawiła, że jesteśmy o jedną bramkę lepsi i zagramy w finale. Zwycięzców się nie sądzi i z takiego założenia wychodzę. Gdybyśmy mieli jednak to spotkanie rozkładać na czynniki pierwsze, to dużo brakowałoby nam do szkolnej trójki – ocenił Rafał Janicki.
Finał zarówno doświadczony obrońca, jak i jego koledzy rozegrali na swoich warunkach. Na początku przetrzymali ataki Rakowa, a od momentu objęcia prowadzenia po strzale głową Roberto Massimo, który uzyskał pierwszą bramkę w górniczych barwach, w pełni kontrolowali wydarzenia na boisku.
Górnik zagrał w finale po raz 14, a trofeum wzniósł po raz siódmy. Czekał na nie jednak od 1972 roku, a pierwszy sukces odnotował w 1965.

Droga Górnika Zabrze do triumfu Pucharze Polski 2025/26:
1/32 finału - Legia II Warszawa (3. liga) 3:0
1/16 finału - Arka Gdynia 2:1
1/8 finału - Lechia Gdańsk 3:1
1/4 finału - Lech Poznań 1:0
1/2 finału - Zawisza Bydgoszcz (3. liga) 1:0
Finał - Raków Częstochowa 2:0

