Iwanow: Trener nowy. Ale „stary” znajomy

Jednym jesiennym ruchem Legii Warszawa sprawiono kłopot trzem klubom. Skuteczne, choć opóźnione, wyciągnięcie z Rakowa Częstochowa Marka Papszuna wprowadziło rozbicie dobrze funkcjonującego układu w Rakowie Częstochowa. Właściciel klubu Michał Świerczewski musiał szukać następcy i sięgnął po Łukasza Tomczyka. Ten zostawił Polonię Bytom, a ta jesienią mogła przecież liczyć na baraże o Ekstraklasę.

Portret mężczyzny w bluzie z kapturem, patrzącego w bok.
fot. PAP
Dawid Kroczek

Dziś szans na to raczej zbyt dużych nie ma. Trener właśnie stracił pracę pod Jasną Górą i nie wiadomo, jak ułoży się jego kariera. Czy kluby elity będą się nim wkrótce interesować? Przecież gdyby został na Górnym Śląsku, a jego drużyna wciąż byłaby rewelacją, jego pozycja na rynku była inna. Dziś jego karta przetargowa nie ma już takiej mocy, praca w Rakowie żadną promocją nie była. Nie chce powiedzieć, że wyrządzono mu „krzywdę”. Ale częstochowski zespół i tak pewnie zacznie latem walkę o udział w europejskich pucharach. Zrobiłby to i z Tomczykiem w roli trenera.  


Na końcu nikt jeszcze nie wie, czy i Legia będzie zadowolona z ruchu, który wykonała jesienią. Papszun, zmieniający miejsce zatrudnienia z wielką radością i ogromnymi nadziejami, w nowym sezonie zderzy się z tym, co każdy z jego poprzedników. Jeżeli w rundzie jesiennej nie zaliczy dobrego startu, wiemy, co może się wydarzyć. Zdajemy sobie sprawę, że w przypadku kłopotów w październiku głowy nie po raz pierwszy mogą się zagrzać. Czy w Warszawie są wystarczające środki do tego żeby solidnie wzmocnić skład? I nie mówię tu raczej o pensji dla Zorana Arsenića. 


Wciąż pojawiają się kwestie korzystania z zasobów własnej akademii. Młodzi na razie za dużo nie grają i w porządku – dziś najważniejsze jest utrzymanie, ale czy jeśli zostanie ono zapewnione oznaczać to będzie częstsze występy Jana Leszczyńskiego, Wojciecha Urbańskiego czy Jakuba Żewłakowa? I czy możemy się spodziewać, że na starcie nowych rozgrywek „młodzi” będą ciągnąć zespół do powrotu na drogę o wyższe miejsca? Wyższe to złe słowo. Przecież Legia zawsze musi zdobyć mistrzostwo. Tym bardziej teraz, w kolejnym sezonie, gdy drużyna nie będzie „obarczona” Europą i mając u steru szkoleniowca, postrzeganego za polskiego najlepszego między Bugiem i Odrą, jeżeli chodzi o ostatnie klubowe dokonania. Ale wiadomo, że w jednym miejscu z nieograniczonymi finansowymi możliwościami swojego właściciela.

  
Raków na kilka ostatnich kolejek zatrudnił Dawida Kroczka, który – podobno – pod koniec roku nie chciał przejąć zespołu po Papszunie. Trudno jednak w to uwierzyć, bo skoro wtedy nie było „woli”, to dlaczego jest teraz? Michał Świerczewski raczej „zafiksował” się na Tomczyka. Nie trafił. Teraz postąpił logicznie, bo trudno jest do tego klubu wziąć trenera, który nie będzie spełniał założeń i nie rozumiał filozofii, która jest tu ta sama od lat.

 

Kroczek nie wchodzi na nieznany grunt, bo pracował tu u boku „MP” i wciąż był w klubowych strukturach. Ma doświadczenie z Ekstraklasy jako szkoleniowiec Cracovii, która nie wiadomo czemu z nim się rozstała. Nowy trener Rakowa doprowadził ją przecież do szóstego miejsca w rozgrywkach 2024/25. Jest jeszcze jeden element, który może nie jest najbardziej istotny, ale dość ważny. Nad Kroczkiem unosi się bardzo dobra aura, jest bardzo pogodny i afirmatywny. Być może te cechy są dziś tej drużynie bardzo potrzebne.     

PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie