Czołowy bramkarz na MŚ nie kryje: Po wojnie każdy jest generałem. Jestem dumny z Polaków!

Michał BiałońskiZimowe

- Hokej nie sprowadza się tylko do bronienia krążków i zdobywanie wielkich trofeów, ale też do pomagania i uświadamiania, że życie to nie tylko sport, bo są też rzeczy ważniejsze, co pokazuje również akcja Cancer Fighters w Polsce. Bardzo mnie zaskoczyła, gdy zobaczyłem, ile ludzi się do tego włączyło. Jestem dumny z Polaków – powiedział nam bramkarz hokejowej reprezentacji Tomasz Fucik.

Dwóch mężczyzn rozmawia, jeden z nich trzyma mikrofon z logo Polsat Sport.
Polsat Sport/Robert Szegda
Tomasz Fucik po starciu z Francją: Czuję mieszankę smutku i radości

Michał Białoński, Polsat Sport: Czy nazajutrz po starciu z Francją w twoim sercu dominuje smutek z powodu straty dwóch punktów, czy radość z tego, że jednak po meczach z dwoma faworytami mamy cztery punkty?

 

Tomasz Fucik: Oczywiście wciąż czuję mieszankę obu odczuć pół na pół. Staram się być wdzięczny i cieszyć się z tych punktów jak cała drużyna. Jakby nam ktoś powiedział przed turniejem, że po dwóch pierwszych meczach będziemy mieli cztery punkty, to myślę, że na pewno byśmy to wzięli w ciemno. Ale biorąc pod uwagę przebieg spotkania z Francją nie ukrywam, że jesteśmy smutni. Ale taki jest sport. Z faktami się nie dyskutuje. Trzeba tę porażkę wziąć na klatę, jak to się mawia i wszystko jest nadal w naszych rękach. Ważne jest, aby się skupić na naszej grze, na ogólnej postawie drużyny, która na lodzie pracuje bardzo dobrze.

 

ZOBACZ TAKŻE: Bramkarz Polaków nie ma wątpliwości. Chodzi o kluczowy mecz reprezentacji 

 

Opowiedz o rutynie przygotowań do rzutów karnych. Obroniłeś aż siedem z 10. Czy śledziłeś sposób strzelania Francuzów w środowym sparingu z nimi w Bytomiu, gdy karnych było jeszcze więcej? Bronił wówczas Michał Kieler. Czy masz inne na to sposoby?

 

Na pewno miałem wnioski z tego meczu, bo na meczu sparingowym w Bytomiu byłem bramkarzem rezerwowym i mogłem wszystko obserwować z ławki. Poza tym byliśmy przygotowani na taka alternatywę z trenerem bramkarzy. Widziałem mojego kolegę Michała Kielera, który radził sobie bardzo dobrze i był bardziej pasywny przy karnych, nie wyjeżdżał zbyt daleko do przodu. Czekał na zwód rywala i trzymał pozycję w bramce, powiedzmy, że był pasywny. Moje założenie było również takie, że nie będę daleko wyjeżdżać, co na ogół mam w zwyczaju w karnych. Ale jak to się mawia, po wojnie jest każdy generałem.

 

Na dziesięć karnych puściłem trzy bramki ze strzałów i moja refleksja mówi mi, że być może mogłem na to zareagować inaczej, trzymać swojego stylu bronienia, ale po prostu karny to jest zawsze 50 na 50. Dwa razy w tym sezonie to my mieliśmy szczęście i wygraliśmy po karnych. Niestety, w tym ważnym momencie się nie udało. Muszę powiedzieć, że Francja ma zawodników o wysokich umiejętnościach. Turniej się dopiero rozkręca, najważniejsze, żeby utrzymywać najwyższą formę w kolejnych meczach.

 

Gratulacje za twoją postawę napływają z Polski i z Czech, m.in. od byłej gwiazdy naszej ligi Milana Baranyka, ale ty na każdym kroku podkreślasz, że to wszystko jest zasługą zespołu. I statystyki to potwierdzają, jesteśmy na pierwszym miejscu pod względem bronienia przewag i na drugim w ich wykorzystywaniu, a do tej pory nasza gra w przewadze na ogół była bolączką. Dwa lata temu na MŚ elity w Ostrawie na 22 przewagi wykorzystaliśmy tylko jedną.

 

Wiadomo, że elita to jest troszkę inny poziom, ale z drugiej strony, jak dobrze pamiętam, ze strzelaniem bramek mieliśmy problem także na ubiegłorocznych MŚ Dywizji 1A w Rumunii. W tym roku nie musimy się martwić o ofensywę, bo na razie chłopaki wyglądają w niej świetnie i pewnie nikt z naszych przeciwników się nie spodziewał, że możemy być tak niebezpieczni. A co do osłabieni, to przez cały sezon kadry one wyglądały dobrze w naszym wykonaniu. Przede wszystkim wynika to z tego że my po prostu wiemy, że nie jesteśmy żądnymi gwiazdami i na tym musi polegać nasza gra, na poświęceniu i naprawdę chłopaki poświęcają swoje zdrowie, ciałem, czasem nawet głową blokują strzały. Bronią mnie i pomagają. Dobrego bramkarza kreuje drużyna, to wspólna chemia, „snażą” się mi pomóc za wszelką cenę. I dzięki temu to wszystko działa.

 

Piękne czeskie słowo „snażit” oznacza oczywiście „starać się”. Teraz przed nami mecz niczym finał ze spadkowiczem z elity Kazachstanem, z 18 zawodnikami z ligi KHL, dużo silniejszej od naszej. Kazachowie są faworytami, ale jeśli wygracie choćby za dwa punkty, to awans do elity przybliży się o krok milowy.

 

To prawda. Już przed meczem z Francją mówiliśmy sobie, że to jak siódmy mecz finału play-off. Bardzo ważne było zdobyć punkty, ale nadal tabela tak się układa, że po prostu mamy wszystko w swoich rękach. We wtorek czeka nas bardzo wymagający rywal, bardzo dobrzy zawodnicy, z lepszej ligi. Ale zbyt duży respekt przed nimi nie jest nam potrzebny. Już wiele razy uświadomiliśmy sobie, że możemy rywalizować z lepszymi drużynami. Tylko po prostu trzeba się skupić na swojej grze i zobaczymy, co nam to da. Każdy mecz na tym turnieju jest ważny. Gdyby się zdarzyła niespodzianka i zdobylibyśmy punkty z Kazachstanem, to każdy następny mecz z Japonią i Litwą będzie ważny. Ten turniej jest bardzo krótki, składa się z pięciu meczów i każdy punkt się liczy w tabeli końcowej.

 

Skąd zaczerpnąłeś pomysł do wzięcia udziału w akcji Cancer Fighters, w ramach której ogoliłeś głowę?

 

Od mojej żony. Gdy grałem w Czechach i tam też mieszkaliśmy, to pracowała w szpitalu, także na oddziale onkoliogicznym i bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda walka z tą chorobą. Dlatego powiedziała, że możemy coś takiego zaoferować kibicom i sponsorom w Tychach. I w ten sposób wystawiliśmy moje włosy na licytację. Uzyskaliśmy 25 tys. zł, z czego się bardzo cieszę i w ogóle nie żałuję, że ogoliłem głowę na łyso, a szczerze mówiąc, bardzo lubiłem swoje włosy i każdy wie, że dbałem o swoją fryzurkę. Ale w  życiu są rzeczy ważne i ważniejsze. Muszę powiedzieć, że sprawiło mi to ogromną radość, że to się udało.

 

Jesteś też na forum czeskich bramkarzy i za każdy obroniony strzał wpłacacie symboliczną kwotę na cele charytatywne. Jak to funkcjonuje?

 

To prawda, to organizacja non-profit Saves Help, którą założył Simon Hrubec, bramkarz Zurichu.

 

A wcześniej także Ocelari Trzyniec.

 

Na początku było kilku bramkarzy, ale teraz jest ich coraz więcej, szczerze mówiąc ja jestem między nimi „no name’em”, ale się oczywiście cieszę, że mogę być między nimi i dołożyć małą cegiełkę do tego projektu. Wpłacamy 10 koron za każdą interwencję, czyli około 1,5 zł. Oczywiście nie są to duże kwoty, ale bardziej chodzi o gest i pokazanie, że hokej nie sprowadza się tylko do bronienia krążków i zdobywanie wielkich trofeów, ale też do pomagania i uświadamiania, że życie to nie tylko sport, bo są też rzeczy ważne, co pokazuje również akcja Cancer Fighters w Polsce. Akcja, która mnie bardzo zaskoczyła, gdy zobaczyłem, ile ludzi się do niej włączyło. Strasznie mi się to spodobało i jestem dumny z Polaków. Potwierdzili, że w ciężkiej chwili, czy gdy trzeba pomagać, to cały kraj jest w stanie dać wiele od siebie, bez względu na to czy musi czy nie.

 

Wracając do Saves Help, w jaki sposób wybieracie cel, który wspieracie? Kolegialnie?

 

Dokładnie tak, mamy grupę na komunikatorze, na której głosujemy, na kogo przekazujemy pieniądze. Zazwyczaj na dzieci, ale nie tylko, bo również na pacjentów onkologii i borykających się z różnymi innymi problemami. Możliwości pomagania jest dużo, a ja się cieszę, że mogę być w tej grupie.

 

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie