"To było jedyne sensowne rozwiązanie". Libero reprezentacji wprost o kłopotach potęgi PlusLigi
- W zasadzie to do samego końca graliśmy z nadzieją, że klub uda się uratować. Dopiero w końcówce marca dostaliśmy zielone światło na zmianę klubu. Wtedy prezes dał też do zrozumienia, że w obliczu obecnej sytuacji, możemy rozwiązać nasze kontrakty na kolejny sezon – mówi Maksymilian Granieczny, libero Jastrzębskiego Węgla i reprezentacji Polski.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Ma pan już nowy klub? Nie pytam, jaki, ale czy się udało? W końcu Jastrzębski Węgiel bardzo późno przekazał zawodnikom, że jednak nie wystartuje w kolejnym sezonie.
Maksymilian Granieczny, libero Jastrzębskiego Węgla i reprezentacji Polski: Sprawy są mocno zaawansowane. Teraz wszystko domykam, ale oficjalne informacje będą najpewniej przed startem ligi, no, może w lipcu.
Nie tak to miało wyglądać.
W Jastrzębiu miałem kontrakt na dwa lata, także na ten kolejny sezon, ale wiemy, co się stało. Trzeba było dostosować się do sytuacji, i zacząć szukać najlepszego dla mnie rozwiązania na kolejny sezon.
A dowiedział się pan?
W zasadzie to do samego końca graliśmy z nadzieją, że klub uda się uratować. Dopiero w końcówce marca dostaliśmy zielone światło na zmianę klubu. Wtedy prezes dał też do zrozumienia, że w obliczu obecnej sytuacji, możemy rozwiązać nasze kontrakty na kolejny sezon.
Późno.
Bardzo późno. Zwłaszcza w naszych realiach transferowych. Zwykle pierwsze rozmowy odnośnie kolejnego sezonu zaczynają się w okolicach grudnia.
Jest żal?
Żal w niczym mi nie pomoże. Jasne, że podpisując kontrakt, byłem mentalnie gotowy na dwa lata. Takie sytuacje, jak rozwiązanie umowy rzadko się zdarzają, a jednak u mnie się to stało. Taki jest jednak sport. Trochę oczywiście szkoda, że to wszystko tak późno wyszło, bo marzec czy kwiecień nie są dobrym czasem na transferowe rozmowy, składy są dopięte na tip-top, ale patrzę w przyszłość optymistycznie.
Co z zaległą kasą z Jastrzębia?
Na to pytanie odpowiedź zna tylko prezes klubu. O tym, że są zaległości wobec zawodników, to każdy wie. Jak to jednak będzie rozwiązane, to ja już tego nie wiem. Prezes przedstawił nam plan, ale jesteśmy jeszcze w trakcie dogadywania.
Prezes liczył na sprzedanie miejsca w lidze, ale władze PlusLigi zdecydowały, że zostanie w niej spadkowicz Steam Hermapol Politechnika Częstochowa.
Nic nie wiemy o tym, by pieniądze ze sprzedaży nazwy miały pójść na spłatę zaległości. Prezes aż o takich szczegółach nam nie mówił. A my też nie wnikaliśmy i nie pytaliśmy o takie szczegóły.
W sumie to aż dziwne, że przy takich problemach udało się panu i kolegom z Jastrzębskiego Węgla zagrać tak dobry sezon.
Na pewno nie był to sezon, gdzie mogliśmy się skupić na sporcie. Już po pierwszych miesiącach dowiedzieliśmy się, że będą problemy. Prezes nas o tym poinformował. Do końca jednak wierzył, że wyjdziemy z kryzysu. Też na to liczyliśmy, ale skończyło się, jak się skończyło.
A była szansa, żeby zostać w Jastrzębiu i grać dla Barkom Każanów Lwów, które teraz tam mają mieć swój dom?
Prezes dawał w pewnym momencie do zrozumienia, że tam może się znaleźć dla nas miejsce, ale nie było szczegółów, ani na jakich warunkach miałoby być to zrobione. Bardzo dużo było niewiadomych, a ja chciałem konkretów. Nie mogłem ich dostać, a nie chciałem tkwić w zawieszeniu. Może z czasem by się coś wyjaśniło, ale wolałem nie ryzykować.
Mimo tych wszystkich perturbacji przekonał pan trenera kadry, że zasługuje pan na powołanie.
Jakby problemy klubowe to jedno, ale też każdy z nas jest profesjonalistą. Granie w siatkówkę, to z jednej strony nasza praca, za którą dostajemy pieniądze, a z drugiej jest to hobby i pasja, której poświęcamy się w stu procentach. Graliśmy dla siebie, dla drużyny, dla kibiców. To było jedyne sensowne podejście. Cieszę się, że przy okazji dostałem się do kadry, że zostałem zauważony przez trenera Grbića.
Jak to wyglądało?
Trener zadzwonił osobiście, żeby przekazać mi wiadomość o powołaniu. Ja się z tego bardzo cieszę i będę chciał udowodnić, że faktycznie na to zasłużyłem. Poza tym trener Grbić ma wizję i ja ufam, że on doskonale wie, co robi. To może mi tylko pomóc.
W trakcie tej rozmowy z trenerem usłyszał pan coś szczególnego.
To była normalna rozmowa trenera z zawodnikiem. Trwała parę minut, a trener przekazał mi wszystkie niezbędne informacje. Nie powiedział niczego szczególnego, ale nie musiał, bo już samo powołanie ma dla mnie olbrzymią wartość.
Jest szansa, że zagra pan w większym wymiarze w Lidze Narodów?
Szansa jest zawsze i na wszystko. Trener nie zdradził całego planu, bo przecież dojdą realia boiskowe. Ja to jednak widzę tak, że każdy z nas ma takie same szanse i możliwości. Muszę trenerowi udowodnić, że na to miejsce w kadrze zasługuję.
Tylko jak to zrobić?
Stawię się na zgrupowaniu w pierwszym terminie i będę chciał jak najlepiej zaprezentować na treningach. Będę wszystko robił z wiarą w to, że dostanę szansę grania.
Trener Grbić powołał wielu młodych zawodników. Jakby szykował się na jakąś wielką pokoleniową wymianę.
Jest dużo nowych nazwisk, wielu przedstawicieli mojego rocznika, są nawet młodsi. To jednak naturalna kolej rzeczy. Nazwiska muszą się zmieniać, a ja mogę się tylko cieszyć z tego, że trener daje szansę młodym i że zauważył też mnie.
Na pozycji libero konkurencja jest ogromna.
Reprezentacja ma szczęście, że jest tylu świetnych zawodników. Jest tak trudno, że już załapanie się do szerokiej kadry jest wyzwaniem. Skoro już tu jednak jestem, to będę walczył o to, by się piąć po kolejnych stopniach i wycisnąć z tego jak najwięcej. Żeby być w tej coraz węższej kadrze.
Przecięliście się z Jakubem Popiwczakiem w Jastrzębiu?
Zanim pierwszy raz odszedłem z Jastrzębia, to rok trenowałem z Kubą.
To pan wie, jak go wygryźć?
On jest jednym z najlepszych libero na świecie. Ja mogę się na nim wzorować i uczyć się od niego, ale też robić wszystko, żeby deptać mu po piętach i być gotowym, jak pojawi się szansa, żeby zawalczyć o tę pozycję. Na razie jestem w piątce libero w szerokiej kadrze i jak powiedziałem: chcę z tego wycisnąć tyle, ile się da.

