Selekcjoner Orłów postawił sprawę otwarcie na MŚ! "To mecz na śmierć i życie"
- Japonia jest bardzo groźna, na dodatek walczą o przetrwanie na tym poziomie MŚ. Dla nich to będzie mecz na śmierć i życie, więc dadzą z siebie wszystko w czwartek. Ale my jesteśmy w takiej samej sytuacji: musimy wygrać ten mecz i już widzę w zespole wielką żądzę zwycięstwa. Moi zawodnicy chcą zakończyć MŚ w dobrym stylu – powiedział nam selekcjoner hokejowej reprezentacji Pekka Tirkkonen.

Michał Białoński, Polsat Sport: Muszę panu powiedzieć, że wiele razy oglądałem skrót meczu z Kazachstanem i doszedłem do wniosku, iż to jest bardzo bolesna porażka. Wszak przez 95 procent dotrzymywaliśmy kroku Kazachom, walcząc z pasją i pełnym poświęceniem, ale za dwa błędy w obronie zapłaciliśmy słono: nie wywalczyliśmy nawet punktu.
Pekka Tirkkonen, selekcjoner hokejowej reprezentacji Polski: To prawda, zgadzam się z pana obserwacją. Zagraliśmy bardzo solidnie. Miałem poczucie, że sprawujemy kontrolę nad wydarzeniami na ludzie, nawet wobec faktu, że Kazachstan to naprawdę mocny zespół, który przez większość meczu utrzymywał się przy krążku, to jest jeden z ich atutów, ale my byliśmy naprawdę solidni. Zwłaszcza dobrze broniliśmy się nie tylko pod bramką, ale też w środkowej tercji. Gdy już gra przenosiła się do naszej tercji, wypychaliśmy Kazachów na zewnątrz, jak pan zwrócił uwagę, dzięki pełnemu poświęceniu zablokowaliśmy wiele strzałów.
Trwające ułamek sekundy dwa błędy kosztowały nas porażkę w tym meczu.
Kto według pana był najtrudniejszym rywalem: Ukraina, Francja, czy Kazachstan?
Według mnie Kazachstan. To był najcięższy rywal, z jakim się dotąd spotkaliśmy na MŚ w Sosnowcu.
ZOBACZ TAKŻE: Wałęga po meczu z Kazachstanem: Szkoda tych straconych goli...
Trener Tirkkonen o sytuacji polskiego hokeja
Generalnie sytuacja polskiego hokeja nie jest wesoła. Jeśli spojrzymy na obronę, to zebrał pan samą śmietankę. Lepszych nie mamy, może poza kontuzjowanym Olafem Bizackim. On mógłby stanowić wzmocnienie drużyny. Tymczasem pan nazywa się Pekka Tirkkonen a nie David Copperfield i nie jest pan w stanie wyczarować lepszych defensorów, napastników także. Co za tym powinniśmy robić, by z roku na rok mieć mocniejszą reprezentację? Na razie pokonanie Francji czy Kazachstanu zakrawa na wielką niespodziankę, a nie rywalizację, w której szanse rozłożone są 50 na 50.
Jeśli spojrzymy na obraz ogólny polskiego hokeja, to przed nami oczywiście długi proces, począwszy od szkolenia na wysokim poziomie juniorów, budowa zawodników od najmłodszych lat. Standardy w rywalizacji międzynarodowej są oczywiście wyższe od tych na krajowym podwórku. Młodzi zawodnicy muszą mieć jak najwięcej kontaktów z zagranicznymi, silnymi rywalami, którzy są mocniejsi fizycznie i lepiej wyszkoleni technicznie. Których zawodnicy występują w silniejszych ligach, a dzięki temu mają regularne, cotygodniowe doświadczenie z rywalizacji na najwyższym poziomie.
Oczywiście dobry rozwój młodego hokeisty możliwy jest także poprzez Polską Hokej Ligę. Jestem w niej od dwóch lat. Ona się rozwija, niezły poziom mają czołowe zespoły, ale gdy z moim GKS-em Tychy rywalizowaliśmy również w Lidze Mistrzów, czy z reprezentacją gramy na MŚ Dywizji 1A, to widzimy, że wymogi na tym poziomie są znacznie wyższe.
Na ogół wszystko sprowadza się do tego, abyś był w stanie operować krążkiem znacznie szybciej i jeździć na łyżwach również szybciej. Aby kontrolować krążek, zasłaniać rywalowi dostęp do niego z większą szybkością.
Zdecydował się pan odwołać środowy trening na lodzie. Dlaczego?
Zawodnicy mają w nogach trzy ciężkie mecze rozegrane w cztery dni. Więc dodatkowe treningi na lodzie na pewno by nam nie ułatwiły przygotowań do dalszej fazy turnieju. Porozmawiałem z moim sztabem, a później z kapitanami i doszliśmy do wniosku, że lepiej na zespół wpłynie uniknięcie wyprawy na Stadion Zimowy w środowe popołudnie.
Zostały nam dwa mecze. Oczekujemy pełnej koncentracji od zespołu na czwartkowe spotkanie z Japonią. Zrobimy tylko przedpołudniowy rozjazd, ale rezygnacja ze środowego treningu powinna korzystnie wpłynąć na regenerację zawodników. Zarówno mentalną, jak i fizyczną.
Pekka Tirkkonen o Japonii
Mecz z Japonią to kolejny finał. Tylko zwycięstwo za trzy punkty może utrzymać nasze marzenia o awansie do elity. Jakie ma pan zdanie o Japonii? Jej bramkarz Narisawa jaki jedyny wyprzedza Tomasza Fucika pod względem skuteczności obron, ma ją na poziomie niemal 95 proc. Cały zespół Japonii pod względem skuteczności strzeleckiej jest na trzecim miejscu, za Kazachstanem i Polską.
Japonia jest bardzo niebezpiecznym zespołem. Zawsze są szybcy. Pod względem fizycznym być może nie są najsilniejsi, ale nigdy się nie poddają. Widać, że mają w sobie ducha zespołu i bez względu na to, jaki jest wynik, zawsze grają do końca. Nigdy nie wywieszają białej flagi, podkreślę jeszcze raz ich niesamowitą szybkość. To zespół wręcz wybuchowy. Dlatego musimy grać swoim sposobem, pracować z pokorą, w ofensywie musimy być skuteczni.
Wracając jeszcze do meczu z Kazachstanem, zdecydował się pan bardzo szybko ściągnąć Tomasza Fucika, by przy pomocy dodatkowego napastnika próbować wyrównać. Nie za szybka poszedł pan va banque?
Mieliśmy wznowienie w tercji rywala, dlatego wykorzystaliśmy ten manewr około dwóch minut przed końcem meczu. Kazachstan jest na tyle mocny, że był w stanie utrzymywać krążek już do końca meczu z dala od własnej bramki, więc mogliśmy się już nie doczekać na kolejne wznowienie w ich tercji. Dlatego postawiliśmy wszystko na jedną kartę, właśnie z uwagi na wznowienie pod ich bramką.
Czy przygotowania do meczów z Japonią i Litwą rozstrzygną się bardziej w kwestii mentalnej, czy fizycznej? Z pewnością porażka z Kazachami mogła wpłynąć na nasz zespół.
Myślę, że sporo zależy od kwestii mentalnej, mamy za sobą trzy mecze rozegrane w cztery dni, więc nastawienie mentalne będzie kluczowe. Tym bardziej, że Japonia jest bardzo groźna, na dodatek walczą o przetrwanie na tym poziomie MŚ. Dla nich to będzie mecz na śmierć i życie, więc dadzą z siebie wszystko w czwartek. Ale my jesteśmy w takiej samej sytuacji: musimy wygrać ten mecz i już widzę w zespole wielką żądzę zwycięstwa. Moi zawodnicy chcą zakończyć MŚ w dobrym stylu, zwycięstwem nad Japonią, a później nad Litwą. Koncentrujemy się na Japonii, a dopiero po turnieju spojrzymy na to, gdzie jesteśmy w tabeli.
Czy przed MŚ w Sosnowcu spodziewał się pan tak wyrównanego turnieju? Zdecydowana większość meczów jest na styku, rozstrzyga się jedną bramką, dogrywką, bądź nawet karnymi. Tylko Kazachstan wysoko ograł Litwę i Japonię.
Tak, sądzę, że rozmawialiśmy o tym wiele, patrząc na inne zespoły, podejrzewaliśmy, że w każdym meczu wszystko może się zdarzyć, że mecze będą bardzo zacięte, na styku. Bardzo dobrze, że to się potwierdziło. Dzięki temu zapowiada się pasjonująca końcówka MŚ w Sosnowcu. Każdy mecz jest o stawkę.
Dla nas dobrze się stało, że Ukraina pokonała Francję. Jeśli na koniec te trzy zespoły będą miały po 10 pkt, to my awansujemy lepszym bilansem w tym gronie. Będziemy mieli trzy pkt, jak Ukraina, którą pokonaliśmy, a Francja – tylko dwa.
To już jest matematyka i zgodnie z tymi kalkulacjami faktycznie możemy awansować, ale mam nadzieję, że nie będą nam potrzebne takie rozwiązania. O wiele prostszym są nasze dwa zwycięstwa na koniec i zaufanie Kazachstanowi, który jeśli wygra wszystko do końca, to my awansujemy z drugiej pozycji.

Kiedy mecz Japonia - Polska? Gdzie oglądać?
Mecz Japonia - Polska zostanie rozegrany w czwartek o godz. 19:30. Transmisja w Polsacie Sport 1 i na Polsat Box Go. Początek studia o godz. 19.
Przejdź na Polsatsport.pl

