Rayo świętowało awans i wtedy pomyślał o Lechu. "To powinien być nasz sufit"
Znamy finalistów europejskich pucharów. W Lidze Europy mamy swojego człowieka Matty'ego Casha. W Lidze Konferencji zagra Rayo Vallecano. Polskie drużyny jesienią były o krok od wygranej z Hiszpanami. - Kiedy Rayo świętowało awans, to pomyślałem o Lechu i Jagiellonii i o tym, że nasze drużyny też stać na granie w finale. To powinien być nasz sufit – mówi były reprezentant Polski Maciej Żurawski.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Znamy już wszystkich finalistów europejskich pucharów. Anglicy górą.
Maciej Żurawski, były reprezentant Polski: Tego się spodziewaliśmy. Patrząc na tę ligę, na jej siłę, to w zasadzie w ciemno obstawialiśmy, że angielskie zespoły będą tymi czołowymi w Lidze Europy i Lidze Konferencji, i że nie powinno ich zabraknąć w walce o te najwyższe cele. Tegoroczna rywalizacja zwyczajnie utwierdziła nas w przekonaniu, że angielskie drużyny środka tabeli potrafią skutecznie rywalizować z innymi ligami.
Ten poziom środka w Anglii wystarczy na Europę.
A jeszcze niektórzy mówili, że półfinał Ligi Europy, mecz Aston Villi z Nottinghamem to taki przedwczesny finał, że zwycięzca tego meczu wygra Ligę Europy bez względu na to, z kim przyjdzie mu grać.
A wygra?
To oczywiście jest trochę na wyrost, bo finał to jeden mecz. Pamiętamy też ćwierćfinał Nottingamu z Porto. Też nie można powiedzieć, że Porto było słabszym zespołem, a jakby jeden z meczów potoczył się inaczej, to różnie mogło być. Portugalczykom bardzo źle się to wszystko ułożyło i jeszcze ta czerwona kartka w drugim spotkaniu. Jednak patrząc na siłę graczy i drużyny, to wydaje mi się, że Aston Villa będzie faworytem finału Ligi Europy.
Dobrze dla nas i dla Casha.
Na pewno. Szkoda, że w finale nie będzie większej liczby polskich zawodników. Nawet, jakby Porto wyeliminowało Nottingham, to mielibyśmy taki polski półfinał i pojedynek Casha z Bednarkiem i Kiwiorem. Cieszmy się jednak z tego, co mamy. Jest nasz przedstawiciel w finale. Kolejny z polskich graczy będzie miał szansę zdobyć ważne trofeum.
Jak patrzyłem na półfinały, to naszła mnie taka refleksja, że przecież Lech mógł być w tym miejscu zamiast Rayo Vallecano. W meczu fazy grupowej Lech miał Hiszpanów na widelcu, prowadził 2:0, a przegrał 2:3 trochę na własne życzenie.
Też pomyślałem o Lechu, ale i o Jagiellonii, która również grała z Rayo w fazie grupowej i przegrała 1:2. I ten wynik też nie był taki oczywisty. W każdym razie Lech tamto wyjazdowe spotkanie z Rayo mógł spokojnie zremisować. A jak sobie wspomnę potyczki Lecha z Szachtarem, to jeszcze bardziej żałuję, że to się tak skończyło. Lech mógł spokojnie zajść do półfinału. Jakby przeszedł Szachtara, to potem poradziłby sobie z AZ Alkmaar. To myślenie napawa mnie optymizmem. Ogólnie wydaje mi się, że nasze myślenie jest minimalistyczne.
Co pan ma na myśli?
Polskie drużyny grają na trzecim poziomie, bo tym jest Liga Konferencji. W poprzednim sezonie cieszyliśmy się z dwóch drużyn w ćwierćfinale. Teraz było gorzej, ale też byliśmy w miarę zadowoleni. Jednak przykład Szachtara w półfinale i Rayo w finale pokazują, przynajmniej moim zdaniem, że powinniśmy bardziej wierzyć w siebie. Liga Konferencji powinna być tą, gdzie mierzymy w finał. To, a nie pierwsze mecze fazy pucharowej, powinien być nasz sufit. Patrząc przez pryzmat meczów Lecha, uważam, że stać nas na to.
Może już za rok?
Dlaczego nie mielibyśmy się o to pokusić i cieszyć się z tego, że gramy finał. Dotąd podchodziliśmy tak, że celem jest wyjście z grupy, a ja bym wolał podejście, że chcemy się bić wiosną o wysokie cele. Według mnie brak takiej wiary, że można wygrać wszystko trochę pęta naszym drużynom nogi.
Na pewno nie ułatwia.
Poszedłbym nawet dalej. Myślę, że powinniśmy bardzo poważnie myśleć o tym, żeby mieć swojego przedstawiciela w Lidze Europy. Z Ligą Mistrzów możemy mieć problem, to oczywiste, ale Liga Europy powinna być tym minimum.
W tym, czy poprzednim pucharowym sezonie mogło być lepiej, jakby nasze drużyny dysponowały dłuższą ławką rezerwowych. Chodzi mi o jakość.
Szeroka kadra z pewnością by pomogła. Choć taki Freiburg też tego nie ma, a potrafił pozytywnie zaskoczyć. Oczywiście mówimy o Bundeslidze z jej poziomem intensywności grania. Wystarczy teraz wrócić do meczu Lecha z Mainz w fazie grupowej, gdzie to było trudne spotkanie dla Lecha. Wracając jednak do Freiburga, to zdecydowanie jest to przykład dla nas, że można bić się o finały, nie będąc gigantem futbolu. Freiburg potrafi zagrać ciekawie, ale ma też wpadki. To nie jest top, ale w finale Ligi Europy wystąpi. Także koniecznie musimy zmienić myślenie.
Faworyta finału Ligi Europy już pan wskazał. A co z dwoma pozostałymi?
W półfinale Ligi Mistrzów dostaliśmy ucztę w pierwszym meczu PSG z Bayernem, gdzie było 5:4, ale w spotkaniu PSG – Arsenal nie ma zdecydowanego faworyta. Zdecyduje jakiś błysk, dyspozycja dnia. Jak któraś z drużyn będzie miała więcej słabych punktów, gorzej wejdzie w mecz, popełni jakiś błąd, który ustawi spotkanie, to przegra. A w Lidze Konferencji faworytem jest Crystal Palace. Niemniej Rayo jest ciekawym zespołem. Groźnym u siebie. Ten stadion ze specyficzną atmosferą ich niesie. Zobaczymy, jak odnajdą się w Lipsku, jak będą się tam czuć.
Liga Europy UEFA i Liga Konferencji UEFA aż do sezonu 2030/2031 w kanałach Polsat Sport Premium! Transmisje meczowe dostępne także w streamingu Polsat Box Go, w tym na urządzeniach mobilnych. Skróty wszystkich spotkań oraz najciekawsze akcje zawsze do obejrzenia także na Polsatsport.pl oraz w social mediach i serwisie YouTube.
Przejdź na Polsatsport.pl
