Reprezentant Polski nie gryzł się w język. "Ciężko powiedzieć cokolwiek cenzuralnego"
Reprezentacja Polski w hokeju na lodzie nie zdołała awansować do hokejowej Elity. W decydującym spotkaniu mistrzostw świata Dywizji IA w Sosnowcu Biało-Czerwoni ulegli po dogrywce Litwie 1:2. Filip Komorski, w rozmowie z Michałem Białońskim z Polsatu Sport, nie krył ogromnego rozgoryczenia po końcowej syrenie.

Podopieczni Pekki Tirkkonena rozpoczęli zmagania na MŚ od cennego zwycięstwa nad Ukrainą, jednak w kolejnych dniach musieli uznać wyższość Francji oraz faworyzowanego Kazachstanu. Triumf nad Japonią w przedostatniej kolejce sprawił, że Biało-Czerwoni wciąż mieli los w swoich rękach.
- Ciężko powiedzieć po tym meczu cokolwiek cenzuralnego. Jesteśmy po prostu źli i smutni. Mieliśmy masę sytuacji, więc niestety możemy mieć pretensje tylko do siebie. Było wystarczająco dużo czasu i okazji, żeby to wygrać, ale tak się nie stało. Krążek ewidentnie nas nie słuchał. Mogliśmy być teraz w zupełnie innym miejscu - powiedział Komorski.
ZOBACZ TAKŻE: Tabela MŚ w hokeju na lodzie. Które miejsce zajęli Polacy? Czy awansowali do Elity?
Układ w tabeli był jasny - aby awansować do najwyższej klasy rozgrywkowej, Polacy musieli w piątkowy wieczór odnieść zwycięstwo w regulaminowym czasie gry nad zamykającą stawkę Litwą.
- Nie do końca wiedzieliśmy, czego się spodziewać, bo mecze grane na kilka dni przed mistrzostwami nie są żadnym wyznacznikiem. Litwa potrafiła nas skutecznie powstrzymać, co wywołuje w nas teraz ogromne rozgoryczenie i złość - przyznał reprezentant Polski.
Choć gospodarze uchodzili za zdecydowanych faworytów, spotkanie od samego początku nie układało się po ich myśli. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli skazywani na pożarcie rywale, a wyrównujące trafienie Patryka Krężołka pod koniec drugiej tercji okazało się jedynym skutecznym "zrywem" naszej kadry. Ostatecznie regulaminowy czas gry zakończył się remisem 1:1, co w ułamku sekundy przekreśliło marzenia Polaków o powrocie do Elity. W dogrywce szalę zwycięstwa na korzyść Litwinów przechylił Ilja Cetvertak.
- Każdy starał się dać drużynie to, co ma najlepsze, ale taki jest właśnie sport. Czasami bywa piękny, a czasami tragiczny. Dla nas dzisiaj jest po prostu smutny i gorzki. Kończymy ten sezon porażką. Widzimy się za kilka miesięcy - zakończył 34-latek.



