"Bali się przegrać". Zdradził, co powiedział trener Winiarski przed finałem
- Trener Antiga może być dumny z tego, co zrobił. Dla Bogdanki LUK Lublin ten finał jest niczym złoto dla Warty – mówi nam Wojciech Drzyzga, były siatkarz, komentator i ekspert Polsatu Sport. - Lublin miał trudności kadrowe, w tej sytuacji wyciągnął maksimum. A w finale pokazał, że nie jest chłopcem do bicia.


Aluron CMC Warta Zawiercie mistrzem Polski! Ceremonia dekoracji po finale PlusLigi

Aluron CMC Warta Zawiercie - Bogdanka LUK Lublin. Skrót meczu
Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Ostatni finał, na poziomie emocji, był znakomitą reklamą PlusLigi.
Wojciech Drzyzga, były siatkarz, komentator i ekspert Polsatu Sport: Jak ktoś lubi mocne zaskoczenia i zmienność akcji, to tak. Nie szło to jednak w parze ze stabilną grą na wysokim poziomie. Na pewno były jednak emocje i takie zwroty akcji, że to nam wszystko rekompensuje. To był finał fajny dla sportu.
I to pomimo tego, że ostatecznie wygrała drużyna, która była też najlepsza w sezonie zasadniczym.
Ta drużyna nie była jednak hegemonem, który wszystkich przytłaczał i realizował swój plan. W tym sezonie od początku było wiadomo, że liczyć się będą trzy drużyny, które grają najlepszą siatkówkę, czyli Warszawa, Lublin i Zawiercie. Lublin z tego grona zaskoczył najbardziej, bo jednak miał olbrzymie trudności kadrowe. Dla Bogdanki LUK już ten finał jest niczym złoto dla Aluron CMC Warty. Uważam, że Lublin wycisnął w obecnej sytuacji maksimum. Mało tego, pokazał w finale, że nie jest chłopcem do bicia. Ratował się, jak tylko mógł.
A przegrał, bo?
Warta miała więcej argumentów. I to pomimo braku stabilności formy i niezbyt dobrej dyspozycji zawodników, którzy mieli być liderami, a nimi nie byli. Ich forma była nierówna, co przekładało się na te wszystkie turbulencje.
Po trzech meczach wydawało się, że już po Warcie.
I takie też były nasze przedmeczowe analizy podparte statystyką i merytorycznymi analizami. One się jednak nie potwierdziły z powodu tej zmiennej formy i tego nierównego grania. Rozmawiałem z wieloma ludźmi i nie potrafiłem im tego wytłumaczyć.
Chyba nie tylko pan miał z tym kłopot. Przyznam, że słuchając pana przed czwartym meczem, podpisałbym się pod większością słów. Też już widziałem Lublin w złocie.
52 lata jestem w tym sporcie i nie mogę powiedzieć, że jestem mądrzejszy. W kadrze wiadomo, że serce jest przed rozumem, więc zdarza się przestrzelić. W PlusLidze staramy się jednak być ostrożniejsi. Pocieszam się tym, że już niejeden komentator połknął swój język. Siatkówka znów nas zaskoczyła i to pomimo tego, co pan już powiedział, czyli że wygrał zespół najlepszy w rundzie zasadniczej.
Ten finał niejednego mógł jednak przyprawić o zawrót głowy. Na kolanach był Lublin, potem Zawiercie, ale jedni i drudzy potrafili się podnieść, a w ostatnim meczu jeszcze dostaliśmy te pięć spotkań w pigułce.
Bierzmy to jednak za dobrą monetę. Amerykanie dotąd nie wiedzą, jak przegrali z nami półfinał na igrzyskach w Paryżu. Shoji, jak z nim rozmawiałem o tym, to przyznał wprost: "nie jesteśmy w szoku, my nadal nie wiemy, co się z nami stało". Im siadły komputery, siatkówka ich zaskoczyła.
Za jakiś czas pewnie to samo powiedzą zawodnicy Bogdanki. Co nie zmienia faktu, że wygrał zespół kompletniejszy.
Lublin może być jednak dumny, trener Antiga może być dumny z tego, co zrobił. Ja sobie wyobrażam tydzień treningowy Bogdanki, gdy nie ma dwóch atakujących, środkowego, a Sawicki zawieszony i jeszcze jest kwas w drużynie. Antiga wchodzi na halę i ma ośmiu zawodników i kulejącego Wachnika. Można dowołać dwóch juniorów, ale pracować w takim składzie nad systemem grania, to rzecz niezwykle trudna. A jeszcze mu odpadł ważny zawodnik Henno. To doszło do tego, że Antiga musiał zacząć liczyć na siedem asów Sawickiego, który przez dziewięć miesięcy nie grał. Antiga szył, choć nie było materiału.
I tak wszyscy mówili, że Antiga ma przynajmniej Leona.
Można mieć Leona w kosmicznej formie, ale przecież inni wiedzą, jak sobie z tym radzić. Zamęczają go, to ich sposób. A Leon nie jest kosmitą. Jest wybitnym graczem, ale można go złamać. Zwłaszcza, jak się ma taki zespół, jak miała Warta.
Wspomniał pan Sawickiego. On akurat w tym finale nie dał plamy. Chyba nawet zrobił więcej, niż od niego oczekiwano.
To było jednak to szycie, o którym mówiłem.
Były jednak kluby, gdzie trenerzy nie radzili sobie tak dobrze, jak Antiga.
Doskonałym przykładem jest Resovia. To była kompromitacja trenera, który rozwalił formację libero i w decydującym meczu chciał grać zawodnikami, którzy jednak wcześniej nie decydowali o wyniku. To byli zawodnicy zadaniowi, ale nie tacy, którym można było położyć wielką odpowiedzialność na barki. Do tego doszła jeszcze karuzela na przyjęciu. Jakbyśmy się tak dobrze zastanowili, to tam było wszystko.
A niektórzy stawiali Resovię przed sezonem jako kandydata do wygrania ligi.
Ja na nich nie stawiałem. Nawet nie widziałem ich w medalowej strefie. Nie pomyliłem się. To świeży zespół, zabrakło im zgrania. Trener Botti dodatkowo komplikował sytuację, bo choć nie miał kontuzji, to robił sporo niepotrzebnego zamieszania. Rozgrywający Marcin Janusz uczciwie przyznał po przegranym meczu o brąz, że nie byli zespołem, bo dobry zespół nie wpada w dół, a jeśli już to potrafi z niego wyjść, a Resovia tego nie umiała. A to, co robił Botti, to wyglądało, jak dywersja. Ja rzadko używam takich słów, ale to mnie denerwuje. Widzę, gdzie czuć rękę trenera, a tam była zła energia. Rok temu w Lublinie to, co robił Botti zadziałało. Teraz nie.
Wychodzi na to, że Lublin miał rację, zmieniając trenera.
Inna sprawa, że tak, jak doceniam finał Lublina i fakt, że zagrał z Wartą pięć spotkań, tak muszę dodać, że to bardziej jest dowód na słabość Zawiercia. Trener Winiarski nie krył zresztą, że za szybko powiesili sobie złote medale. Dodał jeszcze coś fajnego. Przyznał, że oni bali się przegrać. Taki strach mogą mieć sportowcy uprawiający ekstremalne dyscypliny. Z drugiej strony było widać, że Warta nie miała tego luzu. Warta została namaszczona, jako ten zespół, który musi zgarnąć złoto i to jej skomplikowało sprawę.
To ja nie wiem, co będzie, jak dojdą Fornal z Kochanowskim.
Spokojnie. Warszawa z Lublinem też mają w planach ciekawe transfery, więc nie ma co dzielić. Zresztą na tym ostatnim finale słyszałem od osoby będącej blisko Warty: "jak to dobrze, że mamy ten medal, bo już mówią, że za rok, to na pewno zdobędziemy złoto". Wielkie oczekiwania i rola faworyta zwiększają presję. Niemniej ja to widzę tak, że za rok w czwórce będzie pierwsza trójka tego sezonu. Zobaczymy też, co będzie z Resovią, jaka tam konstrukcja zostanie postawiona. Inni raczej nie doskoczą z przyczyn finansowych.
Przejdź na Polsatsport.pl
