"Spadłem z krzesła, słysząc to". Szokujące argumenty po Final Four Ligi Mistrzów siatkarzy 2026

Jakub BednarukSiatkówka

To, że Perugia gra w inną dyscyplinę, widziałem podczas włoskich play-off, ale to, w jaki sposób przejechała się po naszych drużynach, robi wrażenie. Sześć setów, dwa ciężkie na przewagi z setowymi w górze rywali, ale pozostałe cztery sety do jednej bramki. Oddajemy Włochom z szacunkiem ukłony, cieszymy się ze srebrnego medalu Zawiercia i wspólnie z Warszawą cierpimy po wypuszczeniu meczu o brąz.

Boisko do siatkówki z zawodnikami w czerwonych i niebieskich strojach na oświetlonej arenie sportowej.
fot. PAP
Frekwencja na final four Ligi Mistrzów siatkarzy 2026 nie była najlepsza.

Niby ten turniej miał swoją historię, ale Oscara za scenariusz to z tego nie będzie. Cały turniej, otoczka, różnica poziomów, brak przynajmniej jednego pięknego meczu powodują, że - poza potęgą Perugii - chyba dużo w mojej pamięci nie pozostanie. Temperatura widowisk średnia, chłodno na trybunach mimo solidnych kibicowskich ekip i dramatyczna frekwencja sprawiają, że czuję duży niedosyt.

 

Zobacz także: Liga Narodów siatkarzy 2026. Terminarz. Daty i godziny wszystkich meczów. Kiedy gra Polska?

 

Cieszę się oczywiście z dwóch naszych drużyn, ale o tym wiedzieliśmy wcześniej. Doceniam próby i waleczność, ale na koniec sezonu w meczach, gdzie pojawiają się aktualny mistrz Polski, Włoch, Turcji plus trzecia drużyna PlusLigi, spodziewałem się ognia i kosmicznych meczów, a dostałem tylko kosmicznego pierwszego seta Perugia - Zawiercie. Reszta to albo dominacja Włochów, albo szarpane mecze z masą błędów.

 

Ciężko mieć większe zastrzeżenia do Warszawy, ale Zawiercie i Ziraat widziałem w tym roku grające dużo lepiej, a przecież na FinalFour mieliśmy dostać najlepsze wersje wszystkich drużyn. Nie wiem, jak to zrobił Lorenzetti, ale tylko Perugia może powiedzieć, że zagrała turniej idealny.

 

Od początku funkcjonowania nowych władz CEV oczekiwałem pomysłu, kierunku działania i wdrażania decyzji ponoszących rangę siatkówki w Europie, a cały czas czuję, jakbym dostawał dużo działania, ale pozorowanego. CEV pozoruje wprowadzenie rozwój rozgrywek pucharowych, żeby na końcu turecki sponsor od pucharu pań zbankrutował, a u panów organizatorzy słabą frekwencję tłumaczą konkurencją spowodowaną targami książek w Turynie. Spadłem z krzesła, słysząc ten argument, bo F4 ma być turniejem-petardą, a tu dostajemy najtańsze bilety na jeden dzień za 70 euro w rogu hali, wybrane niesiatkarskie miasto-gospodarz, przyciemnione trybuny ukrywające pustki i brak porządnego challengu. To wszystko to działanie, ale pozorowane.

 

Wczoraj nadeszła spodziewana przeze mnie informacja o dzikiej karcie dla Trento, co znowu wzmaga we mnie uczucie pozorowanego działania, bo dzikie karty pozorują porządną Euroligę na kształt koszykówki, aby duże kluby mogły w niej uczestniczyć. To może zamiast dzikich kart i pozorowanych ruchów zrobić coś porządnego? Na finał Pucharu Francji, Niemiec czy Belgii przyszło w tym sezonie kilkanaście tysięcy kibiców, więc zapotrzebowanie jest, ale może warto, zamiast pozorować, lepiej zwyczajnie wymyślić inny, lepszy format pucharów?

 

Mamy produkt, na który w Europie jest miejsce, mamy kibiców zakochanych w siatkówce, mamy sponsorów chcących w siatkówkę inwestować, mamy setki tysięcy kibiców przed polskimi telewizorami, a dostajemy kolejny sezon brak nowoczesnego challengu, stronę internetową old.cev.eu wciąż wyglądającą jak pierwsze strony www z lat 90. bez aktualizacji statystyk i rosnącą przewagę europejskich rozgrywek koszykarzy i piłkarzy ręcznych. Nie jestem marudą i zawsze staram się dostrzegać pozytywy. Staram się nie narzekać, ale trochę to wygląda jak scena z Żywotu Briana, gdzie ukrzyżowane chłopaki z Monthy Pytona śpiewali „Always Look on the Bright Side of Life”.

 

Uśmiecham się, ale z poczuciem, że coś nam przez pozorowanie ucieka, bo tak wyglądały frekwencje podczas ostatnich turniejów:

 

Lublana 2022 - 9500 widzów, wypełnienie 83% 

Turyn 2023 - 11447 widzów, wypełnienie 82% 

Antalya 2024 - 8500 widzów, wypełnienie 89%

Łódź 2025 - 10810 widzów, wypełnienie 98%

Turyn 2026 - 5800 widzów, wypełnienie 41%

 

Więc trzeba wspólnie z Monthy Pytonem znowu zaśpiewać.

 

 

Po zakończeniu sezonu PlusLigi zastanawiałem się, co ja bym zmienił. Od razu zaznaczam, że są to moje luźne przemyślenia i mogę się mylić, ale chętnie podyskutuję, bo już o części z nich pisałem.

 

1. Pełny play-off do trzech zwycięstw, a finał do czterech.

 

2. Faza play-in pomiędzy drużynami od siódmego do dziesiątego, o dwa wolne miejsca w ósemce.

 

3. Dodatkowa faza na wzór włoski pomiędzy drużynami odpadającymi w ćwierćfinałach o miejsce piąte i możliwość uczestnictwa w pucharach europejskich.

 

4. Zakaz rozgrywania meczów w halach poniżej dwóch tysięcy krzesełek.

 

Zaraz mnie pewnie dopadniecie „Oni już tak dużo grają!”, co jest jest ogólnie ciekawym tematem, bo poza siatkówką nigdzie nie słychać takich argumentów. Rozumiem oczywiście, że nikt nie ma rozgrywek VNL zmuszających ligi do maksymalnego zacieśniania terminów, ale sport zarabia na meczach. Każdy sport! Kluby muszą walczyć o szersze kadry, bo grać dużo trzeba, ale trzeba mieć do tego graczy. Jeżeli silne kluby chcą grać w każdych rozgrywkach o zwycięstwo, to muszą mieć kim... Tak, wiem, „skąd brać kasę i jakościowych zmienników?” Możemy oczywiście siąść i się zamartwiać, możemy pozorować działania jak CEV, ale możemy też działać na poważnie.

Przejdź na Polsatsport.pl
ZOBACZ TAKŻE WIDEO: Czechy - Polska. Skrót meczu

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie