Adam Małysz zaskoczony krytyką Tajnera. "Mógł do mnie zadzwonić"

Michał BiałońskiZimowe

- Nie uważam, żeby panował chaos w naszym związku. Polski Związek Narciarski jest w bardzo dobrej kondycji. Jeśli Apoloniusz Tajner uważał, że jest jakiś problem, mógł bezpośrednio do mnie zadzwonić, a nie słuchać kogoś z otoczenia. Tajnera nie było w związku od bardzo dawna i to jest jedna kwestia. Ta druga – przyjdzie, zobaczy, czy jest faktycznie chaos - powiedział nam prezes PZN Adam Małysz.

Dwóch mężczyzn, jeden udziela wywiadu z mikrofonem Polsat Sport, obok zdjęcie drugiego mężczyzny w czerwonym okręgu.
Polsat Sport/Michał Białoński
Prezes PZN-u Adam Małysz odpowiedział na krytykę Apoloniusza Tajnera (z lewej), który jest jedynym kandydatem na prezesa w czerwcowych wyborach

Michał Białoński, Polsat Sport: Fotel prezesa PZN-u zajmie po panu znany, lubiany i ceniony Apoloniusz Tajner. Czy nie ubodły pana jego słowa, jakie wypowiedział w rozmowie z Eurosportem, gdy ogłaszał swą kandydaturę: "Generalnie w związku powstał chaos".

 

Adam Małysz, prezes PZN-u: Odpowiem w ten sposób: nie wiem skąd takie podejście i Apoloniusz miał informacje, że w PZN-ie jest jakiś chaos. Może na podstawie tego, co się wydarzyło przed igrzyskami. Mam na myśli pewne błędy przy powołaniu kadr, jakie zostały popełnione na zarządzie. Nie uważam, żeby panował chaos w naszym związku. Polski Związek Narciarski jest w bardzo dobrej kondycji. Jeśli Apoloniusz uważał, że jest jakiś problem, mógł bezpośrednio do mnie zadzwonić, a nie słuchać kogoś z otoczenia. Tajnera nie było w związku od bardzo dawna i to jest jedna kwestia. Ta druga – przyjdzie, zobaczy, czy jest faktycznie chaos.

  
Na pewno Apoloniuszowi życzę powodzenia! Przekona się, że związek się bardzo zmienił, bo jednak faktycznie, jeśli chodzi o rozwój przez cztery lata, to trzeba iść cały czas do przodu. PZN się cały czas rozwija, jego budżet rośnie stopniowo, mamy coraz więcej zawodników pod opieką i rośnie też liczba pracowników w biurze.

 

ZOBACZ TAKŻE: Adam Małysz postanowił odsłonić kulisy! "Zostałby totalnie zlinczowany!"

 

Gdyby pan mógł cofnąć czas, co by pan zmienił?


Nie da się zrobić wszystkiego bez najdrobniejszych pomyłek. Grunt, żeby się umieć do nich przyznać i powiedzieć jasno i wyraźnie: "Przepraszam, oczywiście, był błąd. Chcemy się poprawić i następnym razem zrobić coś zdecydowanie lepiej". 

 

Ja później słyszałem jeszcze jeden wywiad Apoloniusza, w którym słyszałem zarzut, że chaos jest wśród członków zarządu. Ale to już nie jest mój problem, bo ja jestem organem wykonawczym zarządu. Wykonuję te robotę, którą powinienem, czyli zabezpieczenie finansowe, sport i żeby nikomu nic nie brakowało. Oczywiście, nigdy nie dogodzi się wszystkim i zawsze będą braki, choćbym stawał na głowie, zawsze będzie mało. Ale na tym poziomie, który osiągnęliśmy i który powinniśmy utrzymywać, myślę, że związek prosperuje bardzo dobrze. I mam nadzieję, że nadal tak będzie prosperował. Zresztą mieliśmy różne kontrole NIK-u, ZUS-u itd. Ich wyniki są do wglądu. Najlepiej za nas przemawia wynik finansowy związku na koniec roku, na koniec sezonu.

  
Jeżeli prezes Apoloniusz Tajner twierdzi, że jest jakiś chaos, to powinien dokładnie wskazać, gdzie on jest. Być może ona ma jakieś inne spostrzeżenia niż ja. 

 

Goszcząc w biurze PZN-u przy okazji obrad zarządu, czy podczas IO w Predazzo, zauważyłem, że wielu kluczowych pracowników jak sekretarz generalny Tomasz Grzywacz, dyrektor sportowy Kamil Fundanicz, Martyna Mitał - menedżer ds. Zarządzania Sportem i Kadr Narodowych utożsamiali się z panem. W Adamie Małyszu widzieli nie tylko szefa, ale też przywódcę, lidera, mentora. Nie boi się pan, że bez pana te młode, prężnie działające kadry nie będą już tak cenione i promowane? Prezes Tajner ma sporo zalet, ale reprezentuje jednak inne pokolenie. 


Odpowiem w ten sposób: gdy przychodziłem do związku, również miałem wiele obaw, ale na pewno największym błędem z mojej strony, byłoby podziękować już na samym początku wszystkim ludziom, którzy tam pracują, by wziąć sobie swoją ekipę. Jeśli przez jakiś okres widzę, że coś nie funkcjonuje, coś się nie spina, to oczywiście bym zareagował i wymienił pewne osoby, które nie pracują tak jak powinny. Ale myślę, że największym błędem byłoby w tym momencie podziękować tym osobom już na samym początku, bez sprawdzenia ich kompetencji. To jest moja opinia, Apoloniusz czy nowy zarząd mogą mieć inną. Na podstawie opowieści, oskarżeń czy pomówień można wiele zmienić, ale można też zrobić krzywdę. Nie tylko tym osobom, ale przede wszystkim związkowi. PZN to instytucja, która powinna stabilnie i systematycznie funkcjonować, i nawet jeśli są jakieś zmiany, przejścia, to powinny być płynne, a nie robione na siłę, przez zasadę nowej miotły. 

 

Pan nie wprowadził swoich porządków cztery lata temu? 


Gdy obejmowałem stanowisko prezesa, ja nikogo nie zwolniłem. Wręcz przeciwnie, zatrudniłem dodatkowe osoby i w tym wypadku nie mam sobie nic do zarzucenia. To było bardzo korzystne. Nie tylko dla mnie, ale również dla całego związku. Jeżeli robiłem zmiany, to dochodziło do nich płynnie i związek na tym nie cierpiał, a przede wszystkim nie odczuwali tego zawodnicy i trenerzy, którzy są solą PZN-u. 

 

Po raz kolejny brał pan udział w charytatywnym biegu Wings for Life. Polacy nie zawiedli. Dariusz Nożyński przebiegł aż 67,96 km, osiągając drugi rezultat na świecie, a Monika Brzozowska – 52,06 km – to czwarty wynik na świecie. Z opłat startowych zebrano ponad dziewięć milionów euro, które sfinansują badania nad metodami leczenia urazów rdzenia kręgowego. Podobnie jak przy okazji akcji Cancer Fighters, Polacy znowu nie zawiedli. 

 

My Polacy jesteśmy bardzo wyjątkowi pod tym względem. Jakakolwiek akcja rusza w dobrym, szczytnym celu, to potrafimy się zjednoczyć jak nikt inny i pomagać. Wings for Life miało już trzynastą edycję i w każdej pobijaliśmy rekordy. Najważniejsze, że każda złotówka, każde euro zasila badania nad przerwanym rdzeniem kręgowym, by w przyszłości ci, którzy są dziś przywiązani do wózka czy łóżka, mogli pobiec czy chociaż pójść o własnych siłach. To jest bardzo wyjątkowa akcja. Każdy bardzo mocno się utożsamia z tym biegiem.  

 

Z roku na rok podchodzi do mnie coraz więcej uczestników i mówią: "Jestem ósmy, dziewiąty raz z rzędu". Inni są szczęśliwi, że po raz pierwszy udało im się kupić pakiet, bo od dawna się starali, ale szybko się wyczerpywały. To pokazuje, jak wiele osób chce brać w tym udział, chce pomagać, dobrze się bawić i uczestniczyć w czymś wyjątkowym. Powiedzmy sobie szczerze: to nie jest zwykły bieg, czy maraton, czy ultramaraton, w którym biegniesz do celu. Na Wings for Life to cel cię dogania, a wtedy schodzisz. Przygotowanie, rozłożenie sił jest niestandardowe. Uczestnik nigdy nie wie, gdzie jest samochód, którym ja ich gonię, nigdy nie wie, kiedy nadeszła pora, by dać z siebie wszystko i jeszcze bardziej przyspieszyć. Nadrzędny jest jednak szczytny cel, który przyświeca biegaczom.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie