Bożydar Iwanow: W życiu ważne są tylko chwile
Drugi rok z rzędu w finale Ligi Konferencji spotkali się przedstawiciele najmocniejszych klubowych rozgrywek w Europie. Mimo że to najmniej z cenionych pucharów i pieniędzy tu najmniej w porównaniu do Champions League czy Ligi Europy. A jednak zarówno Chelsea, jak i Realowi Betis we Wrocławiu zależało na triumfie, tak samo i teraz dotyczyło to Crystal Palace oraz Rayo Vallecano.

Conference League powstało głównie dla najlepszych zespołów słabszych lig – w tym Polski – które poza nielicznymi przypadkami odbijały się od ścian Ligi Mistrzów, ale i w Lidze Europy niełatwo było im otrzeć się o ćwierćfinały czy półfinały. Okazuje się jednak, że i w Conference – mimo że tu Anglicy, Hiszpania, Włosi czy Niemcy mogą wystawić tylko po jednym zespole - to i tak najczęściej uczestnicy lig "Top 5" - zbierają główne nagrody.
Pomijając sukces Olympiakosu Pireus – choć to jednak wciąż uznana firma i do niedawna stały uczestnik LM – i finał Feyenoordu Rotterdam – też dużej marki, mimo że trochę podupadłej – zawsze w finale spotykali się Anglicy, Hiszpanie i Włosi. W Lidze Europy dwa lata z rzędu jest zresztą podobnie.
ZOBACZ TAKŻE: FC Porto ogłosiło ws. Pietuszewskiego! Świetne wieści tuż przed zgrupowaniem
Przepaść jakościowo-finansowa robi się coraz większa. W piętnastym zespole Premier League, jakim jest Crystal Palace, są dwaj reprezentanci jednego z faworytów mistrzostw świata - Francji, ofensywny pomocnik/skrzydłowy Hiszpanii, nadzieja Anglików, lider Japonii czy kadrowicze USA oraz Senegalu.
Rayo było o krok od uzyskania awansu do pucharów przez LaLiga, zabrakło punktu, a w Lipsku po prostu jakości w porównaniu z zespołem angielskim. Obserwując jednak to, co działo się przed, w trakcie i po meczu, nie można było oprzeć się wrażeniu, jak wielką sprawą dla społeczności obu klubów jest ten mecz. Jak przeżywali go wszyscy, którzy pojawili się na Red Bull Arenie. Jaka panowała tam euforia, a już pod koniec meczu rozpacz przybyszów z Hiszpanii. Oni już około 80 minuty wiedzieli i widzieli, że ich pupile nie są w stanie wygrać. Że po prostu brakuje im jakości. Ale i tak oddali część, chwalę i hołd swojej drużynie.
Nic tak bardzo mnie nie irytuje, kiedy po finale na przykład Pucharu Polski, kibice przegranej drużyny ostentacyjnie opuszczają trybuny, nie czekając na dekorację, przecież także "swojej" drużyny, choć "tylko" medalami. Dla takich chwil, jak te środowe, warto żyć i przemierzać Europę. Przecież taka sytuacja, jak w tym roku, może się już dla Rayo czy Crystal Palace nigdy nie powtórzyć. Dlatego nie tylko czasem warto żyć. Dlatego warto mieć Conference League. Niektórzy tylko tu będą mieli możliwość zapisać swą piękną europejską kartę.
PS. W kolejnym sezonie o LK w ostatniej rundzie zagrają Brighton, Getafe, Atalanta Bergamo, S.C. Freiburg, AS Monaco, a także Ajax Amsterdam. Nie postawię dziś tezy, że znów zagrają Hiszpanie z Anglikami, ale klasowych zespołów będzie teraz więcej niż w minionej edycji. A tym samym, być może, nam trudniej.
Przejdź na Polsatsport.pl
