Lech à la Rutkowski - cenię, jak mało co w polskiej piłce
Średnia widzów na meczach Lecha Poznań? 31 tysięcy! Rekord, jeśli chodzi o współczesny futbol klubowy w Polsce. Aż 12,5 tysiąca sprzedanych karnetów. Budżet klubu: 210 milionów złotych. Rekord w historii Lecha. Ciągłość pracy? Niesamowita! Dyrektor sportowy pracuje od 8 lat, trener już jest 2 lata i właśnie podpisał kontrakt na kolejne dwa.

Właściciel i prezes Lecha Poznań, Piotr Rutkowski mówi: "Nie lubię składać żadnych deklaracji. Wcześniej śmiało mówiłem pewne rzeczy, ale dziś wolę wierzyć, że coś nam się uda, ale nie mam potrzeby o tym głośno mówić". Co nie znaczy, że Piotr nie potrafi mówić szczerze - także o emocjach. Gdy kibice ze słynnej trybuny "Kocioł" zaczęli rozwijać transparent i widać było nazwisko Rutkowski, to żona zwróciła na to uwagę od razu. Pomna wcześniejszych doświadczeń na stadionie przy Bułgarskiej. Tym razem jednak fani rozwinęli transparent z podziękowaniem dla prezesów Rutkowskiego i Karola Klimczaka. To wręcz niespotykane na polskich stadionach, gdzie szczególnie ultrasi nie mają zaufania do właścicieli, czy szefów klubu.
ZOBACZ TAKŻE: Barcelona znalazła następcę Lewandowskiego! Oficjalnie ogłoszony transfer
Rutkowski na zaufanie zapracował sobie: 3 mistrzostwa Polski w 5 lat! Lech ma już 10 tytułów, z czego prawie 1/3 w ostatniej dekadzie, choć ona też była burzliwa. NSNP - "Nigdy się nie poddawaj", to hasło kiedyś znalazło się na koszulce "Kolejorza". Od 2018 roku obowiązuje w formule "Ja się nigdy nie poddam", które Piotr wypowiedział na słynnej konferencji prasowej. Wtedy był śmiech, szydera, niedowierzanie…
Dziś jest zrozumienie, respekt, ba, wręcz szacunek. To pokazuje skalę transformacji klubu. Lech uchodził za klub wręcz przeklęty. Symbolem było kilka przegranych finałów Pucharu Polski, czy to z Legią, czy z Arką (!), czy też z Rakowem. Symboliczna była przerwa między mistrzostwem Polski w 2015 a tytułem w 2022. "Siedem chudych lat" - przyznaje Rutkowski. Tak, te lata były bardzo trudne, ale klub w 2019 roku został sformatowany na nowo. "Już nie chodziło o zatrudnianie trenerów, którzy mają nazwiska. Chodziło o to, żeby przychodzili szkoleniowcy, którzy pasują do kadry, którą dysponuje Lech. Pasują do DNA, którym wyróżnia się klub - a więc stawiania na młodych" - mówi Piotr. I zaznacza, że pierwszym trenerem według tego wyboru był Dariusz Żuraw. "A w drużynie, którą prowadził, a która zajęła 2. miejsce i awansowała do Ligi Europy, było 7 naszych wychowanków. Głodnych zwycięstw i dumnych, że reprezentują ten klub, tak bliski ich sercom" - opowiada szef "Kolejorza".
Klub po raz pierwszy w historii ma średnią widzów powyżej 30 tysięcy (w tym 12,5 tysiąca karnetów), po raz pierwszy w historii budżet klubu przekroczył 200 mln PLN (wyniesie na sezon 2025/26 nawet 210 milionów złotych), po raz pierwszy w historii będzie rozstawiony we wszystkich trzech rundach kwalifikacji Champions League.
To zasługa Ligi Konferencji - ćwierćfinału 22/23 i 1/8 finału 25/26. Tomasz Rząsa pracuje w roli dyrektora sportowego 8 lat. Trener Niels Frederikson jest od 2 lat i właśnie podpisał kontrakt na kolejne 2 lata. Klub kupuje piłkarzy za miliony euro, jak Ali Golizadeh. "Nauczyliśmy się pracować na liczbach" - mówi Piotr. Stworzony został dział naukowy w klubie, kierowany przez Bartłomieja Grzelaka. Ludzie w klubie współpracują z matematykami z Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Danymi - i to chętnie - posiłkują się i Rząsa i Frederikson. "I naprawdę nie muszę ich do tego zachęcać" - relacjonuje Piotr.
Akademia Lecha jest "oczkiem w głowie" właściciela, a kosztuje 20 mln złotych rocznie. Młodzi piłkarze z zagranicy? Nie! "Deal breaker", jak lubi powtarzać Rutkowski. Akademia "Kolejorza" ma promować chłopców z Wielkopolski i z Polski. 37 procent minut w tym sezonie zagrali wychowankowie! Bartosz Mrozek w bramce, Wojciech Mońka i Michał Gurgul w obronie, czy Antoni Kozubal w pomocy!
To nie jest tak, że nie ma świetnych obcokrajowców - na czele z Mikaelem Ishakiem, czy Alim Golizadehem. "Ali to był kaprys właściciela?" - pytam Rutkowskiego. Bo Irańczyk przychodził kontuzjowany i kosztował wtedy rekordową sumę odstępnego w Ekstraklasie (1,8 mln euro).
"Dyskutujemy ciągle o tym, czy warto było. A już na pewno dyskutowaliśmy przez pierwszy rok, a i w drugim ta dyskusja trwała jakiś czas. Jednak później Ali strzelił gole na wagę mistrza Polski, jak choćby na Legii. W tym sezonie też strzelał gole na wagę tytułu" - mówi Rutkowski.
Później przyszedł czas na piłkarzy równie drogich lub nawet droższych, jak Patrik Walemark (1,8 mln euro), czy Yannick Agnero (2,3 mln). Ile wart jest Luis Palma (ma sumę wykupu sięgającą 4 mln)? "Zobaczymy, ile wart jest Palma. Im mniej mówi się o tym transferze, tym lepiej" - śmieje się Rutkowski, który chciałby trzon kadry na nowy sezon mieć już 20 czerwca, a więc na początek przygotowań. "Jednak nie zamkniemy się na jakościowych piłkarzy także w lipcu, czy nawet w sierpniu. Na takich piłkarzy, jak Palma, czy Walemark warto trochę poczekać. Tak było w ich przypadku, tak może się zdarzyć i w tym sezonie".
Lech à la Rutkowski - cenię, jak mało co w polskiej piłce. To klub, który ma tożsamość. "Kolejorz" wyróżnia się strategią i pracuje według najnowszych wzorców. To klub, który może po dziesięciu latach przełamać niemoc naszych zespołów w walce o Ligę Mistrzów. A nawet jeśli to się nie uda w sezonie 2026/27, to wierzę, że uda się w kolejnym lub jeszcze kolejnym sezonie. Zgodnie z hasłem, które już jest kultowe: "Ja się nigdy nie poddam".
Przejdź na Polsatsport.pl
