Selekcjoner Polaków prześwietlił mistrzów świata. "Skromność, praca i pokora"
Jaka była recepta na sukces Finlandii, która właśnie w Zurychu wywalczyła mistrzostwo świata, a w lutym, podczas IO w Mediolanie zdobyła brązowy medal? Jakie szanse mają polscy hokeiści na powrót do elity podczas przyszłorocznych MŚ Dywizji 1A w Talinie? Czy GKS Tychy skazany jest na rolę chłopca do bicia w Lidze Mistrzów? Na te pytania odpowiedział nam selekcjoner Polski Pekka Tirkkonen.

Michał Białoński, Polsat Sport: Finlandia została mistrzem świata w hokeju na lodzie, pokonując w Zurychu Szwajcarię. To nie było łatwe zadanie, wszak gospodarzom pomagały wyjątkowo głośne ściany. Gratulacje. Od 1995 r. wywalczyliście piąte mistrzostwo świata. W tym okresie tylko Czesi zdobyli więcej medali - sześć. Największa potęga światowego hokeja – Kanada ma ich również pięć. Dużo większa od was Szwecja ma tylko cztery tytuły mistrzowskie, Rosja – trzy, Słowacja z USA po jednym. Co jest receptą na sukces Suomi?
Pekka Tirkkonen, selekcjoner reprezentacji Polski w hokeju na lodzie, trener GKS-u Tychy: Odpowiedź na to pytanie jest stosunkowo prosta. Jak pan powiedział, Finlandia nie jest wielkim krajem, żyje w niej 5.4-5.5 miliona mieszkańców, ale oczywiście hokej jest najważniejszy, to sport numer “jeden” w mojej ojczyźnie. Nie mamy najlepszych zawodników na świecie, choć i u nas gwiazd nie brakuje, ale potrafimy zbudować mocny zespół i właśnie grą zespołową staramy się zbudować przewagę nad rywalami.
Nasz zespół jest zawsze skromny, pokorny, ale niezwykle zaangażowany w realizowanie zadań na lodzie. Ciężka praca i walka jeden za wszystkich, wszyscy za jednego są warunkami nadrzędnymi. W ekipie Suomi samolubność i kierowanie się własnym ego jest właściwie niespotykane. Gdy zawodnicy przyjeżdżają na zgrupowanie reprezentacji, egoizm zostawiają w domu.
W ten sposób odnosimy sukcesy i budujemy tak skuteczne zespoły, to są nasze atuty.
ZOBACZ TAKŻE: Polski zespół poznał rywali w LM! Zapowiada się trudna walka o awans
Antti Pennanen znakomicie wywiązuje się z roli następcy Jukki Jalonena. W 2015 r. wygrał ligę Mestis, w 2019 r. zdobył mistrzostwo Finlandii z Hämeenlinnan Pallokerho . Do sukcesów doprowadził najpierw waszą reprezentację do lat 20, a teraz święci triumfy z kadrą seniorską. Tylko w tym sezonie, oprócz mistrzostwa świata, zdobył brązowy medal na IO w Mediolanie.
Anttiego znam dość dobrze, powiem nawet, że wzajemnie się trenowaliśmy na kursach trenerskich podczas naszej pracy w lidze Mestis. Później pracował w fińskiej ekstraklasie i trafił do reprezentacji narodowych, najpierw młodzieżowej, a następne do seniorskiej. Początek jego misji w pierwszej reprezentacji nie był imponujący: ponieśliśmy fiasko na turnieju 4 Nations Face-Off, a na ubiegłorocznych MŚ przegraliśmy ćwierćfinał z USA. Odpadnięcie na tym etapie w Finlandii zawsze jest rozczarowujące. Musisz przebić się co najmniej do półfinału, jeśli chcesz chodzić z podniesioną głową.
Ale ten rok był wielkim plusem dla trenera Pennanena – najpierw brązowy medal igrzysk, a teraz mistrzostwo świata w Zurychu. Antti pokazał, że nie należy się zniechęcać po trudnym początku pracy z reprezentacją, tylko trzeba ciężko pracować i nadal wierzyć w sens swej misji, w cały sztab. W reprezentacji Suomi panuje bardzo dobra komunikacja, w szatni jest świetna atmosfera, każdy funkcjonuje należycie i to przełożyło się na złoty medal MŚ.
Ale też w samą porę dostaliście zastrzyk świeżej krwi z NHL-u. Dwudzestolatek Konsta Helenius z Buffalo Sabres dołączył do zespołu dopiero 21 maja, pierwsze cztery mecze na MŚ opuścił. Strzelił jednak najważniejszą bramkę na turnieju, w dogrywce finału ze Szwajcarią, po pięknej, indywidualnej akcji. Zrewanżował się Szwajcarom za ostre wejścia ciałem.
Konsta to jeden z naszych talentów, który właśnie rozpoczął karierę w Ameryce Północnej. Większość sezonu spędził w lidze AHL, ale w końcówce powołali go do NHL, do Buffalo Sabres. Dostał szansę, by pokazać się w końcówce sezonu zasadniczego i w play-offach. Utrzymał swe miejsce w drużynie, a później przyjechał na MŚ do Szwajcarii. Dostał wymarzone wręcz miejsce do gry w pierwszej formacji, między Aleksandrem Barkovem a Mikaelem Granlundem. Barkov i Granlund to dwaj wielcy gracze.
Podziwiam zwłaszcza Aleksandra. Stracił cały sezon w NHL przez kontuzję kolana. Rok temu z Florydą zdobył Puchar Stanleya, ale we wrześniu ubiegłego roku doznał kontuzji, przez którą stracił niemal cały sezon. Wykaraskał się dopiero na MŚ i pokazał, w jaki sposób potrafi prowadzić zespół w roli kapitana i prawdziwego lidera. Był w stanie podnieść poziom każdego zawodnika. Mówi się nawet, że przy takim kapitanie aż przyjemnie być hokeistą, bo wszystko idzie jak z płatka.
Pekka Tirkkonen o MŚ Dywizji 1A w Talinie
Jak zapatruje się pan na przyszłoroczne MŚ Dywizji 1A w Estonii, w Tallinie? Oprócz gospodarzy, którzy awansowali z trzeciego poziomu, zmierzymy się ze spadkowiczami z elity - Włochami i Wielką Brytanią oraz znanymi nam z ostatnich MŚ w Sosnowcu Litwą i Francją, która awans ma już w kieszeni, z racji roli gospodarza MŚ elity w 2028 r. W ten sposób dla pozostałych drużyn pozostaje tylko jedno miejsce dające awans. Walka o promocję może być równie trudna jak o utrzymanie na tym poziomie.
Zgadza się. Podobnie jak w tym roku w Sosnowcu, stawka będzie wyrównana, czekają nas ciężkie, zacięte mecze. Ale z drugiej strony, wszystkie opcje są otwarte. Jeśli dopisze nam szczęście i wszyscy najlepsi polscy gracze będą do naszej dyspozycji, włączenie się do walki o awans nie będzie niemożliwe.
Znamy Wielką Brytanię, wiemy też jakie nakłady na rozwój swej reprezentacji poczyniły Włoch, przy okazji IO, jakie ostatnio gościły. Z tego co słyszałem, Brytyjczycy szykują zmianę pokoleniową. Litwa i Estonia, kraje bałtyckie z roku na rok są coraz mocniejsze. Estonia zagra w domu, nie odpuszczą w żadnym meczu nikomu. Zanosi się na ciężkie i interesujące mecze, ale na tym polega hokej. Tu nie ma nic za darmo. W każdym meczu każdy zawodnik naszej kadry musi stanąć na głowie, pokazać swe najlepsze oblicze, jeśli chcemy odnieść sukces.
Czy dużo nam brakuje do Węgrów, którzy bazują na porównywalnym potencjale hokejowym, ale po raz drugi utrzymali się w elicie? Nam ta sztuka nie udała się od połowy lat 70 ubiegłego stulecia. “Bratankowie” budują siłę m.in. w oparciu o dwa zespoły w austriackiej ICE Hokej Lidze: Fehervar i Ferencvaros.
Wydaje się, że jesteśmy na zbliżonym poziomie z Węgrami. Ostatnio graliśmy z nimi trzy razy, z czego dwa mecze to nasze zwycięstwa i jedna porażka po dogrywce. Oczywiście, sporo im daje ogranie dwóch zespołów w lidze austriackiej, ale wielu utalentowanych Węgrów w wieku 18 lat, czy nawet młodszych, wyjeżdżają do Finlandii i Szwecji, by tam rozwijać swój talent. Juniorska rywalizacja w tych krajach jest na wyższym poziomie.
Pekka Tirkkonen o szansach GKS-u Tychy w Lidze Mistrzów
Jednym z nich jest siedemnastolatek Doman Szongoth z fińskiego Kookoo Kouvola. Jego rajd dał Węgrom bramkę na 2-0 w starciu z Wielką Brytanią, której pokonanie zagwarantowało im utrzymanie w elicie. Jak pan ocenia rywali mistrza Polski GKS-u Tychy, jakich wylosowaliście w Champions League? U siebie zmierzycie się z Servette Genewa, HC Davos i Tapparą Tampere, a na wyjeździe - z Dynamem Pardubice, HC Plzen i Adlerem Mannheim.
Jeśli porównamy do Ligi Mistrzów sprzed roku, gdy trafiliśmy na wymagających rywali, to tym razem poprzeczka wisi również wysoko. W żadnym ze spotkań nie będzie spacerku. Dwa mocne czeskie zespoły czekają nas na wyjeździe, a w Tychach podejmiemy gigantów, zespoły naszpikowane wielkimi facetami o wysokich umiejętnościach. W Niemczech czeka nas starcie z Mannheim, to również mocny klub z olbrzymim budżetem.
Podobnie jest z rywalami ze Szwajcarii. Davos ma zawodników topowych, reprezentantów kraju. Genewa z kolei ma świeżo upieczonych mistrzów świata z Finlandii: Puljujarviego, Saarijarviego i Manninena. Natomiast Tappara to mistrz Finlandii, w ostatnich pięciu latach aż czterokrotnie sięgali po krajowy prymat. To pokazuje, że są również rywalem o wielkiej jakości. Ale z drugiej strony, mecze Ligi Mistrzów odbędą się u progu sezonu, na początku września. Jeśli będziemy dobrze przygotowani, to w pojedynczym meczu wszystko jest możliwe. Potwierdziła to zresztą Norwegia, zdobywając medal MŚ, po pokonaniu Kanady. Pojedynczy mecz to nie jest seria play-offu. Zaczyna się od wyniku 0-0, wszystko jest możliwe. Jeżeli zagramy twardo, w swoim stylu, jak rozumiejący się zespół, z naszym systemem, opartym na dyscyplinie taktycznej, będziemy mieli z pewnością szansę na zwycięstwo w każdym z tych meczów.
Czy budżet GKS-u Tychy pozwoli wam na wzmocnienie zespołu w stosunku do ubiegłego sezonu?
Już teraz budujemy zespół na nowy sezon i kilka opcji na jego wzmocnienie nadal mamy otwartych. Opuszcza nas Hannu Kuru i nie jest łatwo go zastąpić. Z pewnością będziemy mieli 10 Polaków i każdy z nich znajdzie miejsce w składzie. Między innymi z tego powodu sprowadziliśmy Szymona Kiełbickiego z Jastrzębia. Sądzę, że będzie naszym wzmocnieniem, również w meczach Ligi Mistrzów. Zbudujemy cztery mocne formacje na Champions League.
Przejdź na Polsatsport.pl


