Marek Magiera: Udany weekend reprezentacji siatkarek
Trzy zwycięstwa i jedna porażka. Taki bilans zanotowała reprezentacja Polski siatkarek podczas pierwszego turnieju VNL w chińskim Nankin. Nie ukrywam, że przed turniejem w ciemno wziąłbym takie rozstrzygnięcie, ale po niedzielnej porażce z Chinkami mały niedosyt pozostał. Summa summarum i tak jest chyba lepiej, niż można było się spodziewać.

Oczywiście kibice, którzy patrzą na wyniki naszej kadry głównie serduchem, mogą mieć inne zdanie, bo mecz reprezentacji to po prostu mecz, który trzeba wygrać i tyle. Mało kto patrzy na zmiany personalne, na rotację w składzie, w sumie przeciwnik też nie ma większego znaczenia. Oczywiście reprezentacja siatkarek pod wodzą Stefano Lavariniego dobrymi wynikami zapracowała sobie na taką optykę patrzenia na jej występy, i w sumie dobrze, bo przecież o to tak naprawdę w tej zabawie chodzi.
ZOBACZ TAKŻE: Niesamowity mecz w Lidze Narodów siatkarek! Przegrały pierwszy raz od dwóch lat
Nie wiem, czy jest sens wystawiania indywidualnych cenzurek po turnieju w Chinach, na pewno można mieć poczucie satysfakcji, że żadna z zawodniczek nie zawiodła. Ani te, które grały więcej, ani te, które grały mniej. Jasne, że wszystkim bez wyjątku przydarzały się momenty lepsze i gorsze, zdarzały się także indywidualne błędy, ale taka to specyfika gry w siatkówkę.
Dodatkowo cieszą dwa wygrane tie-breaki, pierwszy w meczu z Belgijkami, drugi w meczu z Serbkami. Takie zwycięstwa zawsze dają coś ekstra, co można sprowadzić do pogłębienia i zwiększenia szeroko pojętego mentalu.
Jedyna rzecz, której bardzo szkoda w kontekście wszystkich czterech meczów rozegranych w Chinach, to sytuacja z Martyną Czyrniańską, która przed pierwszym spotkaniem z Belgią poczuła dyskomfort z powodu urazu mięśni brzucha. Na razie nie wiadomo, jak poważny to problem i jak długo potrwa przerwa Czyrniańskiej od gry, ale jej brak w Nankin był mocno odczuwalny. Nie tylko dlatego, że w hierarchii Lavariniego jest podstawową zawodniczką, ale przede wszystkim dlatego, że jej nieobecność ograniczyła trenerowi możliwość drugiej rotacji na pozycji przyjęcia zagrywki. A były momenty, zwłaszcza w meczu z Chinkami, że ta rotacja bardzo by się naszej drużynie przydała.
Polki nie wracają do Polski i na kolejne dwa tygodnie zostają w Azji, aby przygotować się do turnieju w Bangkoku. Tam zagramy z Bułgarią, Ukrainą, Holandią i Kanadą. Patrząc na układ czekających nas gier bilans 3-1 ponownie pewnie wzięlibyśmy w ciemno, ale marząc o grze w wielkim finale w Makau, trzeba będzie celować w cztery zwycięstwa. W medalowych latach VNL z udziałem Polek po pierwszych turniejach mieliśmy bilans 4-0, 4-0 i 3-1. W tym roku wystartowaliśmy tak samo, jak w poprzednim sezonie.

