Hitowe mecze na MŚ! Zagrają Brazylia i Holandia

Piłka nożna

Brazylia - Japonia i Holandia - Maroko to jedne z najciekawszych par 1/16 finału, a oba te spotkania znajdują się w poniedziałkowym programie piłkarskiego mundialu. Łatwiej wskazać faworyta w meczu Niemiec z Paragwajem, choć czterokrotni mistrzowie świata przegrali w fazie grupowej z Ekwadorem.

Piłkarze w żółtych strojach cieszą się ze zdobytej bramki, otoczeni przez kibiców na trybunach.
fot. PAP/Abaca
Piłkarze reprezentacji Brazylii

Pierwsza z poniedziałkowych potyczek będzie mieć miejsce w Houston, o godz. 19 czasu polskiego na boisko wyjdą drużyny Brazylii i Japonii.

 

ZOBACZ TAKŻE: Klęska na mundialu kosztowała go stanowisko. Zapadła decyzja

 

Kiedyś nikt by nie miał wątpliwości, kto wygra albo przynajmniej będzie faworytem. „Canarinhos” to pięciokrotni mistrzowie globu, ale cztery tytułu wywalczyli zanim Japończycy zdołali zadebiutować w turnieju tej rangi. Na szósty czekają już 24 lata.

 

Tegoroczny turniej Brazylia, prowadzona przez doświadczonego trenera Carlo Ancelottiego, zaczęła od remisu z Marokiem, ale później po 3:0 pokonała Haiti i Szkocję. Włoch potrafił dotrzeć do znanego mu ze wspólnej pracy w Realu Madryt Viniciusa Juniora, który z czterema trafieniami jest jednym z najskuteczniejszych piłkarzy mundialu.

 

Japonia bez większych problemów przeszła fazę grupową, ale uczyniła to już po raz piąty. Kłopoty zawsze zaczynają się później, bo w fazie pucharowej jeszcze nie wygrała meczu.

 

W październiku w meczu towarzyskim w Tokio „Niebiescy Samuraje” wygrali 3:2, a Ancelotti podkreślił, że ta konfrontacja dała mu świetny pogląd na to, co jego zespół czeka w poniedziałek w Houston.

 

- Już po tamtym spotkaniu wiedziałem, że to obecnie jedna z najlepszych drużyn na świecie. Mamy do niej wiele szacunku i przygotujemy się jak do finału, bo w fazie pucharowej każdy mecz to finał. Musimy zagrać z sercem, ale i z głową oraz być przygotowani na wszystko, co wiąże się z fazą pucharową, czyli np. na dogrywkę czy rzuty karne - powiedział Włoch.

 

Jego drużyna po raz pierwszy w tegorocznych MŚ zagra w południe czasu lokalnego.

 

- Nie wiem, czy to ma wielkie znaczenie. O tej porze dnia zazwyczaj przecież trenujemy. Chyba ważniejsze jest, z kim zagramy, bo to przeciwnik bardzo trudny, świetnie zorganizowany. Ale będziemy gotowi. Myślę, że moi zawodnicy będą spać spokojnie, a na pewno znacznie lepiej niż ich trener - dodał z uśmiechem Ancelotti.

 

Na zwycięzcę w 1/8 finału czekać będzie lepszy z pary Norwegia - Wybrzeże Kości Słoniowej.

 

O godz. 22.30 w Foxborough pod Bostonem zabrzmi pierwszy gwizdek w starciu Niemiec z Paragwajem.

 

Czterokrotni mistrzowie globu po raz pierwszy od ostatniego triumfu w 2014 roku przebrnęli fazę grupową, na której kończyli występy w Rosji (2018) i Katarze (2022). Drużyna trenera Juliana Nagelsmanna była już pewna awansu po wygranych z Curacao (7:1) i Wybrzeżem Kości Słoniowej (2:1), ale - choć zagrała w niemal optymalnym składzie - uległa na zakończenie fazy grupowej Ekwadorowi 1:2.

 

A to drużyna niemal bliźniacza do Paragwaju, który także bazuje na szczelnej defensywie, traci bardzo mało goli i szuka szczęścia w kontratakach.

 

Po niepowodzeniu na zakończenie fazy grupowej presja na zespół niemiecki, a zwłaszcza jego szkoleniowca, tylko wzrosła.

 

- Wiem, że w piłce nożnej chodzi o wynik, o zwycięstwo. Jeśli wygrywasz, wszystko jest idealne. Jeśli przegrywasz, wszystko jest do d... Musimy więc wygrać – powiedział selekcjoner Niemców na konferencji prasowej przed meczem z Paragwajem.

 

Jak podkreślił najmłodszy z trenerów drużyn uczestniczących w tegorocznych MŚ, nie czuje, aby musiał coś komuś udowadniać jako opiekun kadry narodowej.

 

- Ja skupiam się na przygotowaniach do meczu, robię wszystko, byśmy zagrali dobrze. To moja rola. Oczywiście, cieszymy się ze wsparcia kibiców, cieszymy się też, gdy eksperci, fachowcy mówią o nas dobrze po końcowym gwizdku, ale to element dodatkowy. Mnie zależy głównie na drużynie i jej sukcesach - zauważył 38-latek.

 

Ekipa z Ameryki Południowej, która najlepszy wynik w mundialu - ćwierćfinał - osiągnęła w poprzednim występie w 2010 roku, zaczęła turnieju od wysokiej porażki 1:4 z USA, ale cztery punkty w dwóch kolejnych meczach wystarczyły jej do wyjścia z grupy na trzeciej pozycji.

 

Właśnie na odrodzenie po nieudanej inauguracji zwrócił uwagę jej argentyński trener Gustavo Alfaro.

 

- Dla mnie to jest najważniejsze. Podnieść się po takiej przegranej na otwarcie turnieju było trudno, a jednak dwa kolejne mecze zagraliśmy bardzo solidnie - tłumaczył.

 

Powodów do optymizmu szukał w eliminacjach.

 

- Skoro potrafiliśmy pokonać Argentynę czy Brazylię, drużyny o podobnym, a może nawet wyższym statusie niż Niemcy, to możemy sobie poradzić i z nimi - powiedział Alfaro, który w poniedziałek nie będzie mógł skorzystać z pomocnika angielskiego Brightonu Diego Gomeza, pauzującego za dwie żółte kartki.

 

Wraca za to inny gracz drugiej linii Miguel Almiron, który odpokutował już czerwoną kartkę, jaką został ukarany za mówienie do rywala z zasłoniętymi ustami w spotkaniu z Turcją (1:0).

 

W nocy z poniedziałku na wtorek czasu polskiego (godz. 3) w meksykańskim Monterrey Holandia zagra z Marokiem. Obie drużyny w fazie grupowej zdobyły po siedem punktów, ale Holandia - obok Niemiec i Francji - z 10 trafieniami była najskuteczniejsza w tym etapie zmagań. Cieniem na dyspozycji oficjalnego mistrza Afryki, po zweryfikowaniu przez kontynentalną federację wyniku finałowego meczu, kładą się dwa gole stracone w pojedynku z Haiti.

 

Trener „Lwów Atlasu” Mohamed Ouahbi zwrócił uwagę, że Maroko - czwarty zespół poprzedniego mundialu, co wtedy przyjęto za niespodziankę - w ostatnim czasie „wkroczyło w inny piłkarski wymiar”.

 

- Nasi zawodnicy dużo bardziej wierzą w siebie, a przeciwnicy szczerze nas szanują. To postrzeganie naszej drużyny bardzo się zmieniło - podkreślił szkoleniowiec.

 

Z szacunkiem do tego rywala podchodzą również Holendrzy. - To będzie ciężki mecz w trudnych warunkach. Ale już nie mogę się go doczekać. To są spotkania, w których chce się brać udział. Zatem do dzieła – ogłosił kapitan reprezentacji Virgil van Dijk.

 

Trener Ronald Koeman zapowiedział, że gotowy do gry jest napastnik Cody Gakpo, który wraz z partnerką w sobotę ogłosił, że ich drugi syn zmarł w trakcie ciąży.

 

- To była bardzo smutna wiadomość. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby go wesprzeć. Zdecydował się zostać z nami, grać dalej, co pokazuje, ile „Pomarańczowi” dla niego znaczą - powiedział selekcjoner o zdobywcy dwóch bramek w fazie grupowej.

PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie