Ocenił występy Polaków w Wimbledonie. "Najjaśniejszy punkt obok Huberta Hurkacza"

Dariusz OstafińskiTenis

- Tu nie może być pozytywnej oceny, bo jak obrończyni tytułu odpada w trzeciej rundzie, to jest źle. A jeszcze gorzej, że styl, w jakim Iga odpadła nie był najlepszy. Niewiele jej wychodziło, mentalnie tego nie dźwignęła – Marcin Muras, komentator Polsatu Sport, ocenił występy Polaków w Wimbledonie.

Tenisista w białej koszulce i czapce z daszkiem podnosi zaciśniętą pięść w geście triumfu.
fot. PAP
Hubert Hurkacz dobrze zaprezentował się podczas tegorocznego Wimbledonu

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Dla nas Wimbledon praktycznie się skończył, więc najwyższy czas jakoś to podsumować, ocenić.

 

Marcin Muras, komentator Polsatu Sport: Jeszcze została Katarzyna Piter, która właśnie awansowała do ćwierćfinału debla. W 1/8 wygrała z parą, w której jest Noskova. Piter to ciekawy przypadek. Mówiło się, że będzie kończyć, a ona jest w ósemce najlepszych deblistek Wimbledonu i po raz pierwszy znalazła się w czołowej pięćdziesiątce rankingu deblowego. Piter to zdecydowanie najjaśniejszy punkt Wimbledonu obok Huberta Hurkacza.

 

Muszę posypać głowę popiołem i powiedzieć, że strasznie mi głupio, że o niej zapomniałem. Mam nadzieję, że to wszystko.

 

Były jeszcze polskie ślady, czyli trener Tomasz Wiktorowski z Naomi Osaką, czy trener Sandra Zaniewska u Marty Kostiuk, i oczywiście Jasmine Paolini, ale to już wszystko.

 

Czyli trzymamy kciuki za Piter, a podsumowanie zaczniemy może od Mai Chwalińskiej.

 

Którą trudno oceniać, bo do momentu kontuzji grała bardzo dobrze, a potem pechowo się to posypało. Ten mecz Maja na pewno by wygrała, a co dalej, to tego nie wiem. W każdym razie wielka szkoda, bo ludzie chcą ją oglądać. Pół miliona widzów widziało ten mecz na Polsacie Sport. To są wyniki na poziomie Igi Świątek, czyli niesamowite. Maja grając dalej, na pewno dodałaby kolorytu. Skoro jej rywalka dotarła do trzeciej rundy, to można puścić wodze fantazji. Z drugiej strony pozostaje nam liczyć na to, że za rok będzie lepiej.

 

Wspomnieliśmy o Świątek, więc teraz ona.

 

Tu nie może być pozytywnej oceny, bo jak obrończyni tytułu odpada w trzeciej rundzie, to jest źle. A jeszcze gorzej, że styl, w jakim Iga odpadła nie był najlepszy. Niewiele jej wychodziło, mentalnie tego nie dźwignęła. Po pierwszym meczu płakała, po tym przegranym z Ealą mogliśmy narzekać na zły wybór uderzeń. Kiedy miała grać po prostej, to grała po crossie. Zobaczymy, może jak dłużej popracuje z Roigem, to coś się zmieni. Też jednak nie sposób uciec od refleksji, że Iga sama musi odnaleźć drogę dla siebie. To 6-krotna mistrzyni Wielkiego Szlema, najbardziej utytułowana z obecnie grających zawodniczek i aż nie chce się wierzyć, że gra na takim spięciu i stresie, że jej nerwy są takim stanie. Skoro dokonała tak wielkich rzeczy, to powinna jednak grać może nie tyle na większym luzie, ale nie traktować tego wszystkiego na aż tak wielkim spięciu. Powiem coś jeszcze. Ten Wimbledon pokazuje, jak wybitnym specjalistą jest trener Wiktorowski. Jakby on był dłużej z Igą, to mogło się to super ułożyć. A tak to korzysta Naomi Osaka.

 

W pierwszej rundzie odpadła Magda Linette, ale postawiła się Andriejewej.

 

Zagrała bardzo dobry mecz. Niewiele zabrakło, żeby wygrała. Kilka piłek, które popsuła w kluczowych momentach, to zrobiło różnicę. Grała jednak, jak równa z równą. I czuła, że mogła to wygrać, dlatego po meczu była taka zła. Szkoda oczywiście tych detali, ale z drugiej strony to odróżnia wielkich mistrzów od reszty, że właśnie w tych szczegółach są skuteczni.

 

Magdalena Fręch?

 

To jest ta sama historia, co u Magdy Linette. Miała Kalinską na talerzu, ale nie potrafiła tego skutecznie zakończyć. Dla mnie mecze Fręch i Linette były bardzo podobne, choć Linette była lepsza, agresywniejsza.

 

Jeśli chodzi o panów, to tu lista jest nieco krótsza.

 

Zaczniemy może nietypowo, bo od Jana Zielińskiego. Po kontuzji nie poszło mu ani w mikście, ani w deblu. Zabrakło ogrania. Kiedy inni szykowali się na Wimbledon, on lizał rany.

 

Kamil Majchrzak wypadł gorzej niż przed rokiem.

 

Wtedy była czwarta runda, a teraz przegrał w drugiej z niżej notowanym rywalem. Jednak Svajda to taki zawodnik, z którym Kamil nie lubi grać. Chodzi o to, że Svajda ma ten sam styl. Odbija jak ściana, jest mocno defensywny. Grając z nim, Kamil musi atakować, a on tego nie lubi. Woli grać defensywnie. Dlatego przegrał.

 

Zaczęliśmy od pechowej Mai Chwalińskiej, a kończymy kolejnym pechowcem Hubertem Hurkaczem.

 

Tu duży plus w porównaniu do tego, co Hubert grał wcześniej. To jego najlepszy turniej ostatnich miesięcy. A kontuzja, przez którą poddał mecz, to pewnie pokłosie tego, że jednak mało grał. Jak się mało gra, to traci się rytm i świeżość. Niemniej czwarta runda Hurkacza, to dobry prognostyk. Przed Wimbledonem bralibyśmy to w ciemno. Pokonał rozstawionych, Paula i Ruuda. Szkoda, bo chciałbym zobaczyć jego mecz z Sinnerem.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie