Argentyna - Anglia: Będzie trzecia połowa!

Robert MałolepszyInne

Sobota musi przynieść zemstę! 36 lat po "krwawej podróży" Anglia znów gra z Argentyną na wyjeździe w niezwykle gorącym czasie. Tym razem jednak nie w piłkę nożną, a w rugby w super ważnym meczu Nations Championship. Czy dojdzie do jatki? Czy wygra jednak rugbowa kultura? Nie tylko świat jajowatej piłki wstrzymuje oddech przed tym meczem. Jedno jest pewne - na 100% dojdzie do "trzeciej połowy"!

Rugbysta w białej koszulce z opaską na głowie unosi prawą rękę ze wskazującym palcem skierowanym do góry i uśmiecha się do obiektywu.
Fot. PAP/EPA
Jamie George kapitan Anglików o meczach w Argentynie: Tam atmosfera jest zawsze nieprzyjemna, jest inna.

"Sobota musi przynieść zemstę"! To drugi dziś w kolejności post na facebookowej grupie England Rugby, do której należy blisko 50 tysięcy osób. Post ukazał się zaraz po zakończeniu półfinałowego starcia Anglia – Argentyna na piłkarskich mistrzostwach świata, w którym Argentyńczycy wygrali 2:1, a po meczu ich pomocnik Giovani Lo Celso paradował po murawie z kawałkiem prześcieradła, na którym namazał  "Las Malvinas son Argentinas" ("Falklandy są argentyńskie"), czym oczywiście wywołał międzynarodowy skandal i rozgrzał do czerwoności i tak rozgrzanych kibiców na Wyspach.  

 

Mega starcie Argentyna - Anglia
 
Tymczasem w sobotę znów dojdzie do mega starcia Argentyna – Anglia. Stawka może nie będzie aż tak wysoka, ale stadion będzie pełny, na boisko znów wybiegną bardzo popularne, pierwsze reprezentacje obu krajów, a transmisję obejrzy zapewne kilkadziesiąt milionów widzów na całym świecie. W Argentynie reprezentacja Anglii w rugby zagra z "Los Pumas" mecz w ramach nowego, międzynarodowego formatu – turnieju Nations Championship, w którym 12 najlepszych drużyn świata ma rywalizować co roku o zwycięstwo.  


W turnieju biorą udział RPA (czterokrotni mistrzowie świata), Nowa Zelandia (trzykrotni), Australia (trzykrotni), Anglia (jeden triumf) oraz Francja, Walia, Szkocja, Irlandia, Włochy, Argentyna, Fidżi i Japonia. Impreza zastępuje tradycyjne test mecze, które światowe potęgi od lat grały w dwóch terminach. W czerwcu i lipcu Europa leciała na Południową Półkulę. W listopadzie potęgi z Południa przylatywały do Europy.  


Teraz też tak jest, ale nadano rywalizacji formę turnieju. Obecnie ekipy z Północy grają po trzy mecze na Południu. W listopadzie kolejne starcia, ale już w Europie. A na koniec w Londynie, na legendarnym stadionie Twickenham - należącym do angielskiej federacji rugby, zapewne przy komplecie publiczności (76 000 widzów) sześć meczów w trzy dni, które ustalą końcową kolejność. W każdym dojdzie do starcia Północy z Południem. Bo każda półkula ma swoją tabelę, która ustali skład finałów. Na Twickenham zagrają w systemie systemie szósta drużyna Południa z szóstą drużyną Północy, piąta z piątą i tak dalej aż do wielkiego finału.  


Argentyna - Anglia. Wielka kasa w tle

 

Po co taki turniej? Oczywiście dla pieniędzy. Wielkich pieniędzy. Starcia rugbowych potęg od lat są maszynką do zarabiania. Gdy Anglia gra z Nową Zelandią, RPA, czy Argentyną, stadiony zawsze są pełne, a telewizje z krajów, gdzie rugby jest popularne płacą może nie tak wiele, jak za topowe mecze piłkarskie, a także w milionach dolarów, funtów, czy euro.  


Organizatorem rywalizacji jest World Rugby czyli odpowiednik FIFA. Światowa federacja od 1987 roku organizuje Rugby World Cup, czyli rugbowe mistrzostwa świata, które od pierwszej edycji są wielkim komercyjnym sukcesem z liczonymi w setkach milionów funtów dochodami z biletów i praw telewizyjnych. Rugby World Cup odbędzie się w 2027 roku w Australii i pierwszy raz w historii wezmą w nim udział 24 drużyny, a nie 20 jak dotychczas.  


Tyle o sporcie, turnieju i pieniądzach, a teraz czas na starcie Argentyna – Anglia, które z całą pewnością zelektryzuje media w obu krajach. Czy dojedzie do zemsty? Anglicy na pewno są lekkim faworytem. Czy będzie jatka? Raczej nie. Ale.... 


Argentyna - Anglia. Rugby to nie piłka...

 

"Rugby to nie piłka nożna" - co można przeczytać w pierwszej odpowiedzi do zacytowanego na wstępie komentarza użytkownika FB, który przedstawia się jako Neil Rhodes.  


Rhodes pisze: "Sobota musi przynieść zemstę". Michael Doddrell od razu mu odpowiada: "To jest mecz rugby".  Dla niewtajemniczonych w kulturę rugby odpowiedź całkowicie bez sensu. No bo przecież wiadomo, że to będzie mecz rugby. Ale dla tych, co o rugby wiedzą coś więcej to oczywiste, że chodzi o to, że rugby i piłka nożna to dwa różne światy.  
 
Pod każdym względem. Fani piłki powiedzą, że przede wszystkim pod względem popularności i to będzie prawda, ale też pod każdym innym. Zachowania kibiców, stosunków między zawodnikami, federacjami. Relacjami pomiędzy zawodnikami, a sędziami.  Szacunek to słowo klucz. Generalnie w rugby walka jest bardzo twarda, ale tylko na boisku. Poza nim panuje kultura, jakiej trudno szukać na trybunach innych sportów zespołowych. Zresztą nie tylko na trybunach.  


Argentyna - Anglia. Co powiedział Churchill

 

"Proszę nie łączyć naszego zespołu piłkarskiego i jego fanów z naszym zespołem rugby i jego fanami. To dwa różne światy, bardzo od siebie oddalone dzięki Bogu”  - to kolejny z komentarzy na forum England Rugby, który dobrze pokazuje, jak wiele dzieli obie dyscypliny.  


W Anglii piłka nożna oczywiście jest numerem jeden. Ale rugby ma wierną, wielomilionową rzeszę fanów. Wielu z nich podkreśla elitarność "ich" dyscypliny. Bo piłka zawsze była grą dla ludu, a rugby dla elit, młodzieży z dobrych szkół. Słynne jest powiedzenie, które przypisuje się Winstonowi Churchillowi, które ma oddawać różnicę między tymi grami: "Piłka nożna to gra dżentelmenów uprawiana przez chuliganów, a rugby to gra chuliganów uprawiana przez dżentelmenów”. Wprawdzie nikt nigdy nie potwierdził, że legendarny premier Wlk. Brytanii naprawdę to powiedział, ale w świecie rugby wszyscy używają tego aforyzmu.  


Argentyna - Anglia. Będzie trzecia połowa

 

W rugby do dziś bardzo ważna jest tzw. trzecia połowa meczu, czyli towarzyskie spotkanie obu drużyn. Podczas niego - jeśli to mecz na międzynarodowym poziomie – obie ekipy są ubrane w garnitury, a spotkanie ma charakter uroczystej kolacji. Zanim zacznie się część nieoficjalna, podczas której w dobrym tonie jest zaśpiewanie co najmniej po dwie, trzy piosenki przez każdą z drużyn, w części oficjalnej kapitanowie ekip wymieniają się krawatami federacji, prawią sobie komplementy, a działacze mają przygotowane wcześniej pamiątkowe patery.  


I tak na pewno będzie w sobotę w Santiago del Estero po meczu na mieszczącym 30 000 kibiców Estadio Único Madre de Ciudades. Wcześniej może być jednak gorąco.  Anglia przystąpi do starcia z bilansem 1:1. Wyspiarze przegrali w Johannesburgu z mistrzami świata RPA 21:45, a potem rozbili Fidżi 73:8. Argentyna ma taki sam bilans. Najpierw przegrała 38:47 ze Szkocją, a potem pokonała Walię 35:21.  


Argentyna - Anglia. Zakaz wychodzenia na miasto

Anglicy są w Buenos Aires już od tygodnia. Mieszkają przy jednej z głównych ulic, przy której tamtejsi kibice zawsze świętują zwycięstwa swojej drużyny. Jedną noc mają już więc nieprzespaną. Menedżerka drużyny doradziła zawodnikom, by po mieście nie chodzili w oficjalnych strojach federacji. Kapitan Anglików Jamie George mówi w mediach brytyjskich, że w granie w Argentynie zawsze jest czymś szczególnym. Wszystko przez atmosferę na trybunach, która „jest nieprzyjazna, jest inna”.  


Angielscy rugbiści przyzwyczajeni są do tego, że na trybunach ich stadionów czasem wręcz jest cicho. Kibice siedzą razem, wspólnie piją piwo, komentując poszczególne zagrania. Gdy mecz wchodzi w najgorętszą fazę, zaczynają śpiewać. W Argentynie na trybunach atmosfera jest zbliżona do tej piłkarskiej. Czy zatem coś grozi Anglikom? 


- W meczach rugby pomiędzy Anglią i Argentyną raczej nigdy nie ma mowy o historycznych podtekstach i wojnie o Falklandy. Zdecydowanie lepszy bilans meczów ma Anglia, która wygrała wszystkie dotychczasowe starcia z Argentyną podczas Pucharów Świata, a było ich pięć - cztery grupowe i jeden o brązowy medal w 2023, wygrany przez Wyspiarzy 26:23. Wszystkie te mecze były bardzo zacięte, a wyniki bliskie, ale toczone w sportowej atmosferze - mówi Grzegorz Bednarczyk, autor bloga “W szponach rugby”, który co tydzień relacjonuje zmagania na wszystkich możliwych boiskach świata.  
 
Argentyna - Anglia. Krwawy wyjazd

 

- Anglicy pamiętają jednak swój pierwszy wyjazd do Argentyny po wojnie o Falklandy. To był w ogóle pierwszy wyjazd angielskich sportowców do Argentyny po tym  konflikcie. Był rok 1990. Kadra rugby rozegrała w Argentynie kilka meczów z drużynami klubowymi i kilka oficjalnych test meczów z "Los Pumas", jak nazywa się reprezentację Argentyny. Było gorąco zarówno na trybunach, jak i na boisku – dodaje Bednarczyk.  


Tourne z 1990 roku wspominał dwa dni temu "The Telegraph", który w leadzie tekstu określił mecze sprzed 36 lat "krwawą podróżą".  Bo taka ona była. Po każdym meczu Anglicy schodzili z boiska w biało-czerwonych koszulkach. Wychodzili oczywiście w białych. Czerwień, to b była ich krew. Gdy wychodzili na pierwszy mecz w San Miguel de Tucumán, na trybunach spalono ich flagę, a kibice rzucali w rugbistów gości pomarańczami, oraz... kurkami od kranów.  


- Boisko było otoczone 4,5-metrowym płotem, zakończonym na szczycie drutem kolczastym. Myślę, że gdyby tego płotu nie było, mielibyśmy poważne kłopoty. To było niewiarygodnie brutalne przeżycie - wspomina tamten mecz młynarz i kapitan Anglików John Olver.

  
Argentyna - Anglia. Deptali się po głowach!

 

W Corodobie było jeszcze ostrzej. Zwłaszcza na boisku. Nikt nie cofał głowy, ręki, ani nogi. Każde przegrupowanie było okazją do walki, w której w ruch szły pięści i przede wszystkim nogi. To były czasy, gdy w rugby dozwolony był tzw. rucking – czyli ... deptanie (ale nie kopanie) rywala, który "zawieruszył się" po niewłaściwej stronie gry w tzw. rucku, czyli sytuacji meczowej, w której zawodnicy, najczęściej formacji młyna, przepychają się nad leżącymi na ziemi kolegami i starają się, by leżąca również na ziemi piłka znalazła się po ich stronie.  


- Rywale wykorzystywali każdą okazję do tego, by nas deptać, ale też kopać. Także w głowę. Po jednym z kolejnych fauli powiedziałem sędziemu, że jeśli nad tym nie zapanuje, zabiorę naszą drużynę z boiska – wspomina Olver, który pełnił rolę kapitana. 


Gdy to nie pomogło, Anglicy zaczęli... robić to samo, a w tamtych czasach uchodzili za mistrzów ruckingu.  


- To nie było rugby, jakie znamy dziś. To był prawdziwy Dziki Zachód. W przerwach, gdy zbieraliśmy się w kółku, w ogóle nie rozmawialiśmy o taktyce, o grze. Mowa była tylko o tym, że musimy zmiażdżyć rywali. Dzięki Bogu, że to się skończyło. To było bardzo brutalne - kończy Olver. 


Dziś w rugby rucking jest zakazany. Żelazem wypala się też każdą brutalną formę gry, atak na głowę, czy szyję rywala. Od lat w rugby nie ma też już przyzwolenia na bijatyki, czy używanie pięści w przegrupowaniach, gdy sędzia nie może dostrzec wszystkiego. Dyskwalifikację za grę brutalną można dostać także po meczu, na podstawie analizy wideo.  


Argentyna - Anglia. To nie jest gra dla grzecznych chłopców

 

To nie oznacza jednak, że rugby stało się grą dla grzecznych chłopców. Wciąż celem drużyny jest fizyczne zdominowanie rywala. Przygotowanie motoryczne współczesnych rugbistów, szybkość gry, dozwolona, kontrolowana, ale wymagana od graczy agresja w przegrupowaniach czy tzw. szarżach (atak na rywala, mający na celu przewrócenie go na ziemię), jest tak wielka, że grając w pełni fair, zgodnie z przepisami, można wybić przeciwnikowi chęć gry z głowy. A jeśli dojdzie do tego nawet lekkie złamanie przepisów, o kontuzję bardzo łatwo.  

 

 

 


Po ostatnim, listopadowym meczu Anglików z Argentyńczykami trener tych drugich Felipe Contemponi określił Toma Currego jako "bully", co można przetłumaczyć jako prześladowca, czy dręczyciel. Curry doprowadził do poważnej kontuzji kolana lidera Argentyńczyków Juana Cruza Mallíę, dopuszczając się tzw. spóźnionej szarży. W rugby rywala można atakować tylko wtedy, gdy ten ma piłkę w ręku. Curry bardzo twardo zaszarżował Mallię już po tym, jak ten podał piłkę.  


- Po tym, jak komuś łamiesz kolano trzeba być przynajmniej na tyle pokornym i pełnym szacunku, żeby przeprosić za to. Ale on zrobił coś zupełnie innego – powiedział Contepomi, który oskarżył Currego o to, że ten pchnął trenera w tunelu po meczu, który Anglicy wygrali 27:23.  


Jak będzie w sobotę?  


Argentyna - Anglia. Trener z dyplomem lekarza

 

Nie sądzę, by doszło do jakiś ekscesów. Rugby to zupełnie inna kultura. Argentyńczycy oczywiście są twardzi, czasem wręcz brutalni, ale to jest zespół, którego trenerem jest dyplomowany lekarz. Ma w składzie absolwentów dobrych uczelni. To Anglicy i Irlandczycy wprowadzali rugby w Argentynie. Nikt w rugby nie przejmuje się historiami z piłki nożnej - mówi Antoni Bohdanowicz, urodzony w Anglii syn Angielki i Polaka, który mieszkał przez kilkanaście lat w Polsce (był dziennikarzem m.in Polska The Times i Orange Sport), grał w rugby w warszawskich Frogs (klub założony przez obcokrajowców, którzy mieszkają w Polsce, a w swych krajach grali w rugby). Obecnie gracz podlondyńskiego Bracknell Rugby Football Club.  
 
No chyba, że kibice argentyńscy obejrzą w social mediach angielskiej federacji rugby filmik, na którym widać całą reprezentację zebraną w jednej z hotelowych sal i oglądającą mecz Anglia – Argentyna w piłkę nożną. Dodajmy, że większość angielskich rugbistów nie zapomniała zabrać do Argentyny koszulek piłkarskiej reprezentacji Anglii i właśnie w tych koszulkach rugbiści oglądali mecz futbolistów. 

 

 

 

 

 

 

 

I jeszcze jedno. Może rugby i piłka nożna nie mają ze sobą wiele wspólnego. Także w Argentynie. Ale gdy w 2015 roku Diego Maradona odwiedził szatnię argentyńskich rugbistów po ich zwycięstwie nad Tonga w Pucharze Świata, ci traktowali go jak Boga, a później tańczyli, śpiewali, zachowując się jak... piłkarscy kibice. 

 

 

 

 

 

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie