Tak rozdrażnili Messiego. Henry trafił w punkt. "Jakby Francuzów w ogóle nie było"

W półfinale MŚ Anglia zapłaciła karę za to, że zamiast grać w piłkę, przy skromnym prowadzeniu postanowiła tylko trwać. Hiszpania pokazała nie tylko najlepsze na świecie rozgrywanie piłki, ale też wielką siłę mentalną, wiarę w siebie, zabierając wszystkie atuty Francuzom. W finale z Argentyną tylko pozornie układ sił wydaje się być wyrównany - analizuje Michał Białoński.

Piłkarze Argentyny świętujący zwycięstwo, z Lionelem Messim w centrum radości.
AFP
Lionel Messi z kolegami z Argentyny świętuje sukces po półfinałowym zwycięstwie nad Anglią

W pasjonującym półfinale z Argentyną, Anglia prezentowała się dobrze tylko do momentu objęcia prowadzenia. Podopieczni Thomasa Tuchela chcieli postawić na fizyczność. Walka wręcz, twarda gra – wszak z tego słynie Premier League. Sęk w tym, że nie wytrzymali tempa i padli od własnej broni. Narzucili intensywność, której sami nie wytrzymali.

Stara prawda: Nie drażnij Messiego 

"Wyspiarze" zbyt łatwo oddali piłkę, koncentrując się na obronie własnego pola karnego. Zmiany, zamiast pomóc, stanowiły balast. Tuchel zaczął ściągać zawodników kreatywnych (np. Gordon), by wpuścić defensywnych, wielkich chłopów, którzy mieli zabezpieczyć przedpole własnej bramki. Gdy przyszło odrabiać straty, Anglia okazała się bezbronna. Dwumetrowy Dan Burn mógł postraszyć gabarytami, ale nie operowaniem piłki. Marcus Rashford zdążył tyko dwa razy dotknąć piłkę. 

 

Mało tego, schowana za podwójną gardą Anglia napędziła mentalnie Argentynę. Nagle Harry Kane, Jude Bellingham przestali być groźni dla Albicelestes, bo koncentrowali się na działaniach defensywnych. Do tego brzydki faul Andersona na Messim, który ośmieszył Kane'a (o głowę wyższy kapitan Anglii odbił się od krępego Leo niczym piłeczka pingpongowa), a później założył siatkę jego koledze, rozsierdził samego Lionela i spółkę. 

 

Prowokowanie Messiego, który nie tylko w Argentynie ma status boga, nie jest dobrym pomysłem. Lepiej nie budzić bestii. Anglicy popełnili ten błąd i to dwukrotnie. Oprócz brutalnego Andersona, pyskówkę z Lionelem zaczął Bellingham. Skończyło się tak, że Messi odprawił "Wyspiarzy" dwoma asystami. 

 

Zresztą po meczu Leo powiedział otwarcie: - Słyszałem rozmowy Anglików: "Podwajamy go, atakujemy nawet jego nogi, nie możemy mu pozwolić na skuteczny drybling". Robili wszystko, żeby mi utrudnić życie. Ale rozumiem to, taki jest futbol - akcentował w strefie wywiadów.

 

Na dodatek analiza sztabu Tuchela poniosła całkowite fiasko. Ewidentnie w szatni padł rozkaz: "Za wszelką cenę odcinamy Messiego od zejścia na lewą nogę". Dlatego też Lionel był podwajany, by właśnie w tym kierunku. Cóż z tego, skoro kluczową asystę przy bramce na 1-2 Leo posłał prawą nogą. Wymierzył ją idealnie do tego stopnia, że piłkarze przeleciała nad głowami rosłych obrońców Anglii, by wpaść na czoło Lautaro Martineza, który dopełnił formalności.

 

A przecież jak rzadko kiedy, tym razem Anglia miała armaty, którymi mogła postraszyć każdego. I dopóki grała w piłkę, wszystko szło po jej myśli. Ale odkąd objęła prowadzenia, zaciągnęła hamulec ręczny i liczyła na przetrwanie do końca. Nic bardziej błędnego - wszak najlepszą obroną jest atak. 

Tak Hiszpania wyrwała zęby tuzom Francji 

Dowiedli tego w pierwszym półfinale Hiszpanie. Wiedzieli, że grają przeciw najszybszej ofensywie świata. Umówmy się co do jednego: o tercecie ofensywnym Mbappe – Olise – Dembele marzy cały świat, ale okazało się, że jeszcze cenniejszy jest świetnie operujący piłką cały zespół. Łącznie z bramkarzem. A taki właśnie miała "La Roja".

 
Co więcej, sposób, w jaki Hiszpanie wyrwali wszystkie zęby ofensywie "Trójkolorowych" jest imponujący, powodujący opad szczęki. Nie był ona łatwy do realizacji. Jedną z recept były dalekie wyjścia z bramki Unaia Simona, który przecież o włos wygrywał wyścigi do piłki z Kylianem. 

 

Spośród wielu komentarzy po tym meczu, mało kto zwraca uwagę na jedną sprawę. Przygotowanie mentalne podopiecznych Luisa de la Fuente. To była potężna broń: wiara w swoje umiejętności. Początek meczu, Kylian Mbappe wywiera sprintem wywiera presję na Unaia Simona, a ten zwodem zamienia ów sprint w pusty przebieg. Hiszpańskie sektory wiwatują, koledzy z pola Unaia dostają czytelny sygnał: "To my dyktujemy warunki w tym meczu".

 

ZOBACZ TAKŻE: Zdjęcie, o którym mówi cały świat. Wyjątkowe spotkanie Messiego z Yamalem

 

Dzięki odważnym wyjściom na przedpole Simona, możliwe także było wysokie ustawienie hiszpańskiej obrony. Bez tego, żaden defensor nie dogoniłby Mbappe, podążającego do piłek adresowanych za plecy defensorów.

 

Fachowcy podkreślają zasługi drugiej linii Hiszpanów i pewnie mają rację, zwłaszcza jeśli przenalizujemy bliski ideału występ Daniego Olmo. Z całym przekonaniem nie możemy jednak zapominać o wkładzie w to zwycięstwo bocznych obrońców. Marc Cucurella był gigantem w każdym względzie. Nękał Francuzów twardością, pokazał żelazne płuca: pełno go było z tyłu, jak i w ataku, jakby jego bujna fryzura zamieniała się w niosący go żagiel. To on dośrodkował piłkę w akcji, po której "La Roja" miała rzut karny. Z kolei prawy obrońca Pedro Porro napędził i zwieńczył akcję bramką na 0-2.

 
Ktoś może narzekać na Lamine Yamala, że został rozszyfrowany i nie czaruje tak jak w  Barcelona. Ale to odważny sprint Lamine Yamala do piłki, która teoretycznie była poza jego zasięgiem, zakończył się faulem Digne i rzutem karnym. Karnym, po którym ten mecz stał się dla Hiszpanii bułką z masłem, a dla Francji donkichotowską walką z wiatrakami. 

 

Cała akcja budująca bramkę na 0-2 była dziełem sztuki. Nie powstydziłby się jej największy kataloński modernista Antoni Gaudi. Odbiór piłki Cucurelli, a jakżeby inaczej – Katalończyka, w rozegraniu wzięło udział dziewięciu piłkarzy, łącznie z bramkarzem, a cudownym dotknięciem, mimo faulu Upamecano, asystował Olmo, by Porro kopnął do siatki ze spokojem Roberta Lewandowskiego. 17 podań z udziałem dziewięciu zawodników łącznie z bramkarzem, dwa natychmiastowe odbiory. Czapki z głów! 

 

Zaimponowało mi również to, że w doliczonym czasie, a było go przecież sporo, Hiszpania nie pozwoliła Francji na stworzenie choćby połowy sytuacji. Były próby strzałów z dystansu Mbappe i Dembele. To były końcowe konwulsje umierających marzeń "Trójkolorowych" o finale. Poza tym, Hiszpania zabrała im piłkę. 

 

Inna sprawa, że konstrukcja mentalna podopiecznych Didiera Deschampsa chwiała się już na początku meczu, a zupełnie runęła po stracie bramki na 0-1. Pod względem przygotowania mentalnego Hiszpanie schrupali francuskiego koguta wraz z głową i piórami. 

Thierry Henry trafił w punkt

W analizie tego meczu w sam środek tarczy trafił Thierry Henry. Francuz z krwi i kości, który trzy lata (2007-2010) spędził w Barcelonie. W rozmowie z Fox Sports:  

 

Niezależnie od tego, jaki skład jest na boisku, Hiszpanie wiedzą, co robić z piłką. Mają to wpojone już w wieku dziewięciu lat: po pierwsze, pozwól piłce latać po boisku, cyrkuluj nią jak najczęściej. Po drugie, każdy musi być na swojej pozycji. Po trzecie, ufaj swoim kolegom z zespołu, nie bój się im podawać, nawet gdy są pod kryciem, oni potrafią sobie z tym poradzić. Kluczowy jest szybki sposób operowania piłką. Dzięki niemu rozklepali Francję “w dziadku" tak, jakby jej piłkarzy w ogóle nie było w środku - mówił z podziwem Henry. Nic dodać, nic ująć. 

Dlatego finał powinna wygrać Hiszpania 

Magia Messiego powoduje, że układ sił w finale powinien być rozłożony 50 na 50. Ale dla mnie faworytem jest Hiszpania. Oczywiście, waleczność Albicelestes, nieśmiertelność w całym mundialu, jest godna podziwu. Ale operowanie piłką, żywotność, energia będą po stronie "La Roja". Wyjściowa "jedenastka" Hiszpanów jest młodsza przeciętnie o prawie trzy lata (29.3 - średni wiek Argentyńczyka z półfinału, 26.6 - średni wiek Hiszpana). Na dodatek podopieczni Luisa de la Fuente mieli o wiele łatwiejszy półfinał i rozgrywali go o dzień wcześniej niż Argentyna. Przy trudach najdłuższego mundialu w historii 24 godziny różnicy w przygotowaniu do najważniejszej bitwy to spory atut. Aż dziwię się, że FIFA nie zaplanowała półfinałów na ten sam dzień, tylko na różne pory. 

 

Lepsze przygotowanie motoryczne Hiszpanii dokumentują także statystyki biegowe z mundialu. W każdym meczu pokonują ponad 114 km, choć to przecież oni dominują w posiadaniu piłki, a rywala za nią biega, nabijając kilometry. Argentyna człapie. Spośród wszystkich ćwierćfinalistów MŚ pokonała najmniejszy dystans, mimo że w starciach ze Szwajcarią i Republiką Zielonego Przylądka potrzebowała dogrywek. Je średnia to ledwie 106.2 km na mecz. W półfinale z Anglią Albicelestes pokonali ledwie 93.9 km. W starciu z Francją - Hiszpanie nabiegali 102.7 km. Pod tym względem oba zespoły dzieli przepaść. Miażdżąca jest także przewaga "La Roja" w liczbie sprintów. W ostatnim pojedynku wykonali ich 116, a Argentyńczycy tylko 78. 

 

Waleczności, wiary w siebie nie zabraknie żadnej ze stron. Ale czy Leo Messi będzie w stanie zniwelować przewagę w operowaniu piłką Hiszpanów? Trudno w to uwierzyć. 

Nie tylko Messi. Ten argument przemawia za Argentyną 

Kontrola emocji może być atutem Argentyny. Aż 17 jej piłkarzy doświadczyło zdobycia Pucharu Świata trzy i pół roku temu w Katarze. Tylko rezerwowy bramkarz Juan Musso, obrońcy Facundo Medina, Leonardo Balerdi, pomocnicy Valentin Barco, Giovani Lo Celso oraz napastnicy Nico Paz, Giuliano Simeone, Jose Manuel Lopez i Nicolas Gonzalez katarski mundial oglądali w telewizji. Lo Celso, i Nico Gonzalez z powodu kontuzji. 

 

Gdy Hiszpanie wygrywali mundial ten jeden jedyny raz, w RPA w 2010 r., żadnego z piłkarzy obecnego jej składu nie było jeszcze w zawodowej piłce. 

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie