Marian Kmita: Mundial made in USA

Marian KmitaPiłka nożna

Uff! Jeśli wczorajszy mecz finałowy World Cup 2026 komentowałby legendarny Jan Ciszewski, to po ostatnim gwizdku sędziego Slavko Vincica powiedziałby pewnie swoje typowe – "Proszę Państwa – sprawiedliwości stało się zadość!". I miałby zupełną rację, bo Argentyna w tym meczu zwyczajnie na zwycięstwo nie zasłużyła.

Drużyna piłkarska świętuje zwycięstwo, trzymając puchar i nosząc medale. W tle widać Donalda Trumpa.
fot. AFP
Donald Trump towarzyszył reprezentacji Hiszpanii na podium po finale mistrzostw świata

Oczywiście futbol to taka gra, w której meczowa statystyka nie odgrywa żadnej roli i wszyscy widzieliśmy już setki meczów, w których wygrał nie ten, co powinien. Tym razem końcowy efekt finału i ewentualny triumf Argentyńczyków w karnych byłby zaprzeczeniem jakiejkolwiek logiki, tej – teoretycznie – najbardziej demokratycznej ze wszystkich sportowych gier zespołowych. A o to FIFA, bynajmniej nie chodziło.

 

Tym bardziej że w sobotę, w tzw. Małym Finale drużyny z Anglii i Francji uraczyły nas cudownym spektaklem, żywcem wyjętym z antycznych czasów Alfredo Di Stefano. Meczem trochę retro, ale przez to żywym, otwartym i pełnym wspaniałych goli. To była najlepsza forpoczta tego, co miało się stać w niedzielę i Gianni Infantino w najpiękniejszych snach nie mógł wymarzyć sobie lepszej uwertury finału mundialu, który dostarczył nam przecież wcześniej tylu kontrowersji.

 

ZOBACZ TAKŻE: Wzruszające sceny po finale MŚ 2026. Yamal ruszył w stronę Messiego

 

I wierzcie mi Państwo, że po pierwszej połowie finału, w której wspomniany wyżej sędzia ze Słowenii nie widział kilku bardzo brutalnych fauli Argentyńczyków na Hiszpanach, byłem pełen obaw, czy ten mecz mogą wygrać lepsi. Tym bardziej że do złudzenia przypominało to sytuacje z pierwszej polowy półfinału Anglia – Argentyna, w którym tą samą metodą drużyna Leo Messiego najpierw zdemolowała fizycznie przeciwników, a dopiero później zaczęła grać w piłkę.

 

Na szczęście Słoweniec albo sam się opamiętał w nietypowej, półgodzinnej przerwie, albo ktoś od Infantino pouczył go, że tak grubo tego meczu szyć po prostu nie można. Cokolwiek się stało, finał wygrała drużyna zdecydowanie lepsza i chwała Bogu. I mimo tego, że płaczący na koniec turnieju Leo Messi zostanie na wieki dobrze zapamiętany, to już to wydanie jego Argentyny AD 2026, na pewno nie. Dlaczego? Bo jej gra wpisuje się w podejrzany scenariusz mundialu, napisany przez kogoś wpływowego na długo przed turniejem!

 

Podpowiedź w szukaniu odpowiedzi na pytanie, kto pisał ten scenariusz, daje znakomite opracowanie Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej pod tytułem: "Mundial 2026 – Geopolityka, Ekonomia i Globalny Biznes". Pięciu autorów tej instytucji starannie przeanalizowało na pięćdziesięciu stronach wszystkie aspekty amerykańsko-meksykańsko-kanadyjskiego turnieju, wskazując na zdecydowaną dominację w projekcie Stanów Zjednoczonych. Dominacje nie tylko nad organizacyjnymi partnerami, ale także nad FIFA. Lektura naprawdę warta polecenia dla każdego, kto chce zrozumieć co i dlaczego działo się na i poza murawą, i z czego mogło to wynikać. Co ważne, nie jest to żadne kryminalne śledztwo, tylko zestawienie powszechnie znanych faktów w jednym chronologicznym opracowaniu. Analiza znanych rzeczy i zdarzeń, począwszy od pierwszych starań USA o prawa do mundialu w 2010 roku, przez aferę korupcyjną w FIFA w 2015, aż po wizje podziału zysków z tegorocznego mundialu. W tle jest pierwsza kadencja prezydentury Donalda Trumpa, dojście Infantino do władzy w FIFA i ich – jak to napisano w opracowaniu – "pragmatyczna przyjaźń".

 

À propos zysków, to zakończony wczoraj mundial da FIFA rekordowe dochody w całej historii piłkarskich mistrzostw świata. I trudno się dziwić, bo pod wpływem USA, skomercjalizowanie imprezy z tymi wszystkimi – "Golden Spot, Hydration Break czy Halftime Show", dało gigantyczne możliwości pozyskania nowych pieniędzy. Jak dodamy do tego najdroższe w historii mundiali ceny biletów dla kibiców, to łatwo zrozumieć poziom wpływów FIFA z tego turnieju, sięgający 9 miliardów dolarów, a czystego zysku – ponad 5 miliardów!

 

W konkluzji opracowania PIDS pada ciekawy wniosek – "Mimo odważnych i optymistycznych prognoz, trudno oczekiwać, by mistrzostwa świata przyniosły gospodarkom USA, Meksyku i Kanady wyraźny zysk finansowy…Na mundialu z pewnością zarobi FIFA. Państwa–gospodarze mogą liczyć przede wszystkim na korzyści wizerunkowe i polityczne – jeśli uda im się je wypracować w trakcie trwania turnieju".

 

I pewnie dlatego Donald Trump długo nie chciał zejść ze sceny, towarzysząc cieszącym się Hiszpanom, aż do zdecydowanej interwencji Infantino, który na siłę odciągnął Prezydenta USA na bok. Miał prawo się opierać i cieszyć do końca z drużyną "La Furia Roja". Przecież to był – przede wszystkim jego, na wskroś amerykański mundial!

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie