"Wielka szkoda, że graliśmy ten finał na ogromnym zmęczeniu". Legenda wspomina ważny mecz

Tomasz LachPiłka nożna

Był piłkarzem szybkim, przebojowym i jak to mówią "miał gola", co na jego pozycji znaczyło najwięcej. Jan Banaś grał w Górniku Zabrze w latach 1969 – 1975, a więc w okresie największej świetności klubu z Górnego Śląska. W 1970 roku Górnik doszedł do finału Pucharu Zdobywców Pucharów, a nasz bohater zdobył w tamtych rozgrywkach 5 bramek.

Starszy mężczyzna w czarnej koszulce z logo klubu stoi na tle pustych trybun stadionu piłkarskiego.
fot. Polsat Sport
Jan Banaś wypowiedział się na temat nadchodzącego sezonu Górnika Zabrze

Tomasz Lach, Polsat Sport: Górnik zdobył Puchar Polski i wicemistrzostwo kraju, co dało mu prawo gry w eliminacjach Ligi Mistrzów. Co pan czuł po wygranym finale z Rakowem czy po ostatniej kolejce Ekstraklasy?

 

Jan Banaś (piłkarz Górnika Zabrze w latach 1969 – 1975): Przy zwycięstwie zawsze jest radość i dobre nastawienie zawodników na przyszłość. To trzeba pokazać na boisku, a później przeżyć. To jest sukces wszystkich w klubie, począwszy od ludzi na niskich stanowiskach aż do tych najwyższych. Można się z tego sukcesu tylko cieszyć.

 

W pięknej drodze do finału PZP w Wiedniu strzelał pan gole Olympiakosowi Pireus, Levskiemu Sofia i Romie. Które ze spotkań pucharowych w Górniku wspomina pan najcieplej?

 

Na pewno mecz finałowy, bo finał to zawsze starcie dwóch najlepszych drużyn i to trzeba pokazać na boisku. Przeciwko Manchesterowi City graliśmy systemem 1-4-4-2. W ataku był Włodzimierz Lubański i ja. Pogoda była fatalna i tego się nie da ukryć. Deszcz strasznie lał i było zimno, ale trzeba było grać, niezależnie od warunków. Trzeba się było dostosować do aktualnych warunków. I myśmy to zrobili, ale niestety trochę zabrakło nam szczęścia.

 

Obejrzałem dokładnie cały finał i wydaje mi się, że Manchester City by w waszym zasięgu. Co pan na to?

 

Pełna zgoda, tylko że zabrakło nam paru rzeczy, a to był już finał, jeden decydujący mecz. To było na pewno bardzo wyrównane spotkanie. Anglicy, jak to oni, zawsze dają z siebie wszystko. Co do Górnika, to trudno powiedzieć, czy stać nas było na więcej. Mieliśmy już w nogach wiele rozegranych spotkań, ale w finale nie tak powinno to wyglądać. Kiedy oglądam wszystkie nasze spotkania, to nie zabrakło ogrania z dobrym przeciwnikiem, bo to mieliśmy, tylko przede wszystkim wyniku. Zdawaliśmy sobie sprawę, jak ciężko będzie z Anglikami. Wprawdzie 2 lata wcześniej Górnik pokonał Manchester United, ale teraz nie ma co gdybać. Wydaje mi się, że Manchester City był ciut lepszy. Ale co zrobić? Możemy obecnie sobie to wspominać i trochę żałować.

 

Czy mieliście świadomość dużych umiejętności i pewność, że możecie pokonać każdego? Czy tamten wieki Górnik miał mocny "mental"?

 

Oczywiście, że tak. Byliśmy dużą siłą w kraju i Europie i zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Wiedzieliśmy czym dysponujemy i dlatego wyniki były takie korzystne dla nas.

 

Finał europejskich pucharów był na pewno sukcesem i ogromną szansą. Bardzo dobrze, żeśmy do niego dotarli. Każdy piłkarz chciałby w takim spotkaniu wystąpić i je wygrać. Myśmy do każdego meczu podchodzili z pełnym zaangażowaniem i chęcią wygrania.

 

Kibice zacierają ręce na myśl o nadchodzących meczach Górnika z Fenerbahce. Czy Zabrzanie są w stanie sprawić niespodziankę w starciu z tak mocnym przeciwnikiem?

 

Ciężko mi powiedzieć. Piłka jest trochę nieprzewidywalna i nieprzyjemna, bo jedni muszą wygrać, a drudzy przegrać. Myślę jednak, że Górnik może zagrać w fazie zasadniczej któregoś z pucharów. Piłkarze mają stworzone niepowtarzalne warunki, by to osiągnąć. Gdybyśmy mieli wtedy takie warunki, to na pewno byśmy walczyli i finału w Wiedniu tak nie puścili. Graliśmy wtedy na dużym zmęczeniu. No cóż - wielka szkoda. Jedyne, co mogę powiedzieć, to szkoda, że to się tak ułożyło.

 

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie