Dwa lata temu Polska oszalała z radości. Ten mecz siatkarzy z miejsca stał się legendarny

Siatkówka

Dokładnie dwa lata temu siatkarska reprezentacji Polski mężczyzn rozegrała jeden z najbardziej pamiętnych meczów w swojej historii. 7 sierpnia 2024 roku Biało-Czerwoni po spotkaniu o niezwykłej dramaturgii pokonali w półfinale igrzysk olimpijskich w Paryżu Stany Zjednoczone 3:2.

Polscy siatkarze w białych koszulkach i czerwonych spodenkach świętują na boisku siatkarskim.
fot. PAP/Adam Warżawa
Polscy siatkarze świętują zwycięstwo nad USA na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu

Ten mecz był niesamowitą, pełną dramatycznych zwrotów akcji historią, która dostarczyła gigantycznych emocji. Był pokazem niezłomności polskich siatkarzy, ich wykraczającej poza wszelką skalę woli walki oraz doskonałym dowodem na to, że w sporcie można wyjść nawet z wydawałoby się beznadziejnej sytuacji.

 

ZOBACZ TAKŻE: Cóż to był za sezon w Lidze Narodów! Przeżyjmy to jeszcze raz (WIDEO)

 

Siatkarze trenera Nikoli Grbicia przystępowali do meczu z Amerykanami dwa dni po przełamaniu "klątwy ćwierćfinału". Po pięciu z rzędu olimpijskich ćwierćfinałach przegranych przez reprezentantów Polski (w 2004, 2008, 2012, 2016 i 2021 roku), oni wreszcie wygrali bitwę o strefę medalową, pokonując 3:1 Słowenię.

 

By zrobić kolejny krok i tym samym zagwarantować sobie medal, musieli pokonać w półfinale bardzo mocnych Amerykanów. Ekipa Stanów Zjednoczonych do tego momentu była w paryskim turnieju niepokonana. W swoim ćwierćfinale odniosła przekonujące zwycięstwo 3:1 nad Brazylią.

 

Mecz zaczął się dobrze dla Biało-Czerwonych - w pierwszym secie to oni dyktowali warunki. W końcówce nie wykorzystali co prawda kilku setboli, ale i tak wygrali 25:23. Z kolei w drugiej partii to Amerykanie prowadzili niemal od samego początku i choć nasza drużyna doprowadziła do remisu (22:22), ostatnie słowo należało do rywali, którzy po ataku Aarona Russella zwyciężyli 27:25 i wyrównali stan rywalizacji na 1:1.

 

W kolejnej odsłonie problemy Polaków zaczęły się mnożyć. Nie dość, że siatkarze z USA zyskiwali przewagę, to jeszcze nasz libero Paweł Zatorski niefortunnie zderzył się z Marcinem Januszem i doznał urazu barku. Wydawało się, że będzie konieczna zmiana, ale Zatorski, mimo potężnego bólu, grał dalej.

 

Trzeciego seta polski zespół przegrał aż 14:25. Na początku czwartego dostał kolejny cios - uraz pleców sprawił, że gry nie był w stanie kontynuować rozgrywający Marcin Janusz. W jego miejsce na boisku pojawił się Grzegorz Łomacz, który jak się miało okazać, odegrał ważną rolę w tym, co wydarzyło się później.

 

Gdy Amerykanie prowadzili 2:1 w setach i 12:9 w czwartej partii, wydawało się, że już nie wypuszczą zwycięstwa z rąk. Jednak zespół trenera Grbicia, mimo wszystkich swoich problemów, w znany tylko sobie sposób zdołał się podnieść. Szybko wyrównał na 13:13, a potem wydał swoim przeciwnikom walną bitwę, w której każdy punkt był na wagę złota. W końcówce jeden z najważniejszych asów serwisowych w karierze Wilfredo Leona dał Polakom piłkę setową, a atak kipiącego energią Tomasza Fornala - wygraną 25:23 i tie-breaka.

 

Po swoim fantastycznym powrocie do gry, w siatkarskiej dogrywce Biało-Czerwoni wciąż byli w uderzeniu. W niezwykle trudnej sytuacji świetnie odnalazł się Łomacz, a kolejne niezwykle ważne punkty zdobywali Norbert Huber, Bartosz Kurek, Jakub Kochanowski, Tomasz Fornal i Wilfredo Leon.

 

Przy wyniku 14:10 olimpijski finał był już na wyciągnięcie ręki, jednak Amerykanie nie zamierzali się poddać. Gdy obronili trzy piłki meczowe, emocje sięgnęły zenitu. W końcu, przy czwartym meczbolu, Leon wybił piłkę daleko w aut po bloku rywali. Mecz się zakończył, a rozpoczęła się ogromna radość polskich siatkarzy i całej sportowej Polski. Pokonując USA i awansując do finału, nasz zespół zagwarantował sobie upragniony olimpijski medal. Medal, na który polska siatkówka czekała aż 48 lat - od Igrzysk w Montrealu w 1976 roku i złota drużyny Huberta Jerzego Wagnera. 

 

- Myślę, że ten mecz, który dziś zagraliśmy, pozwoli nam uwierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych - mówił po paryskim półfinale Jakub Kochanowski w rozmowie z dziennikarzem Polsatu Sport Marcinem Lepą. - Nie ma chyba na świecie nikogo, kto w takim momencie, jak trzeci set, nawet na chwilę by nie zwątpił, że to spotkanie może nam uciec. Najlepszą receptą jest wtedy grać akcja po akcji, małymi krokami budować swoją pewność siebie. A my w czwartym secie zbudowaliśmy taką pewność siebie, że ja nas jeszcze takich nie widziałem - dodał Kochanowski po pamiętnym zwycięstwie nad reprezentacją USA.

 

- Był taki moment, że nasza gra delikatnie siadła, ale nie da się inaczej, gdy jeden zawodnik nie wiadomo czy da radę zagrać, drugi schodzi z kontuzją, a jeszcze w poprzednim meczu kontuzję odniósł Mateusz Bieniek. Byliśmy zdziesiątkowani, wydawałoby się, że już mocno zranieni. Był taki moment, że Amerykanie przejęli inicjatywę i grali bardzo swobodnie, ale wiedzieliśmy, że jeśli poczują się zbyt pewnie i nastąpi nasz moment powrotu, będziemy w stanie ich złamać. I tak się właśnie wydarzyło. Szukaliśmy tego momentu, było kilka breaków, gdy wykorzystywaliśmy kapitalne obrony, bloki i kontry, i złapaliśmy rytm, który potem niósł nas już do samego końca - tak "na gorąco" opisywał spotkanie Marcinowi Lepie Aleksander Śliwka.

 

Pokonanie USA kosztowało Polaków ogromnie dużo energii, której zabrakło potem w meczu finałowym z reprezentacją Francji. Trzy dni później, po finale przeciwko "Trójkolorowym", Biało-Czerwoni odebrali wspaniałe srebrne medale Igrzysk Olimpijskich 2024. Droga polskiej drużyny do tego wielkiego sukcesu, prowadziła przez kilka pamiętnych spotkań, a tym najbardziej pamiętnym jest właśnie niesamowite starcie z drużyną Stanów Zjednoczonych.

 

Wynik półfinału Igrzysk Olimpijskich w Paryżu, rozegranego 7 sierpnia 2024 roku

Polska – USA 3:2 (25:23, 25:27, 14:25, 25:23, 15:13)

 

Składy drużyn:

 

Polska: Bartosz Kurek, Wilfredo Leon, Jakub Kochanowski, Marcin Janusz, Tomasz Fornal, Norbert Huber – Paweł Zatorski (libero) oraz Grzegorz Łomacz, Łukasz Kaczmarek, Kamil Semeniuk, Bartłomiej Bołądź. Trener: Nikola Grbić.

 

USA: Matthew Anderson, Aaron Russell, Torey DeFalco, Micah Christenson, Maxwell Holt, Taylor Averill – Erik Shoji (libero) oraz Micah Ma'a, Garrett Muagututia, Thomas Jaeschke. Trener: John Speraw.

GW, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie