Właścicielowi z Ekstraklasy poszło w pięty?! Kibice mają dość marazmu
Grzmot, jaki się rozległ po końcowym gwizdku Pawła Raczkowskiego słychać było nawet na Wawelu. To głaz, który spadł z serca trenera Bartosza Grzelaka i kibiców Cracovii, którzy doczekali się nie tylko pierwszej bramki, ale też pierwszego zwycięstwa w sezonie - 2-1 nad Rakowem. Fani "Pasów" mają dość marazmu i zaapelowali do właściciela Roberta Platka.

To nie tylko pierwsze zwycięstwo Cracovii w sezonie, ale jednocześnie pierwsze od marcowego 1:0 z GKS-em Katowice. Po czterech kolejkach "Pasy" mają pięć punktów, średnio 1,25 pkt na mecz. Jak tak dalej im pójdzie, to do ostatniej kolejki będą walczyć o utrzymanie, a trener Grzelak przed sezonem marzył, by bezpieczny próg 42 pkt osiągnąć jak najszybciej.
Sprawa jest o wiele bardziej złożona niż walka o ligowe punkty. Rok po zmianie właściciela widać gołym okiem, że to bardziej Comarch chciał sprzedać Cracovię niż Robert Platek ją kupić. Zaangażowanie, podejście do "Pasów" kibiców i właściciela klubu rozmijają się na dwóch przystankach. Obojętność i łatwy biznes - tanio kupić - drogo sprzedać.
Mocny apel kibiców Cracovii do właściciela klubu Roberta Platka
Fani nie chcą spokojnie patrzeć, jak ich klub tonie w przeciętności. "Murat Colak - przekaż Platkowi, że chcemy wielkiej Cracovii!" - ten okrzyk do prezesa zarządu kibice wznosili po kilkakroć. Bezpośrednio do właściciela skierowali transparent w języku angielskim: "R. Platek - Cracovia needs dedicated owner, not someone who will treat it as nothing more than a means of making money" (Cracovia potrzebuje oddanego właściciela, a nie kogoś, kto będzie ją traktował wyłącznie jako sposób na zarabianie pieniędzy).
Styl zarządzania klubem Platka jest całkowicie odmienny od tego, jaki prezentują Zbigniew Jakubas z Motoru, Piotr Rutkowski z Lecha, Dariusz Mioduski z Legii, Jarosław Królewski z Wisły, Alex Haditaghi z Pogoni, Robert Dobrzycki z Widzewa, Michał Świerczewski z Rakowa i Łukasz Maciejczyk z Korony. Dla każdego z wymienionych klub jest oczkiem w głowie, przeżywają jego każdy mecz, angażują się w kierowanie bieżącymi sprawami, a niektórzy robią to samodzielnie. Platek mieszka w USA, a na stadionie Cracovii pojawia się od wielkiego święta.
ZOBACZ TAKŻE: Bożydar Iwanow: Nic śmiesznego
W okrągłe słowa i zapewnienia Platka o stabilnej Cracovii, walczącej o europejskie puchary, nikt już nie uwierzy. Potrzebne są czyny, a dokładniej wzmocnienie siły ofensywnej drużyny. Nawet wytężona praca trenera Grzelaka i jego sztabu nie spowoduje, by Kahveh Zahiroleslam był snajperem na miarę Filipa Stojilkovicia, Benjamina Kallmana, czy Patryka Makucha. Rosły Amerykanin sporo biega, walczy, potrafi wypracować kolegom stuprocentową okazję, jak w niedzielę Minczewowi, sam strzela rzadko. W 27 występach w barwach Cracovii trafił tylko trzy razy. Taka jest na ogół jego średnia. Podobną miał w Belgii: 20 meczów i tylko trzy trafienia. Trener Grzelak bierze jednak w obronę swego piłkarza.
- Oczywiście głównym zadaniem “dziewiątki” jest zdobywanie bramek, ale jeżeli się popatrzy na to, co Kahveh wnosi do zespołu, to okaże się, że jest to niezwykle pożyteczny piłkarz. Bardzo dużo daje nam w obronie, jeżeli chodzi o wysoki pressing. Ma niesamowite liczby biegów o wysokiej intensywności i sprintów tylko w pressing. Na dodatek ma energię potrzebną do kontrataków - chwalił Amerykanina.
"Pasy" sprzedały ostatnio Oskara Wójcika za trzy miliony euro, a na Vincentra Burleta wydały jedynie 500 tys. euro. Na dodatek klub nie zareagował na kontuzje kluczowego stopera Dominika Baumgartnera i Filipa Marchwińskiego, który zerwał więzadła krzyżowe.
- Cracovia nie wygrała meczu od marca. Ja przyszedłem do klubu pod koniec kwietnia, wszystkich bolało, że nie wygrywamy. Wreszcie się udało, choć łatwo nie było. Po stracie bramki musieliśmy wlać w drużynę nową energię. Współczynnik goli spodziewanych xG, mieliśmy na poziomie 1.5 i bramki nie padały. Dlatego mówiłem, że musimy podnieść xG do 2,5, żeby strzelić choć jedną bramkę, a w meczu z Rakowem podnieśliśmy do 2,7 i strzeliliśmy dwie. Myślę, że strzelanie kolejnych będzie nam przychodziło łatwiej - analizował trener Grzelak.
Wraz ze sztabem doszedł do wniosku, że we wcześniejszych meczach zawodnicy Cracovii oddawali strzały na rympał, z nieprzygotowanych pozycji. Dlatego nie niosły zagrożenia dla bramki.
- Dlatego postanowiliśmy wchodzić do strefy pięć-sześć metrów od bramki, bo stamtąd można najłatwiej trafić do siatki. Tak padł drugi gol, gdy prawy obrońca Dominik Piła wbiegł pod bramkę i trafił do siatki - zwrócił uwagę polsko-szwedzki szkoleniowiec.
Grzelak był tak skoncentrowany na prowadzeniu drużyny, że nie zauważył gorących apeli kibiców do właściciela klubu.
- Takie zwycięstwa z pewnością dają sporo radości kibicom. To pierwszy mecz od 12 miesięcy, w którym Cracovia zdołała odwrócić losy meczu. Kibice byli wyposzczeni zwycięstw, cieszę się bardzo, że mogli wreszcie poczuć coś pozytywnego - dodał.
Z pewnością klub ma sporo do nadrobienia pod względem marketingowym. Spotkanie z Rakowem oglądało 10,5 tys. fanów. Rok temu, gdy klubem kierował Mateusz Dróżdż, wyniki sprzedażowe były lepsze. Na rozgrywane również w długi sierpniowy weekend spotkanie z Widzewem przyszło 12794 kibiców. Każde puste miejsce jest niczym wyrzut sumienia szczególnie w tym sezonie, gdy co rusz Cracovia będzie gospodarzem derbów Krakowa. Te pierwsze, z Wieczystą, już w najbliższy piątek.




