Artur Popko o polskich siatkarzach i siatkarkach przed ME: Bez presji nie ma wyników
Polska siatkówka przyzwyczaiła nas do medali tak bardzo, że ich brak traktowany jest jak porażka. Artur Popko, wiceprezes PZPS i prezes PLS, przekonuje, że nie jest to efekt przypadku ani jednego wyjątkowego pokolenia, ale budowanego przez lata systemu.

To opowieść o długiej kadencji Nikoli Grbicia, kulisach decyzji w sprawie braku udziału Rosji w przyszłorocznym mundialu w Polsce, i o tym, dlaczego bez presji nie ma wyników.
Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport: Polscy siatkarze znów wygrali Ligę Narodów, lada chwila bronić będą tytuły mistrza Europy. Przyzwyczailiśmy się już, że z dużych imprez wracamy z medalami. Czy dzisiaj brak miejsca na podium jest w polskiej siatkówce porażką?
Artur Popko: Przynajmniej takie jest oczekiwanie. Wiadomo, że jeżeli nie wracamy z imprezy z medalem, to jest to porażka. Natomiast trzeba zawsze pamiętać, że to jest sport, że zawsze można przegrać w takim momencie jak ćwierćfinał czy półfinał dużej imprezy. Zawsze jest to ryzyko i dreszczyk emocji. Natomiast to, co zostało zrobione i z czego czerpiemy teraz efekty, to system szkolenia, który powstawał przez wiele, wiele lat. Pamiętajmy, że do pierwszego medalu była ciężka praca. Wiele lat, kilka pokoleń, mnóstwo imprez, także tych przegranych i w pewnym momencie zdobycie wicemistrzostwa świata.
Wraca Pan do 2006 roku?
Tak, bo ten system budowany jest właściwie od końca lat 90. To doprowadziło do tego, że mamy swoją polską szkołę, nauczyliśmy się grać i dzisiaj naprawdę prezentujemy poziom światowy. Zawodnicy, którzy są u nas, i nie jest ich jeden, dwóch czy trzech, tylko dziesięciu czy dwudziestu, prezentują poziom światowy. W każdej konfiguracji mogą grać i to jest wypracowane. To nie jest przypadkowe, że urodziło się pokolenie wybitnych ludzi. Oczywiście są wybitni, ale to zostało wypracowane.
Wspomniał pan o systemie. Dużą rolę odgrywa w nim także państwo. Ministerstwo Sportu i Turystyki często podkreśla istotę współpracy z PZPS. A może to modelowe rozwiązanie dla całego polskiego sportu. Jak wychowywać sportowców najwyższej klasy, a nie tylko konsumować pieniądze.
Nie ma innej drogi. Jeżeli nie ułoży się tego po trójkącie, także z partnerem międzynarodowym, bo wiadomo, że wszystkie prawa zawsze ma międzynarodowa federacja, nie będzie efektów. Tu mamy komfort, ponieważ polski rząd idą z polską federacją ramię w ramię. Do tego nieoceniona rola partnerów – mam na myśli sponsorów i telewizję - wtedy efekt jest murowany. Nie możemy też bagatelizować umów organizacyjnych. Ta dotycząca imprez w Polsce została podpisana kilka lat temu i obowiązuje do 2033 roku. Mamy w przyszłym roku mistrzostwa świata, finał Ligi Narodów. Udział w nich jest gwarantowany przywilejem gospodarza. To efekt wielopodmiotowej współpracy. Ale tu musimy przejść do sprawy fundamentalnej, którą należy mocno pielęgnować, czyli systemu szkolenia.
Od 2012 roku działa projekt Siatkarskich Ośrodków Szkolnych, których istotą jest powszechność i dostępność. Do tego wzmocniliśmy edukację trenerską. Teraz wraz z Ministerstwem Sportu tworzymy nowy projekt certyfikacji akademii siatkarskich, czyli budowę struktur klubów. Podzieliliśmy to na dwie części. Pierwsza to część strukturalna, byśmy wiedzieli, jaki podmiot odpowiada za ten proces. Żeby w każdej akademii było szkolenie od małego aż do juniora. Na to potrzebujemy finansowania. Druga część jest edukacyjna – szkolenia trenerów, zbieranie wiedzy, tworzenie biblioteki, aplikacji, szkół internetowych. To daje kompleksowe spojrzenie na szkolenie. Zresztą podobną drogą idą teraz inne dyscypliny – piłka ręczna i koszykówka.
Nie ma problemu z tzw. materiałem ludzkim?
Mamy w tej chwili bardzo zróżnicowaną młodzież, o różnych zainteresowaniach, różnych pomysłach, różnych osobowościach. Zrobienie profesjonalnej drużyny jest coraz trudniejsze. Dlatego kluczem do tych wszystkich sukcesów jest wytrwałość i konsekwencja polskiej federacji.
Skoro o tym mowa, może właśnie dlatego męska reprezentacja osiąga sukcesy, bo trener Nikola Grbić pracuje już 4,5 roku? Do pobicia rekordu Tadeusza Szlagora, który był selekcjonerem reprezentacji Polski w latach 1966–1973, zostało już niewiele.
To zupełnie inne czasy, reprezentacja funkcjonowała w innym wymiarze. Reprezentanci spędzali na zgrupowaniach wiele miesięcy, tam się faktycznie szkoliło, wykuwało formę, a nie tylko szlifowało elementy taktyczne. Dziś system gry kształtuje się w klubach, gdzie gry się praktycznie co tydzień. Rola selekcjonera jest teraz zupełnie inna. Dużą zmianę wywołał nowy kalendarz. Jego organizacja poszła w dobrą stronę, od dwóch sezonów mamy dwa szczyty reprezentacyjne – jednak duża impreza zimą, druga latem. Liga zamyka się w 35 tygodniach, może nawet krócej. To pozwala spokojniej prowadzić zawodników, przede wszystkim w lepszym zdrowiu.
Poprzedni selekcjonerzy, nawet jeśli za początek nowego rozdziału uznamy przyjście Raula Lozano, pierwszego zagranicznego trenera reprezentacji Polski, pracowali najwyżej trzy lata.
Tak, to zawsze zależy od grupy. Jeżeli na przykład pewne metody nie działają, to samo przyjście trenera niczego nie rozwiązuje. Ferdinando De Giorgi nie wytrzymał roku. To też wynikało z grupy, zdecydowały o rozstaniu z nim bardzo skomplikowane sprawy. Nie można patrzeć na to wyłącznie w kategoriach trenerskich, bo czasem zdarza się, że trener proponuje swój system pracy, a grupa go nie akceptuje. Jeżeli De Giorgiemu zaufali Włosi i zaakceptowali jego system pracy, wygrali wszystko. To jest więc kwestia doboru osób. My mamy to szczęście, że mamy bardzo dużo zawodników, bardzo ciekawych zawodników, którzy w różnej konfiguracji świetnie sobie radzą. Nikola Grbić umiejętnie to wykorzystuje i prowadzi. Oby jak najdalej, żebyśmy osiągali sukces.
Mistrzostwa Europy to jedno, mistrzostwa świata to już odleglejsza przyszłość. Spadł wam kamień z serca, kiedy usłyszeliście, że Rosjanie nie przyjadą na mundial do Polski?
Byliśmy w rozmowach z federacją międzynarodową i znała ona nasze stanowisko. Odbyło się również spotkanie w Ministerstwie Sportu, gdzie jasno minister Jakub Rutnicki wyraził stanowisko w imieniu polskiego rządu wobec prezesa światowej federacji. Nasze stanowisko było bardzo proste i stanowcze. FIVB, rozumiejąc tę sytuację, poprosiła o kilka tygodni cierpliwości. Powiedziała, że usłyszymy tę decyzję jako pierwsi, a później będzie komunikat.
Kibice dowiedzieli się, że Rosjanie sami zrezygnowali z udziału w tej imprezie. A jak było w istocie? Zostali poproszeni o to, żeby zrezygnowali?
Nie znamy rozmów federacji światowej z federacją rosyjską. Znamy nasze stanowisko, nasze rozmowy. Tak samo były nasze bezpośrednie rozmowy, jak i rozmowy w Ministerstwie Sportu. Widocznie skuteczne. Wiadomo, że dyplomacja zawsze odbywa się gdzieś w ciszy i daleko. Myślę, że nasze zdanie zostało przedstawione bardzo wyraźnie i stanowczo. I przyniosło efekt.
Gdyby mistrzostwa świata odbywały się w innym kraju, sądzi pan, że Rosja by wystartowała? Pytam także dlatego, że w przyszłym roku odbędzie się Liga Narodów, ale tam nie słyszeliśmy o tym, żeby Rosja miała zrezygnować ze startu.
Myślę, że muszą rozpocząć cykle, skoro zostali przez MKOl dopuszczeni. Międzynarodowa federacja jest zmuszona doprowadzić do sytuacji, w której będą mogli rywalizować o igrzyska olimpijskie. Nie mają wyjścia. Ta droga wymagała więc takich negocjacji. Nie jest chyba najlepszym pomysłem, żeby w Polsce, na tak dużej imprezie, debiutowali po pięciu latach Rosjanie. Pamiętajmy jednak, że jako siatkówka Rosjanie zawsze bardzo dużo znaczyli w świecie siatkarskim. Zawsze była to czołowa reprezentacja, zarówno kobiet, jak i mężczyzn.
Mistrzostwa Europy, mistrzostwa świata, kolejne Ligi Narodów. To są kolejne etapy, które mają przybliżyć reprezentację do upragnionego złota olimpijskiego?
Myślę, że to jest marzenie wszystkich. Skoro jest w tym roku 50. rocznica zdobycia przez naszą reprezentację złotego medalu igrzysk olimpijskich i nie udało się tego powtórzyć w Paryżu, ani nigdy wcześniej, to przy naszych nakładach, technologii, pracowitości, wspaniałych pokoleniach, wspaniałych środkach, teraz możemy mieć takie marzenia. Zawodnicy, działacze, całe środowisko. Pamiętajmy, że to nie jest tylko reprezentacja, ale całe środowisko siatkarskie. Wszyscy dokładają pomalutku tę cegiełkę – od akademii juniorskich, klubów, przez kluby seniorskie, aż po federację.
To naprawdę jest jeden organizm. I myślę, że wszyscy marzą przede wszystkim o tym złotym medalu, bo to zawsze jest coś wielkiego, coś wyjątkowego.
Za kilka dni mistrzostwa Europy kobiet. Reprezentacja ma za sobą Memoriał Agaty Mróz, przygotowuje się do turnieju. Jakie są nadzieje i plany związane z tą drużyną?
Wiemy, że bardzo dobrze przepracowały ten okres. To, co dało się już zauważyć nawet w ostatnim turnieju, to niesamowita koncentracja. Tego czasem naszej drużynie żeńskiej brakowało. Jest skupienie, koncentracja, bardzo poważne podejście do tematu. No i troszeczkę szczęścia. U kobiet jesteśmy tak bardzo blisko czołówki i pukamy do niej już od jakiegoś czasu. Zawsze mistrzostwa Europy dla Polski dobrze się w historii układały. Miejmy nadzieję, że teraz również będzie dużo emocji. Zapraszamy do oglądania i trzymania kciuków, bo będzie dużo walki.
Nie narzucacie żadnej presji?
W sporcie musi być presja. Jeżeli przychodzisz do sportu i nie chcesz wygrać, to daj sobie spokój. Wszyscy po to trenują, żeby wygrywać. Presję musi czuć trener, zawodnicy. Bez presji nie ma wyników.
Przejdź na Polsatsport.pl
