Marek Magiera: Tydzień prawdy dla reprezentacji siatkarek
Rozpoczęły się mistrzostwa Europy siatkarek. Reprezentacja Polski w pierwszym spotkaniu pewnie pokonała Węgierki 3:0. Pierwszy set w wykonaniu Polek był bliski perfekcji. W drugim i trzecim secie nie obyło się bez małych przygód, ale kto regularnie śledzi występy naszej narodowej drużyny wie, że to w sumie żadna nowość.

Od razu powiedzmy sobie, że nasz zespół nie jest ani tak mocny jak w tym pierwszym secie, ani tak słaby jak momentami w tym drugim. Pamiętajmy też, że trzeba wziąć pod uwagę klasę i możliwości przeciwnika, a te akurat nie były na najwyższym poziomie, one nawet nie były chwilami na poziomie średnim w skali światowej. I już nawet nie chodzi o to, że nasza drużyna chwilami strasznie się męczyła, ale raczej o to, że po raz kolejny mamy duży problem z zachowaniem odpowiedniej jakości i ciągłości w grze. Nie wiem, może to kwestia przeciwnika i tego, jak wyglądał początek spotkania, a później każdego z setów?
ZOBACZ TAKŻE: Trzeci mecz, trzeci rekord. Siatkarki podbijają serca kibiców
Osobiście nie zamierzam psioczyć po wygraniu meczu 3:0 na mistrzostwach Europy, ani przesadnie krytykować niektórych naszych siatkarek, które mogły i może nawet powinny wyglądać lepiej w statystykach meczowych, ale w takim przypadku, co zrobimy w sytuacji, kiedy przegramy jakiś mecz w którym uchodzić będziemy za faworyta?
Przed nami mecz z Łotwą, dalej zagramy ze Słowenią, później po dniu przerwy zmierzymy się z Niemcami i na koniec eliminacji grupowych z Turcją. Poprzeczka z każdym kolejnym spotkaniem będzie zawieszana wyżej i w sumie dobrze, bo to chyba optymalny wariant w tej całej turniejowej zabawie. To będzie tydzień prawdy dla reprezentacji Polski. Pierwszy poważniejszy test będzie w meczu przeciwko Słowenkom, które nieoczekiwanie dość łatwo ograły reprezentację Niemiec i to bez straty seta, a także potrafiły się postawić najwyżej notowanym w naszej grupie Turczynkom.
Co do spraw dookoła turniejowych, to niestety, ale mecze bez udziału Turczynek nie cieszą się zbyt dużym zainteresowaniem, żeby nie powiedzieć, że nie interesują tu prawie nikogo. O ile na meczu Polek z Węgierkami w sobotni wieczór na trybunach zasiadło kilkaset osób, o tyle na wcześniejszym meczu Niemek ze Słowenkami była ich garstka, można było nawet odnieść wrażenie, że w hali jest więcej ludzi ubranych w kamizelki stewardów, niż zwykłych kibiców. Trzy lata temu w Belgii, zarówno w fazie grupowej w Gent, jak i później w fazie pucharowej w Brukseli było pod tym względem o niebo lepiej.
Cóż, zobaczymy jak to będzie wyglądało dalej, bo na meczach Turczynek wszystko jest tak jak być powinno włącznie z aktywnościami przygotowanymi w specjalnej strefie kibica zbudowanej przed halą w Stambule. Tutaj klimat trochę przypomina to wszystko, co my przeżywaliśmy podczas pamiętnych mistrzostw świata siatkarzy – Polska 2014. Można tutaj na dużych bimach obejrzeć mecz, można kupić turniejowe pamiątki, można też zjeść coś dobrego. Można też w różnych zabawach porywalizować z innymi kibicami, których przy okazji meczów gospodyń w strefie kibica nie brakuje.

