Iwanow: Bez happy, ale też bez wstydu

Określenie "jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz" nie dotyczy europejskiej przygody Górnika Zabrze. Wyprawa na Lazurowe Wybrzeże pozostawia co prawda brzydką rysę na jego wizerunku, ale pokazuje też jednoznacznie, jak dużo dzieli nas od zespołu z ligi Top 5.

Grupa piłkarzy w białych strojach sportowych z czerwonymi akcentami i pomarańczowymi spodenkami stoi na zielonej murawie stadionu podczas meczu.
fot. PAP
Górnik Zabrze nie zagra jesienią w europejskich pucharach

Nawet jeśli to AS Monaco najsłabsze od lat, bez kilku podstawowych i ważnych piłkarzy i po paru znaczących odejściach. Jednak tutejsi dwudziestolatkowie są bardziej obficie obdarzeni przez naturę oraz mają inne geny. Są wyszkoleni lepiej niż młodzież kopiąca piłkę w Ekstraklasie.

 

ZOBACZ TAKŻE: Trener Rakowa nie gryzł się w język. "To niedopuszczalne, aby tak się zachować"


Drugą sprawą jest podejście do tego meczu. Filipe Luis wystawił najmocniejszy skład. Michal Gasparik oszczędził swojego kapitana i pierwszoplanowego napastnika. Gdzieś między słowami dało się wyczuć, że myśli długofalowo, że najważniejsza jest liga. I nie ma się co na to zżymać. Szansa na wyeliminowanie Monaco była minimalna. Strategia otwartej gry efektu raczej by nie przyniosła. A bardzo wysoka porażka – jeszcze wyższa niż ta czwartkowa - nikomu nie była potrzebna. A najmniej Zabrzanom.


Lepiej pozostawić w głowie obraz rewanżu z Fenerbahce Stambuł czy drugiej połowy spotkania z Monaco u siebie. Mocno żałować rywalizacji z Ferencvarosem. Choć ten później w potyczkach z Trabzonsporem strzelił pięć goli, nie tracąc żadnego. To też był dużo lepszy jakościowo zespół niż ten, jakim dysponuje Górnik. Ale to właśnie rywalizacji z Węgrami i tak było najbliżej, by jednak posmakować Europy nie tylko w czasie wakacji. I to jest cenne. W praktyce jednak Zabrzanie za każdym razem byli eliminowani przez mocniejszą ekipę.


Górnik jest solidnie zbudowany, ale niestety nie wszędzie. Szczególnie w środku pola i na skrzydłach jest wyposażony ponad ligową średnią i to znacznie. Gorzej wygląda z tyłu i w przodzie. Philip Schultze nie pomógł w tych eliminacjach i to jeszcze z bólem serca można byłoby przeżyć. Gdyby faktycznie wpuszczał tylko to, co było nie do obrony. Gorzej, że w kilku sytuacjach przeszkodził w lepszym rezultacie. Górnik w żadnym z sześciu meczów nie zagrał z tyłu na zero. O napastnikach napisano już tomy opracowań. Wiem, że najtrudniej ich znaleźć i zatrudnić, ale z Sondre Lisethem i Erikiem Prekopem trudno jest wygrać z tureckim gigantem, węgierskim potentatem czy klubem, który ma doskonałą akademię, z której czerpie garściami, i współpracę ze słabszymi francuskimi klubami, którym płaci się fortuny, by wyciągnąć ich perełki do siebie.


Do obu napastników nie mam pretensji, choć z Ferencvarosem Czech przynajmniej raz trafić powinien. Obaj zagrali tak, na ile mogli i na ile pozwalały im ich kwalifikacje i talent.


Zabrzańskie wakacje z Europą nie zakończyły się happy endem, ale w klubie nikt załamuje rąk, także Lukas Podolski. Wszyscy mają tu chłodne głowy i twardo stąpają po ziemi. Wiedzą, że powrocie do międzynarodowych zmagań los i losowania nie były sprzymierzeńcem. Teraz trzeba skoncentrować się na lidze. Choć brzmi to często prześmiewczo i sarkastycznie, bo kojarzy się z maksymą po jakiejś klęsce, tym razem jest inaczej. Kolejne ulubione i wyciągnę z szuflady mityczne: "wnioski na pewno zostaną wyciągnięte" też nabiera zupełnie innego kształtu. Bo na pewno zostaną. A może już zostały. Górnik jest w dobrych rękach i wciąż fedrować będzie solidnie, z mądrością i sercem.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie