Michael Johnson przez lata nie miał sobie równych. Dziś mierzy się z poważnymi problemami
Michael Johnson, czterokrotny mistrz olimpijski, przez lata nie miał sobie równych w biegu na 400 metrów. Mówił o nim cały świat. Dziś jednak 58-letni Amerykanin mierzy się z inną rzeczywistością. Założona przez niego liga Grand Slam Track, mająca rzucić wyzwanie Diamentowej Lidze, upadła po niespełna roku.

Zanim zajął się biznesem, 58-letni dziś Michael Johnson był legendą sprintu. Wołano na niego "The Duck" ("Kaczka”) ze względu na swój charakterystyczny styl biegania. Lekkoatleta zdobył cztery złote medale olimpijskie i osiem tytułów mistrza świata, a w latach 1993-1999 wygrywał bieg na 400 metrów na czterech kolejnych mistrzostwach świata. W Sewilli ustanowił na tym dystansie rekord świata (43,18 sekundy), który przetrwał niemal 17 lat, a na igrzyskach w Atlancie w 1996 roku sięgnął po podwójne złoto na 200 i 400 metrów.
Przez lata krążyły wokół niego plotki o rzekomym dopingu, ale sprinter deklarował się jako zdecydowany przeciwnik tego typu praktyk. W 2008 roku oddał nawet złoto olimpijskie ze sztafety 4×400 m ze Sydney, gdy jego kolega z drużyny Antonio Pettigrew przyznał się do stosowania niedozwolonych środków.
W 2001 roku Johnson zakończył karierę. Wówczas rozpoczął pracę jako komentator telewizyjny. W 2018 roku doznał udaru mózgu podczas treningu, po którym, jak twierdzi, w pełni wyzdrowiał.
Szybki koniec wielkich obietnic
Największe problemy sportowca pojawiły się jednak na polu biznesowym. Jego inicjatywa: Grand Slam Track, finansowana przede wszystkim przez Winners Alliance, miała przyciągnąć kibiców formułą opartą wyłącznie na biegach. Organizatorzy postawili na dynamiczną formułę i wysokie nagrody.
Zgodnie z założeniami zwycięzcy mityngów mogli liczyć na 100 tysięcy dolarów, a łączna pula nagród sięgała nawet 12,6 miliona dolarów. To przyciągnęło gwiazdy światowej lekkoatletyki na czele z rekordzistką świata Sydney McLaughlin-Levrone.
Projekt szybko zaczął jednak mierzyć się z problemami. Z czterech zaplanowanych mityngów rozegrano trzy. Po inauguracji w Kingston, gdzie frekwencja była niska, odbyły się zawody w Miami i Filadelfii. Drugi z tych mityngów skrócono z trzech do dwóch dni. Finałową rundę w Los Angeles odwołano. Jak podała agencja Reuters, organizatorzy odwołali ją ze względów ekonomicznych związanych z umową ze stadionem.
Milionowe długi i spór o pół miliona dolarów
W grudniu 2025 roku, po jednym sezonie, Grand Slam Track złożyła w amerykańskim sądzie wniosek o ochronę przed wierzycielami w ramach postępowania upadłościowego. Jak podaje The Guardian, we wniosku złożonym do sądu w Delaware liga oszacowała swoje zobowiązania na 10-50 mln dolarów i wskazała ponad 200 wierzycieli.
Zastrzeżenia wierzycieli wzbudził przelew 500 tys. dolarów z 4 czerwca 2025 roku, wykonany osiem dni przed odwołaniem finałowych zawodów. Ich prawnicy stwierdzili w dokumentach sądowych, że Johnson zainicjował wypłatę na poczet własnej należności, chociaż liga nie miała wystarczających środków na pokrycie długów. Rzecznik Grand Slam Track odrzucił ten zarzut i wyjaśnił, że był to częściowy zwrot kosztów, które Johnson pokrył z własnych pieniędzy. W ramach późniejszego porozumienia Johnson zgodził się przekazać 500 tys. dolarów na realizację planu spłaty wierzycieli.
Tłumaczenia legendy lekkoatletyki
W sierpniu 2026 roku Johnson odniósł się jeszcze raz do sprawy w rozmowie z brytyjskim dziennikiem "The Telegraph”. Wyjaśnił, że sporne 500 tys. dolarów było zwrotem kosztów, które wcześniej pokrył z własnych pieniędzy. "Mieliśmy 170 osób do zakwaterowania w hotelach w obu miastach, a na karcie kredytowej nie było już wolnego limitu. Poleciłem naszemu zespołowi, by obciążył moją kartę kredytową, zaś suma ta miała zostać mi zwrócona" - poinformował.
Ostatecznie Johnson zebrał 11 mln dolarów na uregulowanie zaległości, a następnie ogłosił dobrowolną upadłość GST. Pieniądze trafiły na rachunek powierniczy, a w maju 2026 roku sąd zatwierdził plan ich podziału między sportowców i pozostałych wierzycieli. Johnson zapewnił, że zaległe wypłaty dla zawodników zostały uregulowane.
Były sprinter nie zapowiedział reaktywacji ligi. Obecnie zasiada jednak w radzie organizacyjnej igrzysk olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku i rozmawia z BBC o możliwym powrocie do roli eksperta. Mimo niepowodzenia Grand Slam Track nie stracił chęci działania na rzecz swojej dyscypliny. "Chcę pomóc temu sportowi. Chcę po prostu, żeby to się udało" - podsumował.
Przejdź na Polsatsport.pl
