Jakub Bednaruk ocenił pracę Stefano Lavariniego w polskiej kadrze. "Nawet wtedy nie zmienię zdania"

Jakub BednarukSiatkówka

Tydzień temu po „tragedii” w meczu z Łotwą napisałem: „Ja mam dużo wątpliwości. Mam też zastrzeżenia do decyzji Lavariniego, ale wiem jedno. To dobry trener, bez którego nie mielibyśmy trzech medali VNL. Wątpię, czy z kimś innym, kto chciałby u nas pracować, osiągnęlibyśmy więcej. Może nauczmy się wymagać więcej od zawodniczek?”. Dzisiaj napiszę więcej.

Trener siatkówki w białej koszulce z wąsami i notatkami w ręku, zwraca się do zawodniczki w czerwonej koszulce na boisku.
fot. CEV
Stefano Lavarini, trener polskich siatkarek.

W walce o półfinał stawiam 60 do 40 na naszą kadrę, ale dopuszczam możliwość porażki, mimo że łatwiejszej drogi do półfinału trudno sobie wyobrazić, a ten jeden DUŻY mecz w walce o finał czeka na nas dopiero z Włoszkami. Dopuszczam myśl o porażce i nawet wtedy nie zmienię zdania na temat Lavariniego. To bardzo dobry trener, który z tej ekipy wyciska, ile się da i wierzę, że to jeszcze nie koniec.

 

ZOBACZ TAKŻE: Stysiak nie miała wątpliwości. Takie słowa tuż po meczu. "To było kluczowe"


Powinniśmy już kontrolować rozgrzane głowy i nauczyć się szanować pracę trenerów i patrzeć szerzej na ich robotę - nie tylko przez pryzmat zwycięstwa/porażki, chociaż w zawodowym sporcie na końcu o wynik zawsze chodzi. Przyglądajmy się drodze, którą trener z zawodniczkami podąża, bo codziennie podejmuje decyzje - idziemy w lewo czy w prawo.

 

Dzień w dzień wybory i dzień w dzień można z tym wyborem trafić, ale można się również czasem się pomylić. Są momenty, kiedy po złej decyzji trener musi wrócić do poprzedniego skrzyżowania i wybrać inny kierunek, więc dajmy mu szansę.

 

Nie musimy za każdym razem panikować i żądać głowy - możemy zaufać i dać szansę poprawy. Moim zdaniem Lavarini ma trudniej od Nikoli Grbicia, bo chociaż pracę wykonują tę samą, to jednak na innym materiale i na innych aspektach pracy musi się koncentrować. Lavarini więcej uczy, a Grbić bardziej zarządza gwiazdami. Co nie oznacza, że nie szkoli. Nie, nie, nie!


Po prostu Grbić trzyma w garści największe gwiazdy światowej siatkówki, które już potrafią wszystko, wyznaczając cel, zasady i sposób pracy, a Lavarini - mam wrażenie - cały czas zarządza kryzysem, szukając sposobu, jak to wszystko najlepiej posklejać.


Dziewczyny! Bądźcie w czwartek odważne, ale cierpliwe. W sytuacjach decydujących - bez paniki. Możecie zrobić wielką rzecz, ale trzeba to będzie na parkiecie wyszarpać.

 

***


Muszę jeszcze powrócić do spotkania z Turcją. Tak jak napisałem na X zaraz po meczu, uważam, że cztery sety były grane na 100% przez obie drużyny, ale tie-break już nie. Mogę się mylić, ale w pewnym momencie Turczynki zwolniły. Nie widzę w tym wielkiego problemu, jaki się w mediach rozpętał. W 2010 roku Brazylia wystawiła atakującego na pozycji rozegrania w meczu z Bułgarią, żeby ten mecz przegrać. I co? I wygrała mistrzostwo świata.


Na tegorocznych MŚ w piłce nożnej Austria z Algierią, mimo kabaretu w końcówce meczu, zremisowała 3:3, bo tak obu drużynom pasowało.


Możemy psioczyć, ale tak się w sporcie zdarza. Problem zaczyna się wtedy, kiedy wybór przeciwnika okazuje się porażką. To jest ryzyko.


Ja nawet nie zarzucam Turcji przegrania tie-breaka z premedytacją - po prostu porażka pasowała bardziej i już ognia w każdej akcji widać nie było. Jeżeli Turcja wygra turniej, to nikt słowa nie powie, ale obecnie ten wynik wkurzył Serbki, które wybór ich jako przeciwnika w półfinale odebrały ambicjonalnie. Rozbawił Włoszki, które poczuły się przyjemnie, kiedy główny przeciwnik ich unika i zdenerwował tureckich kibiców, którzy nie dopuszczają myśli, że w tie-breaku z Polską coś dziwnego się zadziało.


Osobiście się tym nie podniecam. Tak czasami w turniejach się dzieje, a najśmieszniejsze byłoby, gdyby Turcja grała faktycznie tego seta o zwycięstwo, ale nie dała rady naszej drugiej szóstce, a i tak w świat narracja poszła.


„Cuda, cuda ogłaszają!”


Kanada wygrywa NORCECA i awansuje do IO w Los Angeles po 30 latach! Oczywiście wiemy, że USA jako gospodarz nie musiało walczyć w tym turnieju o zwycięstwo, ale i tak gratulacje!


Giovanni Guidetti to PAN TRENER, ale pamiętajmy, że tacy topowi trenerzy biorą tylko drużyny, w których widzą potencjał i wiedzą, jak ten potencjał wycisnąć.


Tajlandia była blisko spodku z VNL, ale przyszedł pan z federacji i przyniósł walizkę z premiami. Od tego momentu utrzymanie w VNL i co więcej zwycięstwo w Mistrzostwach Azji, co dało im przepustkę na pierwsze igrzyska w historii! Do tego ponad dwa mln złotych do podziału.

 

Cudem jest również Isabelle Haak, która sama po zwycięstwie z Czeszkami wprowadziła Szwecję do ćwierćfinałów. Sześć meczów, 205 punktów w sumie, 52 punkty w jednym spotkaniu, prawie dziewięć na set!

 

Jeżeli Haak nie jest cudem, to nie wiem, kto nim jest.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie