Maja Chwalińska zabrała głos po szybkim odpadnięciu z US Open. "Nie miałam wielkich nadziei"

Tenis

Maja Chwalińska przyznała, że nie jest rozczarowana po tym, jak przegrała z Amerykanką Taylor Townsend 2:6, 3:6 w pierwszej rundzie wielkoszlemowego turnieju US Open. - Nie przyjeżdżałam tutaj z wielkimi nadziejami, jeśli chodzi o wynik - zdradziła polska tenisistka.

Tenisistka w białej koszulce trzyma piłkę tenisową w dłoni, skupiona przed zagraniem.
fot. AFP
Maja Chwalińska zakończyła udział w turnieju US Open

Nowojorska przygoda w singlu finalistki French Open okazała się krótka. W starciu z Townsend nie potrafiła narzucić swojego stylu gry i po godzinie oraz 19 minutach musiała uznać wyższość rywalki.

 

- Nie przyjeżdżałam tutaj z wielkimi nadziejami jeśli chodzi o wynik, więc się nie rozczarowałam. Chciałam zagrać najlepiej jak to możliwe, ale ten poziom nie jest zadowalający. Widać, że nie czuję się dobrze na korcie. Zrobiłam tyle, ile byłam w stanie tego dnia - oceniła zawodniczka BKT Advantage Bielsko-Biała.

 

ZOBACZ TAKŻE: To był bardzo udany powrót! Carlos Alcaraz w drugiej rundzie US Open

 

Townsend grała bardzo agresywnie, często szła do siatki. Ta taktyka okazała się bardzo skuteczna, bo w ten sposób zdobyła aż 26 punktów na 36 prób.

 

- Mówiłam przed meczem, że bardzo lubię oglądać jej tenis. To bardzo utalentowana zawodniczka. Świetnie gra przy siatce i bardzo dobrze serwuje. Ma niewygodny styl i wiedziałam, że to będzie bardzo ciężki pojedynek. W trakcie spotkania starałam się coś zmienić i grać bardziej agresywnie, ale po prostu nie poszło - skomentowała 24-letnia Chwalińska.

 

Według ekspertów twarda nawierzchnia nie sprzyja sposobowi gry Polki.

 

- Nie uważam, żeby problem leżał w rodzaju nawierzchni, więc nie będę szukać żadnych wymówek. Nie wydaje mi się też, aby gra na tej nawierzchni była dla mnie większym problemem. Bardziej chodzi o to, jak wygląda moja gra i jak czuję się na korcie - zauważyła.

 

Chwalińska zadebiutowała w zasadniczej części nowojorskich zmagań. Przed turniejem amerykańskie media wymieniały jej nazwisko w gronie zawodniczek, które mogą sprawić niespodziankę. Nazwały ją Kopciuszkiem, opisując jej występ i sukces na kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu.

 

- Ludzie lubią takie historie i jest mi bardzo miło. Szkoda, że nie spełniłam oczekiwań, ale zrobiłam wszystko, co mogłam. Przede mną jeszcze rywalizacja deblowa w parze z Magdą Linette, ale teraz będę miała więcej wolnego czasu, więc na pewno pospaceruję po mieście. Bardzo lubię Central Park i skorzystam z okazji, aby tam się udać - podsumowała.

BS, PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie