Iwanow: Tylko stabilizacja daje rezultaty

Raków Częstochowa pożegnał Dawida Kroczka i od początku roku z klubu najbardziej stabilnego i zrównoważonego stał się miejscem, w którym mocno się kotłuje. 31grudnia 2025 roku oficjalnie rozstano się z Markiem Papszunem. Od tego czasu z drużyną pracowało już dwóch szkoleniowców. Teraz jest czwarty. Czterech szkoleniowców przez nieco ponad 9 miesięcy? Pachnie to dawnym Atletico Madryt.

Portret mężczyzny, trenera piłkarskiego, w granatowej koszulce sportowej z herbem klubu. Ma ogoloną głowę i spogląda w kierunku obiektywu.
fot. PAP
Dawid Kroczek został zwolniony z Rakowa Częstochowa

Mimo że za każdym razem, także i teraz, wybór wydawał się idealny, skrojony na miarę. Bo z większym lub mniejszym związkiem z Rakowem oraz (także) z wcześniejszym asystowaniem i siedzeniem na częstochowskiej ławce. Przejście na inny szczebel miało być łatwe i bezbolesne. A nie jest i nie wiadomo, czy będzie.

 

ZOBACZ TAKŻE: Papszun wściekły po porażce Legii. "To mnie bardzo boli"


I pisząc ironicznie: wszystkiemu winna jest Legia Warszawa. Chcąc Marka Papszuna. I winien jest sam trener Marek, bo też chciał Legii. Sama znajomość zasad i ich ciągłe wprowadzenie i doskonalenie nawet w najlepszej formie jednak nie wystarczy. Czasem potrzebna jest zmiana bodźców. Nie polegająca jednak na zmianach trenerów.


Michał Świerczewski imponujący rozwagą, roztropnością i spokojem, chcąc ratować projekt, nagle zaczyna iść w tym kierunku, co inni bogaci właściciele. A tylko stabilizacja daje rezultat. Szef klubu spod Jasnej Góry przecież doskonale o tym wie.


Jeżeli ktoś powiedziałby w lipcu, że to klub spod Jasnej Góry jako drugi z kolei wymieni szkoleniowca, nikt by w to nie uwierzył. Uprzedziła go tylko Wieczysta. Jeżeli dający awans Kazimierz Moskal był dobrym trenerem, to nagle aż tak się skiepścił i potknął o ekstraklasowy próg? Czy to przypadek, że Zeljko Kopić zaraz po podpisaniu umowy od razu został kandydatem numer jeden na pierwsze zwolnienie po zakończeniu wakacji? Przypadek? Nie sądzę.


Polonia Warszawa pod rządami giganta deweloperskiego Józefa Wojciechowskiego godnie płaciła piłkarzom i za piłkarzy, zapewniając też spore dochody szkoleniowcom. Ci w pewnym momencie, wiedząc nawet, że właściciel ma krótki lont i przy kilku niepowodzeniach jego gniew połączony z gronem doradców spowoduje rozstanie, decydowali się na ten ryzykowny ruch. Wiedzieli, że nawet w krótkim czasie są w stanie porządnie się wzbogacić i nie martwiła ich łatka „zwolnieni przez Polonię”. To nie wpływało na ich ocenę. Piłkarze? Przecież to właśnie w Polonii powstało słynne określenie „Klubu Kokosa”. Bardziej opłacało się biegać po schodach niż szukać pracy gdzieś indziej za skromniejsze wynagrodzenie. I z jednej strony można by to potępiać, a z drugiej przecież nikt z nas nie chciałby zarabiać mniej. Mimo tak ważnego w sporcie elementu jak ambicja.


Dziś jednak, także ze względu na nowy twór na ekstraklasowej mapie, jest inaczej. Normalnie były król strzelców po powrocie do Polski nie wybrałby zatrudnienia w beniaminku, który nie może grać na swoim stadionie. To tak jakby ktoś w Niemczech, z tytułem najlepszego strzelca, po roku wrócił z zagranicy do kraju i przeniósł się do Paderbornu albo Elversbergu. Chociaż byłaby opcja Vfb Stuttgart albo Bayeru Leverkusen. W Bundeslidze nie ma szans, by ktoś z nowych mógł zapłacić więcej. Oczywiście także przez wewnętrzne regulacje związane z finansowaniem. To jedno. Ale liczą się przecież także inne kwestie. Piłkarski klub nie może być jedynie miejscem, do którego przychodzi się tylko i wyłącznie po to, żeby zarobić. I nie może być skazany na kaprys i nastrój właścicielski. Kilka różnych futbolowych tworów jest już przecież historią, o której pamiętają nie tylko starsze roczniki.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie