Debiuty bywają stresujące. Kamienie spadły z kieleckich serc

Krzysztof Lijewski udanie zadebiutował w roli szkoleniowca w Lidze Mistrzów, a jego Industria Kielce ograła Kriens-Luzern 30:29. Tuż po ostatniej syrenie widać było jak wielki kamień spadł z serca trenera, który w ostatnich miesiącach został rzucony na głęboką wodę.

Mężczyzna w średnim wieku, ubrany w sportową koszulkę z kołnierzykiem, z otwartymi ustami i wyrazistą miną, zwraca się do dwóch innych osób w tle. Jeden z nich jest odwrócony tyłem, drugi widziany z profilu. Zdjęcie sugeruje rozmowę lub instruktaż w trakcie meczu sportowego.
fot. PAP
Trener Industrii Krzysztof Lijewski

Lijewski nie był jedyną osobą, która w środowy wieczór miała swój debiut w Hali Legionów w Kielcach. Kieleckim kibicom zaprezentował się bowiem nowy prezes klubu Karol Bielecki, z którym "Lijek" dzielił szatnię przez wiele lat pięknej kariery. Obaj są w stolicy województwa świętokrzyskiego bardzo szanowani. Obu zależało też na tym, by wygranym spotkaniem z Lucerną rozpocząć nowy rozdział w historii klubu. Łatwo nie było, ale na końcu Industria dopisała do swojego dorobku 2 cenne punkty.

 

ZOBACZ TAKŻE: Zacięty bój Industrii Kielce na inaugurację Ligi Mistrzów! Walka do samego końca


Już przed meczem czuć jednak było, że trener kieleckiego zespołu mocno przeżywa nadchodzące starcie. Słychać było lekkie drżenie głosu, nic jednak dziwnego, w końcu presja na wygrywanie w pierwszej rundzie grupowej Ligi Mistrzów jest duża. Industria, obok Magdeburga, była wymieniana jako żelazny faworyt do zajęcia dwóch pierwszych miejsc w grupie i nikt nie wyobrażał sobie wpadki już w 1. kolejce - do tego z ekipą debiutującą w Champions League.


W razie potknięcia mało kto usprawiedliwiałby je brakiem kilku kluczowych zawodników leczących kontuzje. Kielczanie przystępowali do boju z Lucerną bez Arkadiusza Moryty, Michała Olejniczaka czy Szymona Sićki, którzy obserwowali poczynania swoich kolegów z boku. W pierwszej połowie mieli sporo powodów do okazywania radości po udanych akcjach Juliena Bosa czy Dylana Nahiego, który w związku z kłopotami kadrowymi musiał obsadzić pozycję lewego rozgrywającego.


- Lucerna niczego nie musiała. Ciężar zwycięstwa spoczywał na nas. Na początku wszystko wyglądało dobrze. Rywale niczym nas nie zaskoczyli, grali swoje 7 na 6 w ataku pozycyjnym. Nie jesteśmy w stanie wszystkiego wybronić, ale kilka razy ich zatrzymaliśmy. Odskoczyliśmy i mogliśmy mieć kontrolę - mówił już po meczu trener Lijewski.


Industria do przerwy prowadziła 19:15 i wydawało się, że ma wszystko w swoich rękach. Druga połowa była już jednak mniej okazała w wykonaniu Kielczan. Znakomicie między słupkami rywala spisywał się Kristian Pilipović, a gospodarzy zawodziła skuteczność. W pewnym momencie Lijewski poprosił o czas i posłał w kierunku swoich zawodników ostrą reprymendę. - Po przerwie myśleliśmy, że mecz dogra się do końca. Nasi przeciwnicy nie odpuszczali. Zgubiliśmy rytm w ataku, jeśli chodzi o wykańczanie sytuacji. Mieliśmy sporo szans sam na sam, ale szwankowała skuteczność. To pokłosie ciężkiej pracy w tyłach - dodał szkoleniowiec mistrza Polski na konferencji pomeczowej.


W kluczowych momentach ciężar na swoje barki brał Aleks Vlah, który zakończył spotkanie z dorobkiem 8 trafień. On rzucił też ostatnią bramkę dla Industrii w tym meczu - na 30:27. W ciągu ostatnich dwóch minut Kielczanie nie trafili już do siatki, ale utrzymali minimalną przewagę. - To nie był perfekcyjny mecz z naszej strony. Były momenty lepsze i gorsze. Na końcu liczy się wynik. Jako drużyna, mimo chwil, w których prezentowaliśmy się słabiej, zachowaliśmy zimną krew i wygraliśmy. To jest najważniejsze - stwierdził Lijewski cytowany przez Damiana Wysockiego z portalu wKielcach.info.


Po spotkaniu widać było jak duży ciężar spadł z serca trenera Industrii. Odetchnąć z ulgą musieli też wszyscy kieleccy kibice, którzy w środowy wieczór znowu dali popis fantastycznego dopingu w Hali Legionów. Świetną atmosferę po meczu podkreślali goście ze Szwajcarii, a także Dejan Milosavljev, który pięknie przedstawił się fanom w Kielcach. Wydaje się, że serbski bramkarz w najbliższych latach będzie jednym z ulubieńców kieleckiej publiczności.


Oficjalne debiuty wielu zawodników w Hali Legionów wypadły pozytywnie, choć czuć, że ekipę z Kielc czeka jeszcze bardzo dużo pracy. Teraz - kiedy stres i presja związane z pierwszym meczem w Lidze Mistrzów zeszły już z Kielczan, łatwiej będzie o luz. Czas będzie działał na korzyść klubu zarządzanego przez Bieleckiego i drużyny prowadzonej przez Lijewskiego.

Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie