Tak Marian Kmita został p.o. prezesa PKOl-u. "Transparentność zamiast zarządzania gabinetowego"

Michał BiałońskiInne

Wystarczyła godzina obrad, by zarząd PKOl-u odwołał prezesa Radosława Piesiewicza, który 27 sierpnia został zatrzymany, a później aresztowany na trzy miesiące. Na p.o. prezesa wybrano Mariana Kmitę, dyrektora ds. Sportu Telewizji Polsat.

Mężczyzna w okularach i garniturze mówi do mikrofonów, otoczony przez dziennikarzy.
PAP/Leszek Szymański
Marian Kmita

- Sekretarz generalny Marek Pałus poinformował nas o dość trudnej sytuacji finansowej PKOl-u. To jest rzecz, która będzie nam spędzała sen z powiek. Zabierzemy się za nią natychmiast. Poza tym, chcemy definitywnie zakończyć status Radosława Piesiewicza i ruszyć z kopyta z pracami nad nowelizacją statutu PKOl-u, a nawet napisać go od nowa. Po to, by już nigdy nie zdarzył się przypadek, że prezes jest nie do ruszenia. Ma być powoływany i odwoływany w kontrolowany sposób - podkreślał prezes Marian Kmita.

 
Stanowczo oświadczył także, że zarówno on, jak i jego wiceprezesi będą pracować w PKOl-u pro publico bono, bez pobierania wynagrodzenia. 

 

ZOBACZ TAKŻE: Marian Kmita pełniącym obowiązki Prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego

 

Gdy w miniony wtorek prezydium zarządu PKOl zwołało zarząd, wiceprezes Adam Korol był optymistą. 

 

- Nie wyobrażam sobie, żeby moje koleżanki i koledzy w sytuacji, w jakiej znalazł się PKOl nie stawili się na posiedzeniu zarządu - powiedział Polsatowi Sport.

 
Spośród 61 członków dotarło na posiedzenie aż 53. Ze zrozumiałych względów nie mógł przyjechać Piesiewicz. Odwołano go niemal jednomyślnie, przy zaledwie czterech głosach wstrzymujących się. 

 

- Dla mnie jest to zdumiewające, że te cztery osoby mają nadal wątpliwości co do osoby Radosława Piesiewicza, po tym wszystkim, co się wydarzyło - kręcił głową wiceprezes PKOl-u Adam Korol.

 
Zarząd wybierał p.o. prezesa, działając na podstawie artykułu 21. statutu PKOl-u. Głosi on: 


"W przypadku ustąpienia lub niemożności pełnienia funkcji przez Prezesa PKOl, Zarząd na mocy uchwały, powierza pełnienie tej funkcji jednemu z wiceprezesów, na okres do najbliższego Walnego Zgromadzenia Sprawozdawczo-Wyborczego tj. do końca kadencji organów władzy PKOl.". 


Dotychczasowy p.o. prezesa Mieczysław Nowicki, na początku posiedzenia zarządu, pytał ośmiu wiceprezesów PKOl-u, w kolejności alfabetycznej, o zamiar kandydowania do roli p.o. prezesa. Tylko Marian Kmita odpowiedział "tak" i został jedynym kandydatem. Zagłosowało na niego 43 członków zarządu, dziewięciu było przeciw, a jedna osoba się wstrzymała od głosu. Przewodniczącym komisji skrutacyjnej był Korol, a zasiadały w niej także znakomite olimpijki Renata Maurer i Maja Włoszczowska. Czy miażdżącą przewagę w głosowaniu można uznać za zaskoczenie?

 
- Tak jak powiedział prezes Kmita, bardziej martwi mnie te dziewięć osób przeciw, ale najważniejsze, że wszyscy zadeklarowali zamiar współpracy. Jestem przekonany, że teraz relacje na zarządzie, kontakty z mediami i Ministerstwem Sportu wejdą na zupełnie inne tory. Będzie więcej otwartości, transparentności. Nie będzie już zarządzania gabinetowego, w którym wszystkie decyzje w pojedynkę podejmuje prezes. Ten czas w PKOl-u się skończył - zadeklarował wiceprezes Adam Korol.

 
W gronie reformatorów PKOl-u był także prezes Polskiego Związku Gimnastycznego Leszek Blanik.  

 

- Najpierw w małej, a później szerszej grupie staraliśmy się walczyć o normalność w PKOl-u, o poprawę wizerunku. Wybór prezesa Mariana Kmity oceniam bardzo dobrze. To osoba z dużym doświadczeniem, która zna sport od podszewki i będzie teraz nami kierowała. Bez pomocy i wsparcia nas wszystkich zreformowanie PKOl-u będzie ciężkim kawałkiem chleba - podkreślił prezes Blanik. 


Przyklasnął także decyzji prezesa Kmity o niepobieraniu wynagrodzenia. Sam również pracuje charytatywnie w PZG. 

 

- W tej chwili ważne są trzy rzeczy. Po pierwsze audyt, sprawdzenie stanu finansów. Mamy wiedzę ogólną, ale musimy poznać szczegóły. Po drugie, czekają nas prace nad statutem, a po trzecie – pozyskiwanie sponsorów, by poprawić finanse - dodał Blanik. 

 

Prezes Polskiej Organizacji Rozwoju Sportu i Turystyki Rafał Szlachta uznał przeprowadzone w poniedziałek zmiany za przejaw optymizmu. 

 

- To ważny dzień. Czekały na niego nie tylko wszystkie związki sportowe, ale też społeczeństwo. Wszyscy wyglądali tej zmiany po tak długim okresie rujnowania wizerunku PKOl-u przez Radosława Piesiewicza. Dzięki temu czuję ulgę. Teraz pora nie tylko na odbudowę nie tylko finansów i wizerunku, ale budowę szerokiej społeczności olimpijskiej, zapraszanie wszystkich. Ideą ruchu olimpijskiego jest łączenie ludzi - powiedział Polsatowi Sport.  
 
Z uczuciem ulgi roszady w komitecie przyjął także prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner. 

 

- Dzięki nowemu porządkowi PKOl będzie mógł znowu normalnie funkcjonować i odzyskiwać dobre imię, co zaakceptuje MKOl. To wszystko idzie w parze. Wybór wiceprezesa Mariana Kmity do roli p.o. prezesa do końca kadencji jest jak najbardziej właściwy i spotkał się z jednolitym odbiorem - powiedział Polsatowi Sport Tajner. 

 

Jeden z najbliższych współpracowników prezesa Kmity - Adam Konopka, prezes honorowy PZSZerm., podkreślał wagę przeprowadzenia audytu w PKOl-u.

 
- Nadal nie widzieliśmy dokumentów świadczących o stanie finansów komitetu. Dlatego audyt jest konieczny. Przy pieniądzach i budżetach dobrze jest pracować na dokumentach. Na razie mamy tylko deklarację ustną sekretarza generalnego Pałusa - zaznaczył Adam Konopka. 

 

Prezes Kmita zapowiedział, że za około dwa tygodnie, po zapoznaniu się ze stanem faktycznym, nowi sternicy PKOl-u poinformują opinię publiczną o kondycji komitetu. Wygląda na to, że skończyła się era PKOl-u schowanego za podwójną kotarą.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie