Bożydar Iwanow: Bo piłka była tym razem sprawiedliwa

Dwie porażki polskich klubów na starcie nowego sezonu Ligi Europy bolą. Mocno. Obie, szczególnie ta pierwsza. Ale bądźmy szczerzy. Były one wkalkulowane, patrząc na zupełnie na chłodno, mogliśmy się nich spodziewać. Okoliczności przegranych były dotkliwe, mimo że inne. Efekt na końcu był jednak ten sam.

Dwaj piłkarze w zbliżeniu, każdy w innej koszulce sportowej z napisem SUPERBET.
Polskie kluby z porażkami w pierwszej kolejce Ligi Europy

W piłce, nie tylko na tak wysokim poziomie, liczy się skuteczność. Zarówno pod swoją bramką, jak i bramką rywala. A skuteczność wynika z jakości. Z całym szacunkiem dla piłkarzy Jagielloni Białystok, jak i Lecha Poznań, to nie ten poziom i nie umieszczę tu zwrotu "jeszcze nie ten poziom". Trzeba zaprezentować się perfekcyjnie, by ograniczyć rozegranie Adama Whartona albo powstrzymać szybkość, mobilność i technikę Yeremy’ego Pino. Nie przypadkowo zagrał on latem w mundialu i został mistrzem świata.

 

ZOBACZ TAKŻE: Boniek nie wytrzymał! "Wołało o pomstę do nieba!". Odniósł się do "Lewego". "Nie robi różnicy"

 

Niektórzy nie doceniali Olympiakosu, tak, jak kilka miesięcy temu Szachtara. Że to piękna, ale historia, że dziś niby to głównie nazwa, która straszy przeszłością, lecz to już na pewno nasz zasięg. Okazuje się, że jednak nie. Czwórka najlepszych klubów greckich wcale nie musi być gorsza od czołowego kwartetu PKO BP Ekstraklasy, która tak dynamicznie się rozwija. Druga połowa w Pireusie bardzo wyraźnie to potwierdziła. Crystal Palace – mimo że przez ostatnią dekadę nie wyściubiło nosa poza drugą dziesiątkę Premier League, wygrał niedawno Conference League. Gdzie za burtę wyrzucił m.in. Szachtar. Lech odpadł tam już w 1/8 finału.

 

Szkoda, że polskie kluby tak łatwo traciły gole, a już błąd Terry’ego Yegbe, największy "wielbłąd", jaki zobaczyliśmy od dawna, to kwintesencja tego, że stres potrafi ograniczyć pole widzenia. W miejscu, gdzie ułamek sekundy powoduje stratę piłki. Tu nie wolno się zastanawiać. Tu trzeba już przed przyjęciem piłki wiedzieć, co i jak z nią zrobi, gdy złapie się z nią kontakt. Chwila nieuwagi i cytując "Ślepnąć od świateł": miałeś coś, ale już tego nie masz.

 

"Kolejorz" zebrał srogie lanie i z zazdrością patrzy na swoich rywali "z kalendarza". Nie na Benficę czy Bayer Leverkusen. Na Torreense, które wygrało w Norwegii z Lillestrom. OFI Kreta, które ograło Hoffenheim. Union SG, które rozprawiło się w Pilźnie z Viktorią. Czy Ferencvaros, który pewnie wygrał na Celtic Park. To tu trzeba szukać jakichś punktów i nadziei. Z Leverkusen i Sunderlandem u siebie? Głowy w piasek chować nie można, ale należy zachować pokorę. Spokojnie. Na grilla nikogo jeszcze nie wsadzajmy. Piłka w Pireusie i Londynie po prostu okazała się sprawiedliwa.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie