Olimpijczycy zadali pytania p.o. Prezesa PKOl. Oto co odpowiedział
W sobotnim Magazynie Polskiego Sportu na antenie Polsatu Sport byli olimpijczycy zadali pytania p.o. Prezesa PKOl Marianowi Kmicie. Nasz gość odniósł się do frapujących ich kwestii. Sprawdź, co odpowiedział.


Marian Kmita zwraca uwagę na istotny problem. "Naszym drogowskazem powinien być ten raport"

"Sportowcy są najważniejsi". Marian Kmita odpowiedział na pytanie wicemistrzyni olimpijskiej

Jak będzie wyglądało kolejne 100 dni Polskiego Komitetu Olimpijskiego?
Tomasz Sikora, wicemistrz olimpijski z Turynu w biathlonie:
Czy nowy PKOl będzie potrafił wyjść poza grono tych samych, obecnych od lat, olimpijczyków i dotrzeć do tych mniej znanych, którzy nie zabiegają o eksponowane medialnie funkcje, ale mogą mieć wartościowe pomysły i inne spojrzenie na polski sport?
Marian Kmita, p.o. Prezesa PKOl:
Planujemy to zrobić, ja zresztą ubolewałem od początku nad tym, że nie możemy przygarnąć wszystkich sportowców, którzy są aktywni i mieliby ochotę dołożyć swoją cegiełkę do olimpizmu. Patrzę na tę kwestię całościowo, nie tylko na olimpizm jako taki, ale w ogóle na sport w Polsce. Naszym drogowskazem powinien być raport "WF z AWF. Aktywny dzisiaj dla zdrowia w przyszłości", który prezentuje dramatyczne wnioski. Jeśli miałbym skrócić tych kilkaset stron, to zacytowałbym zatrważające zdanie, że 94% dzieci w przedziale pierwsza - trzecia klasa nie ma podstawowych kompetencji ruchowych, czyli nie potrafi zrobić przewrotu w przód. Odnosząc się więc do pytania pana Tomka - tak, zamierzamy to reformować. Aby mieć szansę, potrzebujemy idoli i wzorów do naśladowania dla młodego pokolenia. Chcemy wyjść w teren, poprawić komunikację z mniejszymi ośrodkami. Potrzebujemy także koordynacji działań z rządem. Nie tylko z Ministerstwem Sportu i Turystyki, ale również z Ministerstwem Edukacji Narodowej, Ministerstwem Zdrowia, a może także z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Kiedy to się dokona, będziemy mogli sięgać po naszych mistrzów.

Anna Kiełbasińska, wicemistrzyni olimpijska z Tokio w sztafecie 4x400 metrów:
W jaki sposób jesteście w stanie odbudować zaufanie zawodników w kontekście udostępniania ich wizerunków? Czy istnieje szansa, abyśmy my, sportowcy, czuli się ważni dla instytucji?
Marian Kmita, p.o. Prezesa PKOl:
Teoretycznie istniało niebezpieczeństwo, że firma Zondacrypto będzie wykorzystywać wizerunki naszych sportowców, ale na szczęście nie mamy na razie takich sygnałów. Cała sprawa jest naganna, to nie ulega wątpliwości, ale trzeba pamiętać, że żaden z wiceprezesów nie wiedział, jak wygląda umowa z tą spółką, ponieważ prezes Radosław Piesiewicz podpisał ją bez konsultacji i bez naszej wiedzy. Pracujemy nad zmianą statutu, aby uniemożliwić każdemu kolejnemu prezesowi autonomiczne działanie. Rozważamy też rozwiązanie, aby w okresie bezpośrednio poprzedzającym igrzyska oddawać wizerunki sportowców pod zarządzania Ministerstwa Sportu i Turystyki. To będzie najlepszy gwarant, że żadna szemrana firma nie stanie się ich właścicielem. Co do drugiej części pytania - sportowcy są najważniejsi, ale do tej pory szwankowała kwestia komunikacji. PKOl był pogrążony w syndromie oblężonej twierdzy, ale mam nadzieję, że teraz napięcie zejdzie i będziemy mogli współtworzyć różne projekty.

Mateusz Kusznierewicz, złoty medalista olimpijski z Atlanty i brązowy medalista olimpijski z Aten w żeglarstwie:
Jakie wyniki chcesz dowieźć w pierwszych 100 dniach swojej prezesury?
Marian Kmita, p.o. Prezesa PKOl:
Chcę znormalizować relacje z Ministerstwem Sportu i Turystyki i opracować taką strategię komunikacji, w której projekty będą wspólne. Albo będziemy mówili jednym głosem, albo nie będziemy mówili niczego. Druga sprawa to statut. Nie wiem, czy zmienimy go w 100 dni, może będzie to 120 albo 130 dni. Tak czy inaczej kiedy go dokończymy, zagwarantujemy, że już nigdy nie będzie możliwości wyrządzenia PKOl takiej krzywdy, jaką wyrządził Radosław Piesiewicz. W rzeczonym okresie - może nieco dłuższym - będą pierwsi sponsorzy. Zarówno z sektora państwowego, jak i prywatnego.

