Nie żyje Aleksandra Wierzbicka, producentka Polsatu Sport

Inne

Nie żyje Aleksandra Wierzbicka, producentka i kierowniczka planu w Polsacie Sport. Zmarła po długiej chorobie.

Czarno-biały portret kobiety z włosami upiętymi w kok, z zamkniętymi oczami. Światło pada na jej twarz z boku, tworząc wyrazisty kontrast. Na ciemnym tle widoczne są rozmyte kształty cieni.
fot. Archiwum prywatne
Nie żyje Aleksandra Wierzbicka, producentka i kierowniczka planu w Polsacie Sport.

Ola z Polsatem Sport współpracowała od 2019 roku. Była producentką i kierowniczką planu.

 

Od wielu lat walczyła z poważną chorobą.

 

Zmarła w niedzielę 20 września.

Rodzinie i najbliższym składamy najszczersze kondolencje. 

 

Wspomnienia osób, które pracowały z Olą:

 

Andrzej Kostyra: Znaliśmy się z Olą krótko, zaledwie 2 czy 3 lata, gdy pracowała przy realizacji Koloseum w Polsacie Sport. Ale wystarczy żeby zobaczyć jaka to wspaniała dziewczyna. Zawsze miła, sympatyczna, pomocna. Na pewno nikt, kto pracował przy programie, nie powiedział o niej złego, cierpkiego słowa. Bo nie można było, nie było powodu. Takie osoby bardzo rzadko się spotyka.

 

Potem, gdy zachorowała, spotkaliśmy się. Trochę jej wtedy pomogłem i – mogę chyba tak powiedzieć – zaprzyjaźniliśmy się, mimo dużej różnicy wieku. Dzwoniłem do niej przy najmniej raz w miesiącu, aby dowidzieć się jak z jej zdrowiem, jak walczy z chorobą. Walczyła dzielnie, nigdy nie narzekała.

 

Ostatni raz rozmawialiśmy w minioną środę. Mówiła, że jest osłabiona, że przeszła cały cykl chemii, musi jeszcze pojechać do swojej lekarki. Prosiła, aby ją wspomóc modlitwą. Wspomagałem. Prosiłem: „Jezu, wspomóż tego Dzieciaka (tak mówiłem w modlitwie, bo była ode mnie prawie dwa razy młodsza), który tyle się już nacierpiał. Ześlij Mu promień swego miłosierdzia, żeby mogła pożyć bez bólu, radośnie, przez następne lata”.

 

Bóg wysłuchał, ale nie tak jak prosiłem. Prosiłem o radość dla Niej w tym życiu. Zabrał ją, aby miała radość, bez bólu, od razu w życiu wiecznym.

 

Marcin Lepa: Wchodzisz do nowego budynku, widzisz nowych ludzi i zastanawiasz się, co cię może tutaj spotkać? I nagle widzisz Jej twarz – uśmiechniętą, promieniującą, zatroskaną: jak dobrze Cię widzieć! Czegoś potrzebujesz? Od razu przypomniały mi się słowa Tlove: Cześć, gdzie uciekasz, skryj się pod mój parasol. Tak strasznie leje i mokro wszędzie... Ola była takim dobrym człowiekiem z parasolem uśmiechu, który rozświetlał niebo narzekania i marudzenia. A przecież to Ona nacierpiała się niesprawiedliwie i ponad siły niejednego. A jednak zawsze szukała czegoś pozytywnego: Jest dobrze, będzie lepiej – często powtarzała. Poznałem ją w gigantycznym studiu na Łubinowej, gdzie pracują setki ludzi i łatwo schować się w anonimowość, zapomnieć czyjeś imię, czyjąś twarz. Ale Oli dobre słowo, ciepło twarzy uderzało i zapadało w pamięci. „Wydaję mi się, że jesteś gdzieś daleko. Tak się tylko wydaje, bo właściwie Ciebie nie ma...” – zostało czerwone serduszko, które kiedyś dałaś. Dzięki, że byłaś!

Jacek Matczak, Wydawca: Jeszcze wczoraj witałaś nas swoim pięknym, szczerym uśmiechem,

Sprawiałaś, że każdy z wieloosobowej ekipy czuł się trochę jak w domu.

My w reżyserce wiedzieliśmy, że na planie panuje ład, porządek i spokój,

Goście, uczestnicy programów trafiali w najlepsze ręce, otoczeni Twoją opieką...

Prosiłaś, ba, domagałaś się, by pewnego dnia Cafe Futbol przejęły w swoje ręce kobiety,

Zresztą programu w pełni przejętym przez kobiety doczekałaś się przy okazji Ligi Mistrzyń...

Zawsze ciepła, uśmiechnięta, pozytywnie nastawiona do każdego aspektu życia,

Potrafiłaś tchnąć pozytywną energię gdziekolwiek byłaś i we wszystko, w czym brałaś udział.

Sprawiałaś, że przy Tobie chcieliśmy być po prostu lepszymi ludźmi.

Dziś po Tobie pozostały wielka pustka, wspomnienia wspólnie przepracowanych wieczorów

oraz ta słynna naklejka nad mikserem realizatora: "UWAGA, OLA!"

Dzięki temu krótkiemu napisowi, niejeden z nas, mając wzgląd właśnie na Ciebie i Twoją delikatną naturę,

miał świadomość konieczności łagodzenia swojego języka i kontroli nad artykulacją myśli...

Żegnaj, Olu!

Do zobaczenia, gdzieś, kiedyś, na jakimś wielkim planie zdjęciowym.

Będzie nam Cię bardzo brakowało.

 

Jakub Bednaruk: Kiedy zaczynałem pracę w Polsacie i przyjechałem pierwszy raz do naszego studia na Łubinowej, było to dla mnie zupełnie nowe środowisko. Kiedy zmieniałem kluby, zawsze znałem prawie wszystkich chłopaków, a w każdej szatni dobrze się czułem. Tutaj było inaczej. Potrzebowałem wsparcia.

Takie wsparcie z szerokim od ucha do ucha uśmiechem dostałem od Oli Wierzbickiej. Naszej kierowniczki planu, która, witając mnie na początku pracy, wołała „Cześć Kuba! Chodź, wszystko ci pokażę!”.

Dziękuję! Wieczny odpoczynek racz Jej dać Panie, a światłość wiekuista niechaj Jej świeci. Spoczywaj w pokoju, Olu.

Hirek Wrona: Olu! Nie zgadzam się na to, że nie spotkam Cię przy Łubinowej w Polsat Sport. Nie zgadzam się na to, że nie będziemy już wspólnie pracować - tu na Ziemi. A Harry - mój Corgi - który Cię tak uwielbiał? Co z nim? Zostawiłaś po sobie olbrzymią pustkę, pełną tęsknoty za kimś pełnym empatii, uśmiechu i niezwykłej wrażliwości. R.I.P. Ola i niech anielskie chóry pięknie Ci śpiewają, bo swoim życiem i pracą zasłużyłaś na to...

Marta Ćwiertniewicz: Oleńka to jedna z najbardziej empatycznych osób, jaką kiedykolwiek poznałam. Zarażała nas uśmiechem nawet wtedy, kiedy do śmiechu jej nie było. Z jej oczu biło ciepło i dobro, które sprawiało, że czuliśmy się przy niej bezpiecznie. Zawsze dbała o nas bardziej, niż o siebie. Nigdy nie obraziła się na świat i na życie, chociaż już kilka razy próbowało jej uciec. Zapamiętam ją z szerokim uśmiechem i słuchawką przy ustach, a w uszach będzie mi brzmiało jej pytanie do reżyserki - „o której wchodzi Martusia?”, a potem krótka informacja „Martuś, możesz iść”. Szkoda, że już nigdy tego nie usłyszę…

Tomasz Hajto: Pracowita, rzetelna, profesjonalna, miła, skromna i taka zostaniesz w mojej pamięci.

Bartłomiej Ściborek, realizator wizji: Z Olą zawsze można było spokojnie pracować – wszystko ogarnięte, na czas i z dbałością o każdy szczegół. Na planie dawała ekipie spokój, a prywatnie była po prostu świetną, ciepłą osobą. Będzie nam Ciebie brakowało, Olu.

 

Aleksandra Szutenberg: „Olciu” - brzmi mi w uszach Twój anielski głos, pełen ciepła i troski, bo właśnie ciepło, troska i dobro biły od Ciebie. Zawsze! Ty dbałaś o to, żebyśmy zawsze czuli się komfortowo i nigdy nie pokazywałaś, że Ty komfortowo poczuć się nie możesz. Zawsze uśmiechnięta, zaangażowana, z której oczu biło piękno i człowieczeństwo w najlepszym tego słowa znaczeniu. Kiedyś przypadkiem trafiłam na Twój taniec. Byłaś w nim cała, byłaś nim cała. Dojrzała, piękna i wolna. Dla mnie byłaś Aniołem na Ziemi i pewnie ktoś Cię tam na górze bardzo potrzebował… „Mam się dobrze, zdrówko dobrze, do przodu. Wszystko się wydaje układać wreszcie” – pisałaś jakiś czas temu. Kompletnie nie zakładałam wtedy, że nie zdążymy z tą kawą… Odeszłaś zdecydowanie za wcześnie, ale w moim sercu pozostaniesz na zawsze, jako Anioł właśnie.

Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie