Rodzina była pewna, że nie żyje. Na Evereście uratowała go niepozorna rzecz
Historia Dawy Sherpy, 52-letniego wspinacza, to gotowy scenariusz na film. Nepalczyk zaginął podczas schodzenia z najwyższej góry świata i został uznany za zmarłego. Rodzina odprawiała już w jego intencji obrzędy pogrzebowe. Tymczasem po sześciu dniach zdołał dotrzeć do jednej z baz, gdzie zauważyli go członkowie ekipy sprzątającej.

Na przełomie maja i czerwca dobiegł końca rekordowy sezon wspinaczkowy na Mount Evereście. Zdaniem nepalskich władz na szczycie zameldowało się ponad tysiąc osób. Nie obyło się bez wypadków śmiertelnych: góra zabrała życie co najmniej pięciu wspinaczy, w tym dwóch obywateli Indii i trzech Nepalczyków. O mały włos w tym gronie znalazłby się także Dawa Sherpa, dla którego było to pierwsze zderzenie z najwyższą górą świata.
W tle całej historii jest polski wątek
Był rok 2021, kiedy Mariusz Chmielewski postanowił zdobyć najwyższą górę świata. Plany przeszły w czyny w 2026 roku, a Polak skonsultował je z Nirmalem Purją, nepalsko-brytyjskim himalaistą i byłym żołnierzem British Army, który w 2021 roku wraz z zespołem dokonał pierwszego zimowego wejścia na K2. Purja, mając napięty terminarz, polecił mu agencję Himalayan Traverse Adventure Pvt. Ltd. [Purja zginął 30 lipca 2026 roku na Broad Peak - przyp.red.].
W tej agencji pracował Dawa Sherpa, który wyruszył na wyprawę w zastępstwie kolegi. Chmielewski tak opisuje kulisy współpracy dla Explorersweb: "Nie szukałem innej agencji, byłem przekonany, że skoro tak znana osobistość jak Nirmal Purja ją poleca, to wszystko musi być w porządku". I było... aż do dnia ataku szczytowego na Everest.
Przewodnik z agencji nigdy wcześniej nie był na Mount Evereście
Według relacji Chmielewskiego pierwsze trudności pojawiły się już podczas 15-godzinnej wspinaczki aklimatyzacyjnej. Po powrocie do obozu 2 Polak aż do następnego dnia nie otrzymał jedzenia ani picia. Jeden z Szerpów narzekał na kontuzjowany bark, a drugi nie umiał obsłużyć ogrzewacza.
Trudności powtórzyły się w dniu ataku szczytowego. Chmielewski i Dawa Sherpa pozostali nieco w tyle, między innymi dlatego, że przewodnik dźwigał butle z tlenem. Było to o tyle zaskakujące, że to jego pierwsza wyprawa na Everest. "Powiedział mi, że nigdy wcześniej tam nie był. Ponieważ chciał wejść ze mną wyżej z ciężkim plecakiem, kazałem mu zostać na miejscu" - opisuje Chmielewski.
Prawdziwe problemy zaczęły się podczas powrotu z obozu 4 do obozu 2. Polak ze względu na mały zapas tlenu ruszył przodem, a Sherpa pozostał nieco w tyle, natomiast zdaniem świadków "odłączył się i wyglądał normalnie". Nazajutrz okazało się, że nie do końca jest to prawdą.
Nepalczyk nie dawał znaku życia, a członkowie wyprawy poinformowali o tym fakcie Himalayan Traverse Adventure. Jak relacjonuje Chmielewski "Nie podjęto żadnej próby ratunkowej i nie wysłano żadnego Szerpy na poszukiwanie Dawy". 52-latek został skazany sam na siebie, bez jedzenia i wody, a poinformowana o tym fakcie rodzina rozpoczęła nabożeństwa ostatniego namaszczenia.
To, co znalazł w kieszeni, ocaliło mu życie
Dzięki sile woli Dawa zdołał zejść w pobliże bazy, gdzie 4 czerwca odnalazła go ekipa sprzątająca. Był skrajnie odwodniony, miał odmrożenia i złamaną kość udową, ale przeżył. Jak sam przyznaje, uratowała go czekolada, którą miał w kieszeni.
"Gdy zabrakło mi tlenu, nie mogłem chodzić" - poinformował w rozmowie z BBC. "Przez pierwsze dwa dni nic nie jadłem. Potem zacząłem żuć lód. Bolały mnie zęby. Żułem lód bardzo mocno". Później znalazł w kieszeni kilka kawałków czekolady i zdołał napić się roztopionego lodu.
Na tym jednak nie koniec. W trakcie zejścia wpadł do szczeliny, w której utknął na dwa i pół dnia. Uwolniła go dopiero lawina, która zasypała rozpadlinę. "Stanąłem na śniegu, wstałem i spojrzałem w górę… Miałem przeczucie, że się stamtąd wydostanę" - dodał.
Dalej schodził, wspomagając się linami poręczowymi, aż w końcu natrafił na ludzi. "Chłopaki szli zbierać śmieci. Spotkałem ich. Zanieśli mnie na dół" - kończy swoją opowieść Dawa. Stamtąd helikopter przetransportował go do szpitala w Katmandu.
Przejdź na Polsatsport.pl