Polacy mistrzami Europy! Były trener kadry wskazał kluczowy moment. "Ten mecz nas utwierdził"
- Pierwszy set finałowego meczu z Francją był kluczowy. Zyskaliśmy przewagę psychologiczną, a zanim rywal się otrząsnął, to już było 2:0 dla nas. Byliśmy faworytami tych mistrzostw, ale jeszcze musieliśmy to potwierdzić. Zrobiliśmy to, mamy komfort, kwalifikację olimpijską i naprawdę świetną drużynę – mówi nam Ireneusz Mazur, były trener reprezentacji Polski.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: W pierwszym secie Francuzi położyli na szali wszystko, ale wygraliśmy. To był klucz, bo potem już poszło.
Ireneusz Mazur, były trener reprezentacji Polski: Pierwszy set miał olbrzymie znaczenie w wymiarze psychologicznym i mentalnym. Francuzi długo nie byli w stanie się z tego otrząsnąć. Zanim to się stało, to było już 2:0 dla nas. Swoją drogą, to w drugim secie zagraliśmy siatkówkę totalną, nasza przewaga była bardzo wyraźna.
Mogliśmy się tym napawać po dramaturgii pierwszego seta.
Swoją drogą ten pierwszy set zrobił się dramatyczny, gdy doszliśmy do bariery 20 punktów. Do tego momentu, to my byliśmy drużyną narzucającą styl grania. Potem oni wskoczyli do tego meczu i zaczęło się takie granie punkt za punkt. Francuzi zagrali na tyle mocno i skutecznie, że najpierw zniwelowali naszą przewagę, a potem narzucili swój styl. Ostatnie słowo należało jednak do nas. Smaczku dodaje jeszcze ten challenge, który był idealnym finałem tego boju o wygranie seta.
Przed chwilą obejrzałem sobie raz jeszcze powtórki i analizę naszego eksperta Jakuba Bednaruka, który zwrócił uwagę na to, jak wygraliśmy ostatniego seta, jak prostym błędem Francuzów zostało to poprzedzone.
Detale w takich meczach zawsze są bardzo ważne. Tu akurat chodziło o zepsucie w sumie prostej piłki przez Brizarda. Ja się zgadzam, że potem nastąpił odjazd, choć z drugiej strony przyznam, że my nawet bez tego błędu wyszlibyśmy z tego meczu obronną ręką. Prawdę powiedziawszy, ja nie czułem, jakiejś niepewności patrząc na grę naszej drużyny. Byliśmy pewni. Nie było żadnych obaw, czy stresu, który mógłby nas sparaliżować. Zwyczajnie robiliśmy swoje.
Jednym słowem pokaz mocy.
Właśnie. I to był pokaz całej drużyny. Popiwczak zachwycał mnie jako libero, podbijając piłki z trudnych pozycji, ale znów zwróciłbym uwagę na Semeniuka. Wszedł, a to nie jest łatwe, i zagrał kolejne świetne spotkanie. Siatkarz, który jest podstawowym zawodnikiem najlepszego klubu na świecie, po raz kolejny pokazał, że potrafi schować do kieszeni swoje ambicje i zagrać dla drużyny. Bo ja jednak zakładam, że Semeniuk jest podrażniony ambicjonalnie, ale potrafi to przekuć w dobre granie. Miał 50 procent skuteczności w przyjęciu, 82 procent w ataku. To świetne wejście, rewelacyjne.
Chwalimy kogoś jeszcze?
Fornala. Grał dobre, czy wręcz bardzo dobre zawody. A jeszcze bym mógł dodać, że nasi środkowi szaleli, że ich ataki były skuteczne. Mógłbym tak dalej, ale jeszcze bym chciał zwrócić uwagę na dojrzałość naszej drużyny w czwartym secie, na ten spokój wewnętrzny. Francuzi próbowali nam ten atut wytrącić, ale im nie wyszło.
Kończymy ten turniej z jedną porażką.
Porażką bez konsekwencji. I chyba jednak wkalkulowaną, bo graliśmy bez Leona. Natomiast dla mnie najważniejszy był mecz z Ukrainą. Według mnie nasi zawodnicy właśnie w tym spotkaniu utwierdzili się w tym, że są mocni i mogą wygrać te mistrzostwa. To było takie spotkanie, gdzie w pewnym momencie dźwigaliśmy ciężary, by w końcówkach grać już łatwo, swobodnie i z taką nieprawdopodobną lekkością. Dla mnie po meczu z Ukrainą stało się jasne, że nikt nam nie zaszkodzi. Zresztą do półfinałowego spotkania ze Słowenią to nawet nie bardzo kto miał to zrobić.
Byliśmy faworytem tych mistrzostw, więc wielu może uznać, że nie stało się nic nadzwyczajnego. W sporcie nic jednak nie przychodzi łatwe. Potwierdzenie roli faworyta na parkiecie też jest nie lada wyzwaniem.
Takie wyzwania czasem paraliżują. I ja się zgadzam z tym, że trzeba to nasze złoto docenić. Proszę zresztą zobaczyć, jak na tych mistrzostwach została zburzona hierarchia w siatkówce. Dotąd mówiliśmy Polacy, Włosi, Francuzi, Słoweńcy czy Bułgarzy. A tu nagle wyskakuje Finlandia. Inna sprawa, że oni wykonali tam kawał dobrej roboty. Podwaliny pod ten obecny sukces kładł jeszcze w latach 90. nasz mistrz olimpijski Włodzimierz Sadalski. Wykonał piękną pracę, którą potem Finowie pociągnęli. Teraz to już naprawdę solidna marka, gdzie ma przypadkowych graczy.
Wyrzucili Włochów ze strefy medalowej, to mówi samo za siebie.
Teraz się pewnie zacznie, bo w ciemno zakładam, że kilku Finów trafi do najlepszych lig, na czele z polską. A tak kończąc podsumowanie, dodałbym jeszcze, że każdy z medalistów jest wygrany. My, bo potwierdziliśmy klasę i mamy kwalifikację. Francuzi, bo drugie miejsce po tych problemach w VNL, to jest jednak sukces. No i Finowie, którzy najmocniej namieszali w hierarchii.
Przejdź na Polsatsport.pl
