Drzyzga jest nim zachwycony. "Sformatowany na dwa sposoby grania"

- Nie przypominam sobie tak łatwo wygranego turnieju przez naszą drużynę. To była dwupasmówka, czy wręcz autostrada. Mamy też kwalifikację olimpijską, choć tym to akurat w ogóle bym sobie głowy nie zawracał. To jest taki bonus – mówi nam Wojciech Drzyzga i zaczyna chwalić poszczególnych zawodników. A najmocniej tego, który zrobił różnicę wchodząc z ławki.

Młody mężczyzna uśmiecha się na tle hali, a w rogu ekranu widać drugiego mężczyznę pokazującego kciuk w górę.
fot. Cyfrasport
Wojciech Drzyzga ocenia występ reprezentacji Polski po zdobyciu mistrzostwa Europy. Podkreśla rolę Kamila Semeniuka

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Miał pan w tym turnieju chwile zwątpienia?

 

Wojciech Drzyzga, 3-krotny wicemistrz Europy, ekspert Polsatu Sport: Nie, absolutnie żadnych. Nasz zespół prezentował się bardzo dobrze. Świetnie był przygotowany pod względem fizycznym, a na to patrzyłem, bo umiejętności siatkarskich nie sposób naszym odmówić. W finale VNL pokazali, co potrafią.

 

Słowem cisza i spokój.

 

Tak nie do końca, choć te obawy z pewnością były mniejsze teraz niż przed Ligą Narodów. Chodzi o to, że wypadło nam z gry trzech środkowych. To było jedno wielkie niebezpieczeństwo. Znając jednak Grbicia i to, jak prowadzi tę kadrę, spodziewałem się, że on swoim doświadczeniem rozwiąże ten problem. Tak się stało. Więc kiedy zawodnicy nie zgłaszali urazów przed mistrzostwami, to byłem dobrej myśli.

 

I potem nawet porażka z Bułgarią nie zmąciła pańskiego spokoju?

 

Nie. Mecz był trudny, ale w tamtym momencie porażka nie miała większego znaczenia. W zasadzie żadnego. Nie zmieniło to mojej opinii, że jesteśmy jednym z niewielu zespołów, który gra powtarzalnie.

 

Mecz z Bułgarią przegraliśmy, grając bez Leona. Czy to oznacza, że my mamy jakiś problem, grając bez niego?

 

Nie mamy żadnego. Nie wiem, dlaczego mielibyśmy mówić, że jak jest Leon, to jest Polska premium, a jak go nie ma, to jesteśmy bezradni. My jesteśmy zespołem z trzema świetnymi przyjmującymi: Leonem, Fornalem i Semeniukiem. Grbić ma wybór, a dzięki każdemu z tych zawodników nasza reprezentacja ma większy potencjał. Tym się różnimy od innych. Jakby z Bułgarią szło jeszcze gorzej, to może Leon by wszedł i zagrał trzy asy, albo popełnił trzy błędy. Ma do tego prawo. A kiedy ta jego gra jest trochę słabsza, kiedy nie trzyma techniki przyjęcia albo gubi skuteczność, to jest Semeniuk. On raczej gra bez błędów. Jak jest, to ta piłka sobie krąży i to też daje nam szansę na dobre granie. A z Bułgarią nie wykorzystaliśmy całego potencjału i to wszystko.

 

Dobrze, że pan wspomniał o Semeniuku. Był chyba na tych mistrzostwach kluczowym zawodnikiem. Eksperci byli nim zachwyceni, bo dawał dobre zmiany.

 

W siatkówce nie ma kluczowych zawodników. Cały zespół jest ważny, na każdej pozycji trzeba mieć takiego umownie kluczowego zawodnika. Trzeba mieć sześciu, najlepiej dziewięciu mocnych graczy, żeby wymknąć się spod sztampy. Natomiast Semeniuk jest wybitnym zawodnikiem, który wchodzi z ławki i dalej jest wybitny.

 

Bo to nie jest wcale takie oczywiste.

 

Wielu wybitnych zawodników posadzonych na ławie nie potrafi pokazać swojego potencjału w krótkich fragmentach gry. Zwłaszcza jeśli wchodzą w trakcie meczu. W klubach tacy siatkarze grają od początku, schodzą na chwilę i nie są przygotowani na to, żeby funkcjonować w innych warunkach. A Semeniuk gra w najlepszym klubie na świecie, w jednej z dwóch najmocniejszych lig i był tam jednym z najlepszych, grając od dechy do dechy. Tak sobie jednak myślę, że ta umiejętność wchodzenia z ławki może się brać z tego, że dwa, trzy lata temu był rezerwowym. Nie zaczynał jako ten wybitny. Może przez to jest mu łatwiej.

 

Może.

 

Mamy takie dwie wersje. Tomka Fornala, który jest złotym dzieckiem od urodzenia i Semeniuka, który był takim brzydkim kaczątkiem, które wskoczyło na ten wyższy poziom. U niego ta cienka granica między graczem premium a takim wchodzącym z ławki nigdy nie została przekroczona. On jest sformatowany na dwa sposoby grania. Mieć takiego gracza, który wchodzi i poprawia naszą grę to wielka siła. W Bułgarii wiemy, że jak się przypilnuje Nikołowa, to oni tracą 50 procent. Nam znoszą Leona, a my wsadzamy następny puzelek. A jak blokują Fornala, to on zaczyna harować więcej w defensywie lub próbujemy ze Śliwką, lub Szalpukiem.

 

Dlatego zostaliśmy mistrzami Europy.

 

I zrobiliśmy to, choć nie graliśmy od początku wybitnie. To zresztą nie miałoby sensu. Co by nam dało, jakbyśmy mocniej zbili słabą Macedonię. Pierwszy mocniejszy przeciwnik, czyli Ukraina został jednak przez nas zmieciony. I potem ta Bułgarią, którą muszę wyjaśnić. To efekt filozofii Grbicia, którą doceniam. Na jego miejscu też bym trochę odpuścił, bo bałbym się choćby o paznokieć każdego z naszych. Ten mecz do niczego nie był nam potrzebny. Mogliśmy nawet jednego seta zagrać na maksa, a potem dać grać zmiennikom. Głównym zadaniem na to spotkanie było zostawienie zespołu w dobrej kondycji.

 

Czy coś pana w tym turnieju zaskoczyło, kogoś by pan wyróżnił? Przy czym nie pytam o nasze gwiazdy.

 

Jest grupa siatkarzy, którzy noszą buławy w plecaku i o nich nie ma co mówić, bo oni tylko potwierdzili swoją wartość. Natomiast nikt poza tym personalnie mnie nie zaskoczył. Mogę natomiast stwierdzić, że mamy rezerwy. Choćby z tego powodu, że atakujący Sasak nie wszedł jeszcze na taki poziom, jakbyśmy chcieli i na mistrzostwach wszystko było na barkach Bołądzia, a jeszcze przypomnę, że w finale VNL przerabialiśmy plan C z Leonem jako atakującym. A tak w ogóle to nie przypominam sobie tak łatwo wygranego turnieju przez naszą drużynę. To była dwupasmówka, czy wręcz autostrada. Mamy też kwalifikację olimpijską, choć tym to akurat w ogóle bym sobie głowy nie zawracał. To jest taki bonus. Uważam jednak, że jakbyśmy nie awansowali teraz, to zrobilibyśmy to innym razem. Na mistrzostwach świata, a na 99,9 procent przez pozycję w rankingu.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie