Legenda skomentowała sukces siatkarzy. "Nie wolno o tym zapominać"

- Owoce, które teraz zbieramy, to efekt wieloletniej, systemowej pracy. Został opracowany i wprowadzony program pracy z młodzieżą, w oparciu o odpowiednią selekcję. Nie wolno zapominać o tym, że wielki udział w budowie potęgi ma PZPS - powiedział nam legendarny kapitan mistrzów świata i IO Edward Skorek, po tym jak Polska po raz pierwszy obroniła złoto ME.

Grupa polskich siatkarzy w czerwonych strojach cieszy się ze zwycięstwa, unosząc ręce w górę na tle pełnej trybun hali sportowej.
CEV
Siatkarze reprezentacji Polski cieszą się ze złota mistrzostw Europy

Michał Białoński, Polsat Sport: Jakie są pańskie wnioski po drugim z rzędu mistrzostwie Europy wywalczonym przez podopiecznych Nikoli Grbicia?

 
Edward Skorek, kapitan mistrzów świata 1974 i mistrzów olimpijskich 1976: Można powiedzieć, że faktycznie chłopaki spisali się na medal i to złoty, spełnili marzenia kibiców. Spore znaczenie miał challenge, który dowiódł dotknięcia siatki Francuzów w końcówce pierwszego seta, czyli w najważniejszym momencie. 

 

To prawda, bo gdyby nie to, to “Trójkolorowi” wygraliby tego seta. 


To był naprawdę kluczowy moment. Gdyby to Francja prowadziła 1-0, to trudniej byłoby wygrać finał. Tymczasem to Polska wyszła na prowadzenie. Niemniej jednak trzeba przyznać, że bardzo dobrze zagrał Kamil Semeniuk. 

 

To fakt, zakończył finał z imponującą skutecznością ataków na poziomie 73 procent. 

 

Kamil udanie zmienił Wilfredo Leona. Cały zespół ponownie pokazał, że ma naprawdę wielkie możliwości. 

 

To zdumiewające, że jesteśmy siatkarską potęgą od wielu lat, a dopiero teraz udało nam się obronić mistrzostwo Europy. Myśli pan, że tym razem mieliśmy nieco ułatwione zadanie z uwagi na fakt, że niektóre nacje mistrzostwa następujące po IO traktują inaczej? Np. Francja przemeblowała skład i na ME miała tylko dwóch mistrzów olimpijskich z Paryża: Antoine’a Brizarda i Trevora Clevenota. 


Na pewno w wielu reprezentacjach następuje pokoleniowa zmiana warty, dlatego dochodzi do przetasowań i przemeblowań składów. Wszyscy spoglądają na zbliżające się za dwa lata LO w Los Angeles. Nie zapominajmy jednak, że już za rok mamy MŚ w domu. Liczymy na to, że u siebie Polacy zagrają tak jak powinni. Jesteśmy dobrej myśli. Wielu moich znajomych liczy właśnie na to. 

 

Co, według pana, jest największą siłą drużyny Nikoli Grbicia? Często wymieniana jest szeroka kadra, bez słabych punktów. Na przykład najwyższy siatkarz w historii reprezentacji Polski - Bartłomiej Lemański, który mierzy 217 cm, wrócił do kadry po siedmiu latach z przytupem. Został wybrany najlepszym środkowym ME. Bartłomiej Bołądź w finale z Francją zdobył 16 pkt. Tak budowany zespół tylko w tym roku wygrał: Ligę Narodów, Memoriał Wagnera, a teraz ME. 

 

Owoce, które teraz zbieramy, to efekt wieloletniej, systemowej pracy, która została zrobiona lata temu. Został opracowany i wprowadzony program pracy z młodzieżą, w oparciu o odpowiednią selekcję.  
Nie wolno zapominać o tym, że wielki udział w budowie potęgi ma Polski Związek Piłki Siatkowej, który rozpropagował tę dyscyplinę. Dzięki niemu powstały Szkolne Ośrodki Siatkarskie, wyedukowano trenerów, którzy prowadzą młodzież. W Polsce szkolenie idzie naprawdę bardzo szeroką falą. Ono zapewnia stały dopływ młodych, obiecujących zawodników.  

 

Nie zapominajmy, że ci ludzie starają się być w reprezentacji. Dzięki temu Nikola Grbić ma wielkie możliwości. Zresztą nie od dzisiaj się mówi, że my możemy wystawić nie tylko pierwszą, ale też drugą i trzecią reprezentację. I każda z nich będzie silna. Oczywiście, zawodnicy z drugiej i trzeciej nie mieliby takiego ogrania, jakie ma pierwsza reprezentacja, niemniej jednak liczy się to, co powiedział Nikola: sport na najwyższym poziomie jest bardzo wymagający i trzeba przez wiele lat pracować na sukces. Sukces nie bierze się znikąd. Trzeba wylewać siódme poty na treningach i trener Grbić zapewnia, że jego podopieczni to robią. 

 

To daje efekty. Jeżeli dany element masz wypracowany do perfekcji, to w decydujących momentach meczu to wychodzi niemal automatycznie. Na zasadzie: “jestem pewny siebie i skończą daną piłkę”, pomimo trudnych warunków, jakie stawia dany przeciwnik. 

 

Zdobycie mistrzostwa Europy zapewniło nam awans na ME w Los Angeles. Czy przygotowania do igrzysk dzięki tego będą ułatwione? A może przeciwnie, jeśli zabraknie rywalizacji w eliminacjach, to może się wkraść uśpienie czujności? 

 

Pewność gry na IO daje wielkie możliwości trenerowi i zespołowi. Trener nie musi się koncentrować na kwalifikacjach, ten problem ma już z głowy. To pozwoli mu na zbudowanie zupełnie innego programu przygotowań do imprezy czterolecia, do igrzysk w Los Angeles.

Michał Białoński
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie