Marek Magiera: Ego schowane głęboko w kieszeni…

Marek MagieraSiatkówka

Nie będę ukrywał, że po finałowym weekendzie mistrzostw Europy siatkarzy jestem mocno podekscytowany. Oczywiście nie chodzi mi tylko o wynik reprezentacji Polski, bo do tego akurat - dzięki systemowej pracy - można się było już dawno przyzwyczaić, ale przede wszystkim niebywałą historią napisaną przez reprezentację Finlandii, zwieńczoną brązowym medalem.

Siatkarz w zielono-białym stroju z piłką w dłoniach na tle rozmytej hali.
fot. PAP
Kamil Semeniuk w barwach reprezentacji Polski.

Najpierw w fazie eliminacji grupowych byliśmy świadkami świetnych widowisk w Tampere, gdzie gospodarze - ze znakomitą oprawą i kapitalnym klimatem na trybunach - odprawiali kolejnych rywali, aż do nieoczekiwanej porażki z Estonią w ostatnim meczu. Później w 1/8 finału Finowie odprawili Greków, mimo że przegrywali już 0:2 w meczu. Wyrzucenie Włochów w ćwierćfinale mistrzostw  i to u nich w domu, na ich boisku - to był prawdziwy majstersztyk. Coś, co już na stałe zapisze się w historii Eurovolleya.

 

ZOBACZ TAKŻE: Słowa uznania w stronę polskich siatkarzy. Ważna postać zabrała głos

 

W naszej dyscyplinie nie ma zbyt wielu tak romantycznych historii. Nie ma ich praktycznie wcale, a wszystko przez specyfikę gry i zasady jej punktowania. Nie dość, że tutaj trzeba wygrać każdą akcję, żeby zdobyć punkt, to później jeszcze trzeba to zrobić w trzech setach, gdzie każdy z nich to osobna historia, która tak naprawdę ma niewiele wspólnego z tą dopiero co zakończoną. Z Francuzami w półfinale Finowie nie mieli szans, nie mieli by ich też z nami. Przed meczem o brąz pomyślałem, że do Słowenii - tak grającej jak w półfinale z Polską - raczej też nie będą mieć podejścia, a tutaj taka niespodzianka. Pyk, pyk, pyk, trzy do zera i brązowy medal.


Słoweńców, którzy skończyli turniej bez medalu, też podziwiam. I to od wielu lat. Czy to przypadek, że ten niewielki kraj, zamieszkały przez ludność liczbowo porównywalną z tą mieszkającą u nas na Mazowszu, dochował się wielkich sportowców? Kolarze, skoczkowie narciarscy, bardzo solidne drużyny reprezentujące sporty zespołowe. Siatkarze Słowenii nie wywalczyli wprawdzie medalu na tych mistrzostwach Europy, ale z ostatnich turniejów przywieźli w sumie cztery krążki - trzy srebrne i jeden brązowy. Teraz zajęli czwarte miejsce, ale znowu dotarli do strefy medalowej. W czym tkwi tajemnica? Jej odkrycie dzięki wyszukiwarce internetowej zajmuje całą minutę.


"W Słowenii, dzięki pracy ministerstwa oraz komitetu olimpijskiego, wdrożony został Program SLOfit – Narodowy system monitorowania talentów. To fundament słoweńskiego fenomenu. Istniejący od dziesięcioleci program polega na systematycznym, corocznym badaniu sprawności fizycznej wszystkich dzieci w wieku od 6 do 19 lat. Nauczyciele wychowania fizycznego co roku przeprowadzają zestaw standaryzowanych testów (np. bieg na 60m, skok w dal z miejsca, testy wytrzymałościowe). Dane trafiają do centralnej bazy danych koordynowanej przez Wydział Sportu Uniwersytetu w Lublanie. Pozwala to na natychmiastowe wyłapywanie dzieci o ponadprzeciętnych predyspozycjach motorycznych (talentów) i kierowanie ich do odpowiednich klubów sportowych".


Trochę prowokacyjnie zacząłem podsumowanie mistrzostw Europy, ale chciałem zwrócić uwagę, że piłka siatkowa, a sport w ogóle, nie składa się z przypadków. Tutaj podstawą jest systemowa praca, którą widać przede wszystkim u nas w siatkówce, co może stanowić wzorzec dla innych dyscyplin.

 

Gdyby tak się głębiej przyjrzeć wspomnianemu systemowi, to wynik Finów summa summarum też nie jest jakoś wybitnie przypadkowy. Proszę posłuchać rozmowy Marcina Lepy z Kamilem Sołoduchą, naszym trenerem analitykiem, który od lat współpracuje z fińską federacją.

 


Na koniec dwa słowa o nas. Z tym, że tutaj jest pewien problem, bo co tu odkrywczego napisać? Że Marcin Komenda powinien trafić do drużyny marzeń? Że wielu z polskich kibiców w roli MVP widziałoby na przykład Bartłomieja Lemańskiego? Że Tomasz Fornal, Wilfredo Leon i Kamil Semeniuk świetnie się uzupełniali? Że Szymon Jakubiszak zagrał świetny turniej? Że każdy z zawodników miał swój udział w tytule, włącznie z rezerwowym w tym Jakubem Majchrzakiem? Że każdy z naszych rywali zagrał swój najlepszy mecz na turnieju, grając akurat przeciwko nam? Że przy okazji złota wywalczyliśmy też bezpośrednią kwalifikację na igrzyska olimpijskie w Los Angeles?


Tu trzeba krótko i treściwie.


Jesteśmy siatkarską potęgą! Mamy wspaniałych i świadomych zawodników! Polecam rozmowę z Kamilem Semeniukiem i opowieść o schowaniu „ego” głęboko do kieszeni. Mamy świetnego trenera! Mamy system! Jesteśmy najlepsi!

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie