Boniek: Nie odstąpię od dialogu z kibicami!

Piłka nożna

Prezes PZPN, Zbigniew Boniek po raz czwarty odpowiadał za organizację finału Pucharu Polski. "Nie zejdę z drogi dialogu z kibicami, który od początku towarzyszy mojej kadencji" - zapowiada szef związku - "Za rok również zorganizujemy finał z oprawami. Nie zamierzam dzielić kibiców na dobrych VIP-ów i złych ultrasów".


Wynika z kultury kibicowania - faktu, że stał się elementem kultury ultrasów.

Niewątpliwie. Dla kibiców są ważne. Race to wymiar ich inności, niezależności. Kibice nie chcą z tego zrezygnować. Może kiedyś uznają, że są przeżytkiem? Dziś race są w Turcji, na Bałkanach, w Polsce. Na Zachodzie kibice bardzo sporadycznie bawią się nimi na stadionach. W Polsce jest inaczej. Politycy zaostrzyli prawo, ale co to dało? Mnie race nie przeszkadzają. Mogą stanowić akcent na stadionach, o ile nie latają w kierunku boiska, czy innych kibiców. Kibice Legii też trochę przesadzili z tymi dymnymi racami na początku spotkania. Mam wrażenie, że im te race wymknęły się spod kontroli. Też zapomnieli, że aż takie zadymienie przeszkadza śledzić mecz - na stadionie, czy przed telewizorem.

W pierwszym roku pańskiej kadencji kilka rac ultrasów Śląska poleciało w sektor rodzinny na Legii - gdy finał Pucharu Polski był rozgrywany jako dwumecz.

I był to skandal. Klub został dotkliwie ukarany. Teraz też Lech - jestem przekonany - poczuje surowość sankcji. Jednak nie może być samej polityki karania. Pierwsza jest polityka dialogu. Teraz kibice Lecha zdradzili nas, oszukali. To się zdarza. Zdaję sobie sprawę, że to była totalna frustracja - nie tyle samym meczem, co całym sezonem. Czara goryczy przelała się po strzeleniu bramki przez Legię. U nas często tak jest - ludzie nie potrafią przegrać. Nie chcą się z tym pogodzić. Wylewa się w takim wypadku frustracja. I tak się stało - 100, czy może 150 sfrustrowanych rzucało race na boisko...

Można było przerwać finał?

Gdyby przerwano finał, nie wiadomo jakie byłyby konsekwencje. Trzeba studiować psychologię tłumu, a i tak nie ma pewności, co się wydarzy. Już kiedyś grałem w meczu, którzy musiał się odbyć, choć przed spotkaniem zginęło 38 kibiców (chodzi o finał Pucharu Europy Juventus - Liverpool w 1985 roku na brukselskim Heysel - przypis red.). Wówczas organizatorzy zdecydowali się na rozegranie spotkania, bojąc się zachowania tłumu. Chcieli dać sobie czas, aby na stadion przybyła policja, wojsko... Przed spotkaniem 2 maja rozmawiałem z sędzią Szymonem Marciniakiem - i różne warianty omawialiśmy. Byłem za tym, aby starać się rozegrać spotkanie do końca - również w trudnych okolicznościach. Przecież jeśli mecz jest przerwany, to spotkaniem zajmują się organy dyscyplinarne. Nie ma żadnej ceremonii... To tego dochodzi psychologia tłumu, która jest zagadką.

Tym większe pochwały dla Arkadiusza Malarza.

Na dziesięciu bramkarzy ośmiu-dziewięciu coś by kombinowało. Malarz zachował się jak mężczyzna.

Wrócę do kary dla Lecha - czy za zachowanie 100-150 nieodpowiedzialnych ultrasów ma cierpieć cały klub?

Klub wziął odpowiedzialność - powiedział, że chce 11 tysięcy biletów dla ultrasów za jedną z bramek. My jako PZPN również ponosimy odpowiedzialność za zachowania naszych kibiców na meczach wyjazdowych, czy u siebie.

Za race, jak to było w Glasgow?

Za race, za różne ekscesy, również za flagi. Prawie za każdym razem płacimy 30-40 tysięcy euro kary...

Legia też płaciła dotkliwe kary - ba, miała zamkniętą "Żyletę", a nawet cały stadion. To były sankcje UEFA. Jednak nie spowodowały zaprzestania dialogu z kibicami Bogusława Leśnodorskiego.


Linia prezesa Leśnodorskiego jest słuszna...

W samym klubie był spór między właścicielami...

Trzeba budować nić porozumienia. Na koniec kibice mają zaufanie do prezesa Leśnodorskiego, a on - w jakimś stopniu - ma zaufanie do nich. Tak było i w moim przypadku. Jestem otwarty na kibiców od początku kadencji. I nie zmienię swojego nastawienia. A że teraz się zawiodłem? Nie zamierzam się obrażać. Choć obrazek rzucanych rac bolał. Tysiąc osób ciężko pracowało dzień i noc, abyśmy mieli wielki finał Pucharu Polski. PZPN zadbał o każdy detal - również o murawę, aby była jak najlepszej jakości. Wysiłek to jedno, a koszty to drugie - organizacja Pucharu Polski kosztował 1 milion złotych. A że nie chcieliśmy, żeby Stadion Narodowy przypominał ten, który podejmie szczyt NATO w lipcu? To był nasz świadomy wybór. Którego nie żałuję, choć kibice Lecha nas oszukali...

Roman Kołtoń, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze