Lorek: Kaznodzieja kocha Rogera

Tenis
Lorek: Kaznodzieja kocha Rogera
fot. PAP

John Anthony przyszedł na świat w Hobart. W 1953 roku przeprawił się łajbą przez cieśninę George’a Bassa i zacumował w Melbourne. John jest artystą obiektywu. Robi zjawiskowe zdjęcia i ma w sobie na tyle odwagi, aby poprosić Marię Szarapową o podpis na fotce…

 

Król Roger ubóstwiany w Hobart

 

Kaznodzieja ze wschodniego Londynu nigdy nie słyszał o Mohamedzie Safwacie, który w pięknym stylu przebrnął przez eliminacje AO (bez straty seta). Mało tego, tenże Sawfat lubi grać na Tasmanii. Na początku lutego 29-letni Mohamed wygrał challengera w Launceston. W finale spakował leworęcznego Australijczyka Alexa Bolta. Sawfata widywano również w Sopocie, gdzie w 2019 roku pokonał zdolnego Hiszpana Pedro Martineza.


Tasmania… Tam kaznodzieja odnalazł swoje miejsce na ziemi. Głosi kazania w kościele w Hobart nieopodal słynnego targowiska ze wspaniałymi owocami, warzywami i nikomu niepotrzebnymi szpargałami zwanego Salamanca Market... Przed laty pastor nie wyobrażał sobie życia poza Londynem. Gdy tylko miał wolny czas, a przy Palliser Road na kortach Queen’s Clubu słychać było szmer odbijanej piłeczki, duchowny nie mógł sobie odmówić przyjemności obejrzenia w akcji Samprasa, Philippoussisa, Hewitta, Roddicka, Nalbandiana i Murraya. Jednak nade wszystko kaznodzieja, który wygodnie rozsiadł się na foteliku w klasie ekonomicznej w samolocie lecącym z Doha do Melbourne, umiłował Rogera. „Pamiętam jego występ w juniorskim Wimbledonie w 1998 roku. Roger wygrał wtedy finał z Gruzinem Labadze. Nie kojarzę, żeby Szwajcar składał więcej niż jedną wizytę w Queen’s Clubie” – wyznał duchowny starannie wycierając usta po kęsie tikka masala. „Zdumiewająca wiedza! – zakrzyknąłem. Roger tylko raz zagrał przy Palliser Road. W 1999 roku rozegrał meczyk z Byronem Blackiem z Zimbabwe i finito!”


Kaznodzieja z detalami pamiętał mecze Rogera na wimbledońskiej trawie. Skutecznie walczył o bilet, aby na własne oczy zobaczyć Szwajcara, który pokonuje Pete’a Samprasa (2001), przegrywa z Baby Goranem – Mario Anciciem (2002), pokonuje Sjenga Schalkena w ćwierćfinale (2003) i nie daje szans Markowi Philippoussisowi w finale Wimbledonu’2003. Pastor nie zapomina o finale Wimbledonu’2009, kiedy A-Rod prowadził z Rogerem 1-0 w setach i był o włos od przesunięcia Szwajcara pod ścianę płaczu (Amerykanin prowadził 6-2 w tiebreaku II seta, aby przegrać 6-8!). Wówczas Pete Sampras oglądał mecz w loży, bo był ciekaw czy ktoś poprawi jego rekord 14 wielkoszlemowych tytułów. Roger wygrał z Roddickiem w pięciu setach (16-14 w decydującej partii), a kaznodzieja nie mógł się go nachwalić pomiędzy pastą, deserem i szklaneczką whisky… „To artysta, który gra najlepiej, gdy jest pod presją. (Prorok jakowyś czy cuś? Skąd wiedział, że Federer ucieknie spod topora w meczach z Johnem Millmanem i Tennysem Sandgrenem?) Gracja, styl, elegancja, artyzm, a przy tym to ojciec rodziny i wzorowy mąż. Jak go nie podziwiać? Będę mu kibicował z całego serca podczas AO. Nigdy nie widziałem gracza o takim talencie. Gdyby Federer był śpiewakiem, bilety na jego koncerty sprzedawałyby się równie dobrze jak wejściówki na słynne The Proms (festiwal muzyki poważnej cieszący się niesłabnącym powodzeniem w londyńskiej Royal Albert Hall). To wyjątkowy mistrz, od którego nie sposób oderwać wzroku…” – piał z zachwytu człowiek, który naprawia ludzkie dusze na wyspie zesłańców.


Zerknąłem na sąsiadujące rzędy foteli… Większość wiary słodko spała, ale pod oknem pukiel włosów poruszył się niczym drzewa w masywie górskim Cradle Mountain na Tasmanii. „To twoja dama?” – spytałem. „Tak” – znacząco uśmiechnął się kaznodzieja. „To dobrze, bo już się bałem, że uwielbienie dla Rogera nie bierze się znikąd…” – odparłem, a kaznodzieja wybuchnął śmiechem.


„Na Tasmanii odkryłem raj na ziemi, ale wiele osób żyje w zapomnieniu i odosobnieniu. Liczba samobójstw nie wynika z braku finansów. Ludziom żyje się dostatnio, lecz cierpią na odizolowanie. Co tydzień w Hobart walczę o zabłąkane dusze, ale pokus jest tyle, że mieszkańcy wyspy wolą kasyno, dyskotekę lub tępe spoglądanie w dziką naturę aniżeli wsłuchiwanie się w głos duchownego. Ja też poszukuję piękna w otaczającym mnie świecie, a gra Federera jest jakby skomponowana przez bogów spoza naszej planety, więc się nim zachwycam. Co nie zmienia faktu, że kocham moją żonę, rodowitą Tasmankę” – uśmiecha się kaznodzieja.


Proponuję kaznodziei wysłuchanie numeru „China in your hand”. Współczesne samoloty dają takową możliwość, aby karmić się dobrą nutą w odróżnieniu od zatęchłych łajb, którymi podróżowali zesłańcy z XIX-wiecznego Londynu do Australii… Brytyjska formacja T’Pau ze zjawiskową wokalistką Carol Decker zasłynęła tym utworem w 1987 roku. „Proszę wybaczyć, że przywołałem zespół T’Pau i numer z 1987 roku. To rocznik Djokovicia… (śmiech kaznodziei) Czy część problemów związanych z australijską duszą nie wynika z chińskiej inwazji (to zdanie zostało wypowiedziane przed epidemią koronawirusa)? Chińczycy mieszkają w Melbourne w enklawach, nie asymilują się z miejscową ludnością, ale są coraz bardziej zadziorni i zaborczy. Jeden z kortów w Melbourne Park nosi nazwę 1573 Arena na mocy lukratywnego kontraktu zawartego przez Tennis Australia z wytwórnią chińskiego alkoholu. Na lotnisku Tullamarine w Melbourne przybywających witają napisy w narzeczu mandaryńskim. Nie uważasz, że Australijczykom wydaje się, że trzymają w garści Chiny dzierżąc filiżankę z chińskiej porcelany, a tak naprawdę szykują sobie potężnego wroga, który niebawem będzie sprawował nad Australią władzę w wymiarze ekonomicznym?” – pytam kaznodzieję.


Chwila ciszy. Pasażerowie spali jak susełki, a pastor popadł w zadumę. „Australia słynie z wielokulturowości i poszanowania obcych kultur. To trudny temat, bo młoda generacja Chińczyków ma w sobie mniej pokory niż ich rodzice, którzy przybyli do Australii praktycznie z niczym poza workiem pełnym nadziei na lepsze jutro. To spory kłopot, bo Chiny z racji położenia geograficznego siłą rzeczy są istotne gospodarczo dla Australii. A zatem jak ustalić proporcje, aby nie przedobrzyć z kociołkiem wielokulturowym i zachować swoją tożsamość? Nie wiem, ale dziś nie można pozbawić Chińczyków przywilejów na jakie zasługują mieszkając na kontynencie australijskim. Dostrzegam głębię pytania – tu nie chodzi o to czy Wielki Szlem zawędruje z Melbourne do Pekinu, tylko czy za pół wieku Australijczycy będą pracować u Chińczyków i będą czuli się obco w swoim ojczystym kraju? Nie wiem…” – zatopił się w myślach kaznodzieja. Stewardessa podała sok z mango i poinformowała, że właśnie pojawił się pierwszy przypadek pacjenta chorującego na koronęwirusa. Pasażer z Wuhan wylądował w Melbourne. Blady strach padł na współpasażerów… Kaznodzieja jeszcze nie doleciał do Hobart, a już miał ręce pełne roboty…

 

Niesforni goście z USA

 

Okazuje się, że nie tylko Chińczycy przyprawiają gościnnych Australijczyków o ból głowy. Australijski bezdomny śpiący pod gołym niebem w chińskiej dzielnicy w Melbourne, zwrócił moją uwagę nie tylko poprzez fantazyjny napis na tekturowym pudełku: „hej, przechodniu, jeżeli dysponujesz drobnymi, rzuć kilka monet. Zbieram na koc z podobizną Sereny Williams”. Finezyjne poczucie humoru. Skoro wałęsający się miś uzbiera już na kocyk z wizerunkiem amerykańskiej mistrzyni, królowa kortu niechybnie otuli go swoim ciałem i bezdomny nie zmarznie, choćby w nocy temperatura spadła do 5 stopni Celsjusza… Tenże bezdomny wyraził bardzo ciekawą opinię. „Należałoby wysłać Johna McEnroe i tą przeklętą Navratilovą do USA. Niech tam robią porządki, a nie u nas w Down Under. Kto im pozwala na noszenie takich transparentów na terenie Melbourne Park i uwłaczanie naszej wielkiej mistrzyni – Margaret Court? Czytałem artykuł w dzisiejszej prasie o haniebnym zachowaniu Johna i Martiny, a czasu na lekturę mam sporo, więc czytałem uważnie…” – wyznał bezdomny, którego nikt nie przepędza, choć w trosce o wizerunek policja mogłaby go usunąć z głównej arterii miasta. Nie w Australii…


Craig Tiley, dyrektor Australian Open, czczony przez zawodników i zawodniczki, bo pula nagród rośnie co roku, troska o nich jest na najwyższym światowym poziomie, więc czemu mieliby i miałyby narzekać, znalazł się w trudnym położeniu. Dotarły do niego zdjęcia, na których McEnroe i Navratilova paradują po Melbourne Park z transparentem: „zmienić nazwę kortu z Margaret Court Arena na Evonne Goolagong Arena”. Ki diabeł? Martina, która chciałaby, aby cały świat funkcjonował wedle jej reguł i zasad, odpaliła torpedę: „Proszę, aby Margaret Court przestała ranić ludzi. Myślę, że Margaret nie ma pojęcia o tym ile osób skrzywdziła swoją retoryką. Niech sobie wierzy w to co chce, ale kiedy rani ludzi, to już przestaje być miłe” – stwierdziła Martina, zdobywczyni 18 Wielkich Szlemów w singlu, 31 w deblu i 10 w mikście.


McEnroe wtórował swojej koleżance. „Tennis Australia stoi przed dylematem: co zrobić z szaloną ciotką Margaret? Mam podpowiedzieć jakie rozwiązanie zastosować? Doceńmy to czego Court dokonała w 1970 roku (wygrała kalendarzowego Szlema w singlu), ale nie szanujmy jej jako osoby. Nie można oddzielić osoby od jej osiągnięć? Serena Williams, mam do Ciebie apel. Zdobądź jeszcze dwa Szlemy i wyprzedź Margaret w historii pod względem wielkoszlemowych tytułów w singlu (Amerykanka posiada 23, a Australijka 24). Wówczas Margaret powędruje na karty historii, tam gdzie jest jej miejsce” – zakończył John McEnroe, zdobywca 7 tytułów Wielkiego Szlema w singlu, 9 w deblu i 1 w mikście.


Kiedy w 2017 roku Nick Kyrgios odpadł w II rundzie AO w pięciu setach z Andreasem Seppim (choć prowadził 2-0 w setach), McEnroe nie szczędził słów krytyki pod adresem młodego Australijczyka. Nazywał Nicka czarną owcą tenisa. Kyrgios nie pozostał mu dłużny i podczas konferencji prasowej sarkastycznie odbijał piłeczkę: „Kto to jest John McEnroe? Ach, były tenisista. Nie pytajcie mnie o nic. Spytajcie Johnny’ego Mc… On wie wszystko!” – grzmiał Kyrgios.


Teraz, kiedy Kyrgios uporządkował swoją grę, ale wciąż pielęgnuje swój genialny talent, John wychodzi na Melbourne Arena po meczu II rundy i usiłuje być kumplem Nicka powołując się na fajny klimat jaki panował podczas Laver Cup. „Wiesz co, Nick? Imponujesz mi. Zapłacę tysiąc dolarów za każdego seta, którego wygrasz w tym turnieju!” – zawołał John.


Problem dotyczący niektórych dawnych gwiazd tenisa polega na tym, że gdy czas przyprószy ich skronie, chcą za wszelką cenę przypomnieć światu o swoim istnieniu. McEnroe był genialnym tenisistą, lecz nie potrafi znieść faktu, że dziś nie wszyscy o nim pamiętają, więc pragnie wytyczać szlak rozwoju Kyrgiosowi i mówić Margaret Court jak ma postępować w temacie małżeństw homoseksualnych. Moment, kiedy John z Martiną wędrował po Melbourne Park, rzekomo w obronie uciemiężonych lesbijek i gejów, był żenującym spektaklem. Czasem lepiej usunąć się w cień i przygotowywać sok z owoców swoim dzieciakom co przed laty McEnroe czynił niż zabraniać Margaret Court prawa do wygłaszania swojej opinii...


John pragnie, aby wciąż głaskać jego ego, a na podobne schorzenie cierpi Martina. Podczas AO’2020 bilety na mecze z udziałem Nicka Hilmy’ego Kyrgiosa rozchodziły się niczym ciepłe bułeczki. Mecz czwartej rundy singla panów: Rafa Nadal – Nick Kyrgios wygenerował horrendalną cenę za wejściówkę – 480 australijskich dolarów – a mimo to chętnych nie brakowało. Kyrgios rozbił bank. Najdroższe wejściówki na największe sportowe święto w Australii – finał AFL (liga futbolu australijskiego) kształtują się na poziomie 422 dolarów za sztukę. Finał NRL (rozgrywki rugby) to wydatek 380 dolarów. Nick jest teraz tam w wymiarze pożądania ze strony fanów, gdzie McEnroe w epoce batalii z Bjornem Borgiem (finały Wimbledonu: 1980-81). Sęk w tym, że kiedy twoje ego jest większe niż Ameryka Południowa, trudno uznać przemijający czas. John, świat nie kręci się wokół ciebie…


Wybitny mistrz paradujący w szortach z transparentem, podpierający się Rennae Stubbs („nie przyjdę na ceremonię upamiętniającą 50 rocznicę wyczynu Margaret Court” – rzekła była australijska deblistka), zagrzewający Navratilovą do ataku na osobę Court… Cóż w tym złego, John, że Margaret wyraża swoje zdanie? Novak Djoković zachował się z klasą w tej materii: „Nie podzielam opinii Court dotyczącej małżeństw tej samej płci, lecz należy uszanować pogląd wielkiej tenisowej mistrzyni. Ma do tego pełne prawo” – stwierdził Nole.


Tennis Australia co roku zaprasza legendy sportu w drugą sobotę Australian Open na uroczysty lunch do hotelu Hyatt. Pierwotnie Martina i John widnieli na liście zaproszonych gości. Czasu przed finałem singla pań mieli co niemiara, więc nie mogli wyłgać się, że są przepracowani i mają mnóstwo obowiązków. Po długim namyśle i licznych dyskusjach, władze australijskiej federacji uznały, że lepiej będzie usunąć Johna i Martinę z listy gości, bo media przyfruną na miotłach niczym na sabat, a na zlocie czarownic może być gorąco… Po cóż psuć wizerunek szczęśliwego Szlema, nieprawdaż? Ok, ale cóż począć z Margaret Court i jej mężem Barrym? Przecież wszystkie legendy spacerują po czerwonym dywanie, a potem dopadają je mikrofony stacji telewizyjnych i rozgłośni radiowych? Prue Ryan, arcymistrzyni PR, rozegrała to pokerowo. Przydzieliła ochronę Margaret i Barry’emu, fotoreporterzy wykonali zdjęcia na ściance ze sponsorami, a gdy tylko chmara reporterów tv i radia ruszyła w stronę Court, ochroniarze zacieśnili środek kortu i nikt nie posłał passingshota w korytarzu deblowym… Drzwiczki się zatrzasnęły, szampan się polał, Marat Safin z Goranem Ivaniseviciem się uśmiechnęli, a Court pozostała nietknięta. Za rok władze federacji nie będą miały problemu, bo nie będzie okrągłej rocznicy triumfu MC, gdyż minie 51 lat, więc nie trzeba będzie zapraszać mistrzyni, tym bardziej, że do Perth jest okrutnie daleko z Melbourne…


Przed laty Margaret Court wyznała, że homoseksualizm jest sprzeczny z poglądami Boga nazywając lesbijki i gejów ludźmi o „nieczystych ciałach”. Court nie chowa głowy w piasek. Jest zacną damą (16 lipca skończy 78 lat), która pamięta o czasach, gdy znani sportowcy czy muzycy byli krytykami sytuacji społecznej. Dlaczego dziś ma być inaczej? „Jestem niezmiernie dumna z tego co osiągnęłam dla mojego kraju reprezentując Australię na kortach całego świata. Nawet dziś, mieszkając w Perth, nikt nie zaczepia mnie na ulicy, nie ciągnie za bark i nie mówi: nienawidzę cię za twoje poglądy. Są za to osoby, które zaczepiają mnie na skwerach czy w restauracji i mówią: brawo, Margaret, poruszasz ważne kwestie, o których inni wolą nie mówić. Ja tylko przypominam o tym, o czym pisze Biblia: życie to kwestia wyborów. Każdy ma wolną wolę i niech czyni wedle swojego uznania. Nie rozumiem dlaczego szykanuje się mnie za moje poglądy, które nie mają nic wspólnego z rocznicą 50-lecia triumfów na Szlemie. Mogą mi zabrać nazwę kortu, przeżyję. Nie żyję dla szyldów” – wyznała Margaret Court przed turniejem AO’2020. Co intrygujące, były trener Margaret Court, dziś 92-letni Frank Sedgman, ma odmienne zdanie niż Court, lecz łączą go serdeczne stosunki z dawną królową kortów. Sedgman wygrał kalendarzowego Szlema w deblu w 1951 roku z Kenem McGregorem, ale posiada również 6 tytułów w singlu. „Mam wnuczka – Brenta Greene’a, który jest gejem. Zaręczam: trudno znaleźć bardziej uczynnego człowieka pod słońcem niż Brent. Orientacja seksualna nic nie mówi o człowieku” – twierdzi Frank.


Tennis Australia nie lubi sporów i niesnasek. Craig Tiley pragnie, aby w świat popłynął komunikat: Aussie Open to święto sportu i wielokulturowy karnawał podkreślający swobodę Australijczyków. W Down Under tolerują twoją odmienność, wolność religijną, nie wskazują palcem na kolor skóry czy płeć. I może właśnie dlatego, aby zażegnać ogień, władze federacji nie wykonały odważnego kroku i nie chciały, aby Margaret Court wręczała trofeum dla mistrzyni singla pań. Sofia Kenin odebrała puchar z rąk Lindsay Davenport, która w 2005 roku przegrała finał AO z Sereną Williams. Kronikarze pamiętają jednakowoż, że Davenport wygrała Australian Open w 2000 roku pokonując Martinę Hingis 6-1, 7-5, a więc wybór Lindsay był uzasadniony…


Wsiadam do tramwaju jadącego w okolice Glenferrie Road w Melbourne. Młoda rodzinka Pakistańczyków, którzy mieszkają od lat w Australii, zwiedza korty Kooyong. Oglądają puchary, drewniane rakiety, bandanę Pata Casha, podstawki na jajka gotowane na twardo z elementami tenisa, podziwiają dawne stroje. Później pójdą rozegrać partyjkę na trawiastym kobiercu, po którym przed laty biegała Margaret Court. Młody człowiek, syn Pakistańczyków, szarpie tatę za rękę i prawi: „tato, a zdobędziemy autograf Margaret Court? To mistrzyni i mądra kobieta, prawda?” I cóż począć, biedny człowieku? Współczesny tramwaj jest zbyt mały, aby pomieścić wszystkie troski tego świata. Christos Kyrgios, brat Nicka powiedział po meczu: Nick Kyrgios – Karen Chaczanow: „Mój brat Nick wciąż ma serce na dłoni i jest wielkoduszny. Nie zmienił się odkąd był brzdącem. Wciąż jest tak samo szalony, ale ma dobre serce. Problem z dzisiejszym światem polega na tym, że ludzie chcą wierzyć w to, co powierzchowne. Każdy zerka na fasadę, nikt nie wchodzi do świątyni, tylko ocenia widok z zewnątrz…” I trudno się z Christosem nie zgodzić…

 

Tomasz Lorek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze