"Akcja ratunkowa na Nanga Parbat nie była bohaterstwem"

Inne

Nie przesadzałbym z określeniami „heroizm” czy „bohaterstwo”. Niedługo okaże się, że pomoc partnerowi wspinaczkowemu będzie bohaterstwem. Akcja na Nanga Parbat była standardowym zachowaniem alpinistów na potrzeby innych alpinistów. Proponowałbym jednak pewien umiar – mówi Jerzy Natkański, dyrektor zarządu Fundacji Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki.


Jak Pan odbiera zarzuty o brawurę, balansowanie na granicy życia i śmierci, wobec himalaistów?

Nie ma tu mowy o brawurze. Oczywiście są zagrożenia, takie jak lawiny, obrywy seraków. Ale przesadą jest postrzeganie nas jako szaleńców, którzy rzucają się w ściany. Instynkt samozachowawczy sprawia, że obserwujemy swój organizm, obserwujemy partnera i zachowujemy się rozsądnie. O żadnej brawurze czy szaleństwie nie ma tu mowy. Jest jeszcze jeden czynnik. W stanach niedotlenienia nie jesteśmy w stanie ocenić swoich sił i zagrożenia.

 

Jeśli jesteśmy sami lub z partnerem, który jest w podobnym stanie i nie może nam pomóc, dochodzi do podejmowania decyzji irracjonalnych, które kończą się tragicznie. Miałem kilka takich przypadków na wyprawach, którymi kierowałem. Musiałem zganiać  osoby, które były w górze od dłuższego czasu i przekonywać, żeby odpuściły atak, że są za długo na tej wysokości, nie mają zabezpieczenia, choć  one same przekonywały mnie, że są w fantastycznej formie i chcą iść, napierać. Wielokrotnie do wypadków dochodzi z powodu braku możliwości ocenienia sytuacji. Kiedy jesteśmy niedotlenieni, inaczej myślimy.

A jak wytłumaczyć komuś, kto nie był nigdy w górach wysokich przeżycia, wręcz metafizyczne, które towarzyszą zdobywaniu szczytu?

Jakie przeżycia metafizyczne...? To tak jakby zapytać maratończyka na mecie o jego uniesienia metafizyczne…

I on bardzo często opowiada o uniesieniu, o endorfinach, które go niosą.

Ale mówimy tu o ostatnich pięciuset metrach, kiedy już widać metę. Trzeba go zapytać o jego przeżycia „metafizyczne” na trzydziestym piątym kilometrze. Podobnie jest w górach. Działa się tam w olbrzymie dyskomforcie fizycznym. Można to porównać do pracy na potwornym kacu. Człowiek się nie wysypia, jest niedotleniony, nie wspominając o wychłodzeniu i odwodnieniu.  Nie widzę tam miejsca na przeżycia metafizyczne. To przychodzi, kiedy człowiek jest w bazie, bezpieczny, wtedy są  endorfiny. Ale tam wysoko w górze jest walka z organizmem, praca w malignie. Są tylko odruchy wspinaczkowe i umiejętności, które pozwalają przesuwać się ku górze. No i to parcie do góry.

 

Cała rozmowa z Jerzym Natkańskim w załączonych materiałach audio.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze