Stefan Horngacher zmienił skoki w przepychankę na balu przebierańców

Zimowe
Stefan Horngacher zmienił skoki w przepychankę na balu przebierańców
fot. Cyfrasport
Stefan Horngacher

Podczas drużynówki na igrzyskach w Pekinie nie będziemy już skupiać się na tym, kto ile skoczył i czy wylądował telemarkiem, ale co i na jaką długość mu zwisa w kroku. Stefan Horngacher trenerem jest wybitnym, ale trochę też, niestety, pieniaczem i obłudnikiem. W skokach ze sprzętem i strojami kombinują wszyscy, bacznie też kontrolując rywali, ale Austriak swoim zachowaniem zrobił z tej dyscypliny trochę bal przebierańców, albo zabawę dzieci w piaskownicy.

Stefanowi puściły nerwy

Takie zagrania a’la Mourinho obserwujemy też często w skokach, nie tylko ze strony Horngachera i Polaków. Jeśli chodzi o sportowy przebieg karier Portugalczyka i Austriaka, też można dostrzec pewne podobieństwa. Wejście smoka, uznanie, wspaniałe sukcesy, a później jednak pewien kryzys. Szczególnie zauważalny u Mourinho, któremu nie wychodzi już w kilku klubach z rzędu.


Horngacher też jest pod dużą presją. Wykonał wspaniałą robotę z polską kadrą, bo nie tylko Kamil Stoch zdobywał przy nim złote medale olimpijskie, ale też odbudował krnąbrnego i trudnego Piotra Żyłę, sprawił, że Dawid Kubacki zaczął latać na miarę możliwości. Po objęciu kadry Niemiec, też zaczął ją wyprowadzać z kryzysu.

 

W Pekinie jednak Horngacher znalazł się pod ścianą, bo Geigerowi i spółce nie szło. Na normalnej skoczni ich występ był katastrofą. Mogli trochę uratować twarz w drużynowym konkursie mieszanym, to przyszła ta dyskwalifikacja. Nic dziwnego, że Austriakowi puściły nerwy i robił wszystko, by Geiger i Eisenbichler zdobyli medal na dużej skoczni. Udało się, choć w atmosferze skandalu. Dobrze, że nikomu palca do oka nie wsadzał, jak Mourinho. Ale podczas konkursu drużynowego znów będzie pewnie nerwowo i gorąco.

Slatnar: Horngacher jest idiotą

Przy okazji afery z kombinezonem Geigera przypomniały mi się dwa słynne cytaty z polskich komentatorów. Do legendy przeszły słowa znakomitego Bohdana Tomaszewskiego o tym, że "Pani Szewińska nie jest już taka świeża w kroku jak dawniej". Z kolei jeden z komentatorów piłkarskich zauważył, że "widać wielkie ożywienie w kroku Lewandowskiego". Geiger był za miękki w kroku, ale szczęśliwie się do dla niego skończyło, a my zapamiętamy łzy Kamila Stocha po czwartym miejscu w Pekinie.


Horngacher podpadł nie tylko Polakom. Jeszcze dosadniej wyrażają się o nim przedstawiciele innych nacji. - Stefan Horngacher uważa się za boga, a jest idiotą - wypalił po zawodach w Willingen słoweński producent sprzętu narciarskiego Peter Slatnar. Horngacher bowiem podczas tych konkursów zgłosił protest nie tylko przeciwko Polakom za nowinki w ich butach, ale także przeciwko Yukiyi Sato. Japończyk miał podobno zbyt szerokie narty, które zostały wyprodukowane właśnie przez Slatnara.


Z kolei w listopadzie w Ruce Horngacherowi nie spodobały się wiązania Anze Laniska, przygotowane dla niego przez Slatnara. Słoweniec wygrał konkurs, a austriacki szkoleniowiec domagał się dyskwalifikacji Laniska, ale tym razem kontrolerzy i sędziowie nie ulegli tej presji. Na kolejne zawody Słoweńcy jednak musieli zmienić wiązania.

Kubacki nie zasłużył na medal?

Kontrowersje w skokach nie są oczywiście związane tylko ze sprzętem. Zbyt wiele jest dyskusyjnych zmiennych, które sędziowie mogą różnie interpretować. Gdyby decydowała tylko odległość, wszystko byłoby jasne. Dochodzą jednak oceny za styl i właśnie w Pekinie Słoweńcy mieli wielkie pretensje, że Dawid Kubacki zdobył brązowy medal niesprawiedliwie, kosztem Petera Prevca, który dostał od sędziów zbyt niskie noty za styl i dlatego przegrał z Polakiem o pół punktu. Jednak not co do pół punktu nie da się do końca sprawiedliwie wyważyć i trudno jednoznacznie mówić o jakimś wielkim skandalu. Sędziowie zwykle oceniają trochę po gospodarsku i pod swoich zawodników.


Gdy dodamy do tego, że skoczkowie otrzymują jeszcze ujemne bądź dodatnie punkty za wiatr pod narty lub w plecy, że sędziowie mogą w trakcie konkursu zmieniać długość rozbiegu, wstrzymać skoczka lub nie przy podmuchach wiatru, mogą przerwać konkurs – to wielokrotnie robi się z tego loteria i nie wszystko jest sprawiedliwe. Robią się – jak zwykł mawiać Jan Tomaszewski o boskich piłkarzach, o których Bóg tylko wie, jak danego dnia zagrają – boskie konkursy. Bo Bóg jeden tylko raczy wiedzieć, jakie będą warunki i wyniki. I czy nikt nie zostanie zdyskwalifikowany za sprzęt. Miejmy nadzieję, że wkrótce w przepisach nie będzie dodatnich i ujemnych punktów za to, kto ile ma centymetrów w kroku kombinezonu.

 

W tym momencie nawet uważający się za Boga – zdaniem Slatnara – Horngacher, nie jest w stanie przewidzieć, co się wydarzy i w poniedziałkowej drużynówce i w całym sezonie. Austriak, gdy pracował z polską kadrą, często grał z Żyłą i innymi zawodnikami na gitarze. Mogą więc wspólnie zanucić za Varius Manx albo za Lady Pank ("Marchewkowe pole"): "Wszystko się może zdarzyć...".

Robert Zieliński/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie