Biegler w Kulisach Sportu: Irytowałem się, gdy jeszcze latem świętowano brązowy medal z Kataru

Piłka ręczna

Od początku postawiono przede mną cel – 2016 rok. Z tego punktu widzenia medal mistrzostw świata przyszedł nawet trochę za wcześnie. Trochę się irytowałem, bo jeszcze latem był świętowany - to słowa Michaela Bieglera, który był gościem Romana Kołtonia w Kulisach Sportu. Niemiecki selekcjoner reprezentacji Polski zdradził przed kamerami Polsatu Sport wiele swoich tajemnic.

Dostrzegam wielu trenerów, którzy chcą koniecznie iść swoją drogą, a Pan był bardzo spokojny kształtując swoje życie. Chciał się Pan kształcić, chciał się Pan uczyć?

Ciągle to robię. Prowadzę kursy dla IHF - Międzynarodowej Federacji Piłki Ręcznej, przygotowuję wykłady, również w oparciu o materiały wideo, mam na koncie bardzo wiele publikacji w Niemczech. Federacja też tego ode mnie oczekuje, również IHF. A przy tym to sprawia mi rzeczywistą satysfakcję. Pochodzę z czasów, gdy potrzebne było bardzo wszechstronne przygotowanie do zawodu. Czasy się zmieniają, teraz to wszystko przebiega dużo szybciej.

Żeby osiągnąć sukces trzeba być naprawdę dobrze przygotowanym.

W normalnych okolicznościach, jak najbardziej...

Ma Pan specjalne rady dla „Kasy” – Sławomira Szmala? Wiem, że był Pan również specjalistą od treningu bramkarskiego. Czasami...

Wymagali tego ode mnie pierwsi trenerzy, było to jednym z pierwszych zadań w połowie lat siedemdziesiątych. W 1985 czy 1986 r. żaden specjalista nie zajmował się bramkarzami, nie można było przeczytać o tym żadnego podręcznika. Nie można było przeanalizować żadnego wideo, w takich okolicznościach pierwszy trener mówił „zajmij się bramkarzami”. Wdrożyłem się w tę pracę, miałem wielkie szczęście pracować z Kasą, z Marcinem Wicharym, z Piotrem Wyszomirskim, z Andreasem Thielem, Holpertem, Daoudą Karaboue, z Mattiasem Anderssonem z reprezentacji Szwecji. Mogłem pracować z naprawdę bardzo wieloma wspaniałymi bramkarzami. Nie mogę jednak powiedzieć, że w stu procentach jestem do tego przygotowany – sam nie byłem bramkarzem. Nie mogę im dać ostatniego szlifu, ponieważ sam nie grałem na tej pozycji. Dostrzegam jednak, że oni chętnie trenują ze mną, a ja chętnie z nimi pracuję. Również chętnie ich słucham, co dużo mi daje.

Rozmawiamy o bardzo wielu aspektach treningu, a jak istotny jest aspekt psychologiczny? Jak istotna jest rola trenera w tym obszarze?

Trzeba mieć dobre emocje ze swoim zespołem, zdawać sobie sprawę czego potrzebuje, a co poszczególni zawodnicy myślą, niesamowicie istotne jest zrozumienie, że każdy się liczy.

Każdy zawodnik w kadrze?

Każdy, nawet taki, który gra tylko trzy minuty. Dla przykładu, na zgrupowaniach przeprowadzam bardzo wiele rozmów indywidualnych. Każdy może do mnie przyjść i omówić swoją sytuację i uważam, że jest to ważne. Zdarzają się takie sytuacje, gdy warto sięgnąć po specjalistę. Trzeba się jednak wsłuchać w to, jak funkcjonuje zespół. Czy potrzebuje tego? Czy tego chce? Czy to coś wniesie? Trzeba dużo myśleć, zastanawiać się, analizować. Jak postępować z poszczególnymi zawodnikami, a zarazem wobec całej drużyny być transparentnym. Musi być jasny przekaz dlaczego podejmuje się daną decyzję. Musi być jasny przekaz do umysłów, aby każdy mógł się z tym identyfikować. Nie można dopuścić do sytuacji, że któryś z zawodników będzie myślał, że nie jest potrzebny. Naprawdę jest wiele aspektów i to jest ważne.

Prowadzi Pan generację zawodników, która już wcześniej miała wielkie sukcesy. To nie jest łatwe, aby objąć stanowisko selekcjonera po ośmiu latach pracy na nim Bogdana Wenty - i dwóch medalach mistrzostw świata. Nie jest łatwo po takim okresie przyjść i okiełznać sytuację.

Mi nie sposób tego ocenić. Jedno mogę podkreślić - zawodnicy byli wspaniali i wspaniale pracują. Są naprawdę skoncentrowani i ułatwiają mi zadanie. Większość z nich grała w Niemczech.

Przez to rozumiecie się jeśli chodzi o język.

Tak, język nie jest żadnym problemem, mam też świetnego asystenta, który nie tylko jest tłumaczem, Jacek pomaga mi...

Jacek Będzikowski?

Tak, tak - jest świetnie przygotowany taktycznie, czasami słyszę, czytam, że to tylko mój tłumacz, a to w ogóle nie odpowiada prawdzie. Mamy także świetnego trenera od przygotowania fizycznego. Mamy ciekawy sztab – z fizjoterapeutami, lekarzem, analitykami. Także to właśnie rozwinęliśmy. Zawodnicy, którzy wywalczyli medale w 2007 i 2009 jak „Kasa”, Michał Jurecki, Bartek Jurecki, Karol Bielecki, oni dalej są głodni sukcesu. A to jest kluczem do sukcesu.

Czy naprawdę tak łatwo ułożyła się współpraca – na przykład - z Michałem Jureckim?

Znałem go trochę już z Niemiec, „Dzidziuś” ma nieprawdopodobne umiejętności, trzeba do niego dotrzeć, jest wspaniałym człowiekiem. Lubię z nim pracować, a on wykonuje wspaniałą robotę w drużynie narodowej.

Podjął Pan swego czasu decyzję, gdy w klubie był zawodnikiem trzeciego wyboru na swojej pozycji, a Pan mu dał pozycję numer jeden, to był sygnał dla niego, wymiar zaufania.

Tak, ale ja muszę każdemu z zawodników okazywać zaufanie, nawet jeśli niekoniecznie są tym pierwszym wyborem. Ale oni są częścią zespołu i muszą mieć poczucie, że są istotni.

To są te rozstrzygające kwestie?

Nie wszystko robimy prawidłowo – powiem to bez ogródek. To działa na zasadzie metody prób i błędów, nie wszystkie decyzje zawsze będą trafione. Trzeba zobaczyć jak rozwinie się sytuacja, jak zachowają się zawodnicy. Otrzymuje się też informację zwrotną w rozmowach z zawodnikami, nie ma jednego patentu.
Roman Kołtoń, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze