Polanski w szokującym wywiadzie: Ktoś chciał się mnie pozbyć z kadry

Nie widzę sensu współpracy z panem Nawałką. Kadrę traktuje jak drużynę juniorów. Piłkarze czują, że to nie jest poważne. Może nie jestem najlepszy na świecie, ale zasłużyłem na szacunek. Ktoś chciał się mnie pozbyć i mu się udało – mówi w szokującej rozmowie z Polsatsport.pl Eugen Polanski, który zrezygnował w piątek z gry w reprezentacji Polski.
Sebastian Staszewski: Dlaczego zrezygnował Pan z gry w reprezentacji Polski?
Eugen Polanski: Rezygnuję do czasu, gdy trenerem kadry jest Adam Nawałka. Jeśli kolejny selekcjoner będzie zainteresowany moim usługami, wystarczy jeden telefon i stawię się na zgrupowaniu. Dla Polski mogę grać zawsze i wszędzie, mogę przyjechać na zgrupowanie nawet rowerem. W tej chwili jednak nie widzę sensu współpracy z panem Nawałką.
To zaskakujące, bo do niedawna nie brał Pan pod uwagę żadnej rezygnacji. Podobnie trener Nawałka – chciał Pana powołać na towarzyski mecz z Litwą. Pan jednak odmówił.
Trener chciał mnie powołać, a ja poinformowałem o tym dyrektora sportowego Hoffenheim Alexandra Rosena i trenera Markusa Gisdola. Obaj byli niezadowoleni. Wcześniej nie pozwolili mi jechać na mecz Niemcami, więc od razu wiedziałem, że będą na „nie”. Na końcu trener pozostawił wybór mi. Niby to była moja decyzja, ale czułem, że mógłbym mieć w klubie problemy.
Arsenal, Borussia czy Torino pozwoliły swoim piłkarzom trenować w Gdańsku. Czemu Hoffenheim robił problemy?
Kiedy dyrektor Rosen dowiedział się o meczu z Niemcami tylko się śmiał. Pytał mnie kto to w ogóle wymyślił? Powiedział, że nie pojadę i już. Miałem lecieć do Indii. Jeśli ktoś twierdzi, że wolałem zasuwać 6 tys. kilometrów, zamiast przejechać autem 600 do Hamburga, to jest śmieszny. PZPN ma dokumenty potwierdzające to, że Hoffenheim odmówił zwolnienia Polanskiego. Nawet niemiecka federacja DFB dwa razy wysyłała pisma i nic!
Wiele osób jednak pisze w komentarzach, że jest Pan leniem, że nie chciało się Panu przyjechać na zgrupowania przed meczami towarzyskimi. W mediach też można znaleźć taki przekaz.
Tym ludziom mogę przypomnieć jedno: kiedy graliśmy z Anglią, a moja żona leżała w szpitalu, bo miała problemy z ciążą, mogłem z nią zostać, bo miałem na to zgodę trenera Fornalika. Mimo to przyjechałem do Warszawy, chociaż był to dla mnie trudny czas. I co? Teraz miało mi się odmienić?
Mecz z Niemcami był jednak w trakcie sezonu, natomiast z Litwą – już w wakacje.
Ale to mecz poza terminem FIFA. Klub chce, żeby zawodnik, który zagrał ponad 30 meczów w sezonie, odpoczął. Rozumiem to. Prawda jest taka, że wszyscy piłkarze stukali się w głowę, kiedy dowiedzieli się o terminie zgrupowania. Nie znam drugiej reprezentacji, która robi obóz na kilka dni w trakcie urlopów.
Oni jednak zapowiedzieli przyjazd, a Pan nie.
Powiedziałem o tym trenerowi Nawałce. Odpowiedział, że w takim razie raczej trudno się spodziewać, abym był brany pod uwagę podczas eliminacji. OK., to byłem jeszcze w stanie zrozumieć. Wkur… mnie dopiero to, że dziesięć minut później dzwonili już dziennikarze z gazet. No to jak to? Rozmawiamy między sobą, czy przy mediach? Trener na zgrupowaniu uczulał nas na rozmowy z gazetami, telewizjami, kazał uważać, nie mówić za dużo, a za chwilę taki numer. Zagotowałem się.
A może to był przypadek?
Tak, na pewno. Od razu miałem wrażenie, jakby trwało wyczekiwanie na moment, kiedy z Polanskiego będzie można zrezygnować. Nawałka powiedział, że nie mam co liczyć na powołanie, bo nie przyjadę na Litwę. Nie miała liczyć się forma, moja dyspozycja, tylko to, czy przyjechałbym na kilka dni treningów w wakacje.
Prawdą Nawałki jest fakt, że terminów na testowanie piłkarzy selekcjoner ma mało. Listopad, zgrupowanie w ZEA, później Szkocja i nieoficjalny mecz z Niemcami. Po sparingu z Litwą czas na eliminacje.
Jasne, nie mogę winić go za to, że ma mało terminów. Nie winię go też za to, że nie powołał mnie w listopadzie, ani, że ze Szkocją zagrałem ledwie chwilę. To prawo każdego trenera. Ale zawodnika powinno się szanować.
Pan nie czuł się szanowany, traktowany dobrze?
Każdy chyba wie, że od samego początku moje relacje z trenerem układały się źle. Od razu, kiedy Nawałka nie powołał mnie na pierwszy obóz, usłyszałem od kilku osób, które były przy reprezentacji i w PZPN, że nie jestem tam mile widziany. Nie wierzę, że ci ludzie ustalili sobie wersję, którą wmówili Polanskiemu. Słyszałem, że mój brak to nie tylko decyzja trenera.
Czyja więc?
Nie wiem kto tam rządzi. Dla mnie zawsze ostatnie słowo powinno należeć do szkoleniowca. Słyszałem jednak, że na Nawałkę ktoś miał wpływ i tyle. Czekali na to, żeby zrobić coś z Polanskim. No to mają to, co chcieli.
To są bardzo mocne słowa. Wie Pan, że ten wywiad to droga tylko w jedną stronę?
Wiem. Teraz trener może powiedzieć, że mnie powołał, a ja nie chciałem. Niech tak mówi. Nie byłem traktowany przez trenera serio. Czułem to cały czas. Zawsze, kiedy rozmawialiśmy, Nawałka mnie chwalił. Mówił, że zna mnie już od czasów juniorskich reprezentacji Niemiec. Później powtarzał, że ogląda moje mecze w Bundeslidze, że wie, jaka jest moja wartość, liczy na mnie. Zawsze był zadowolony. Później albo mnie nie było, albo zagrałem chwilę. No, to faktycznie był zadowolony…
A może Pan za dużo oczekiwał? Może trzeba było poczekać, może trener faktycznie miał na Pana plan, pomysł?
Nie jestem najlepszy na świecie, nie muszę grać cały czas, ale w formie, w której byłem, na pewno pomógłbym reprezentacji. Grałem u trenera Smudy i grałem u trenera Fornalika. Nigdy nie byłem jednak w tak dobrej dyspozycji, jak teraz. I co? I właśnie teraz zabrakło dla mnie miejsca. Powiem szczerze: zależało mi na tej grze i należało mi się to. Chciałem być traktowany na serio, a tak nie było.
Kibicom trudno to ocenić. To co dzieje się na zamkniętych zazwyczaj treningach, czy w zaciszu hotelu, to reprezentacyjna tajemnica. Dziennikarze też rzadko mają okazję wiedzieć znacznie więcej, niż inni.
Piłkarze nigdy o tym nie mówili, ale to, co Nawałka robi w kadrze, to nie jest poważna drużyna. To reprezentacja Polski juniorów! Traktuje piłkarzy jak dzieci, a przecież jesteśmy dorośli. Czekaliśmy na opinię trenera, czekaliśmy na taktykę, zamiast tego trenowaliśmy rzuty karne i różne. Byłem na trzech zajęciach przed Szkocją i nie otrzymaliśmy tam żadnej taktycznej lekcji. Później na boisku jeden patrzył na drugiego, bo nie wiedział, co ten zrobi. Nie widzicie tego z boku? W telewizorze?
Tego akurat trudno nie zauważyć.
Bo my nie wiedzieliśmy co robić w ataku, co robić w obronie! Zespół jest doświadczony, są dobrzy piłkarze, ale oni nie mają wskazanej drogi. Nie chcę teraz krzyżować Nawałki, ale coś robi źle, bo ta drużyna nie funkcjonuje poprawnie. To widzi chyba każdy, kto się interesuje.
Długo zastanawiał się Pan nad tą decyzją? To decyzja, która ma na Pana życie olbrzymi wpływ. Mówi Pan, a Pana głos co chwilę się łamie. To chyba nie jest łatwa chwila?
Tak, bo poświęciłem się tej drużynie. Byłem z nią sercem. Do tej pory nie myślałem więc o czymś takim, jak rezygnacja. Każde powołanie napawało mnie dumą i moja rodzina czy znajomi potwierdzą, że tydzień przed kadrą chodziłem już nerwowy. Czekałem na przyjazd do kraju, na spotkanie z kibicami, którym muszę za ten czas podziękować. To, co Nawałka powiedział w gazecie i jak załatwił sprawę ze mną, nie było jednak profesjonalne. Dlatego przemyślałem moją sytuację i postanowiłem zrezygnować.
Ludovic Obraniak zrezygnował z gry u Fornalika, ale wrócił u Nawałki. Pan nie wie ile czasu będzie musiał czekać. Pan właściwie nie wie, czy w ogóle kiedykolwiek do tej kadry wróci. Może zwyczajnie zabrakło komunikacji na linii selekcjoner-piłkarz?
Jeśli trener nie widział mnie w drużynie, mógł mi powiedzieć to w twarz i nie byłoby problemu. Jestem facetem, zrozumiałbym. Zamiast tego przed meczem ze Szkocją rozmawialiśmy godzinę, a po wyjściu z pokoju nie wiedziałem o co trenerowi chodzi. Dużo mówił, ale treści zbyt wiele w tym nie było. Chwalił, chwalił a za chwilę mówi, że nie gram! Dlaczego? Tego nie powiedział. No to jak jest tak dobrze, to czemu nie zasługuję na występ?
A gdyby Nawałka zmienił jednak zdanie? Gdyby uznał, że Pana potrzebuje, pojechał do Niemiec spotkać się z Panem i po męsku porozmawiać?
Nie wierzę, że trener zrobi coś takiego, więc nie muszę nawet odpowiadać na to pytanie. Do tej pory problem stał się zbyt duży, by się z niego wycofać. Drużynie życzę jednak wszystkiego najlepszego. Zawsze czułem się w niej dobrze, nigdy nie miałem z nikim kłopotów. Oby im się wiodło. U Nawałki jednak gra nie ma sensu. Widocznie nie jestem mu potrzebny.
Eugen Polanski: Rezygnuję do czasu, gdy trenerem kadry jest Adam Nawałka. Jeśli kolejny selekcjoner będzie zainteresowany moim usługami, wystarczy jeden telefon i stawię się na zgrupowaniu. Dla Polski mogę grać zawsze i wszędzie, mogę przyjechać na zgrupowanie nawet rowerem. W tej chwili jednak nie widzę sensu współpracy z panem Nawałką.
To zaskakujące, bo do niedawna nie brał Pan pod uwagę żadnej rezygnacji. Podobnie trener Nawałka – chciał Pana powołać na towarzyski mecz z Litwą. Pan jednak odmówił.
Trener chciał mnie powołać, a ja poinformowałem o tym dyrektora sportowego Hoffenheim Alexandra Rosena i trenera Markusa Gisdola. Obaj byli niezadowoleni. Wcześniej nie pozwolili mi jechać na mecz Niemcami, więc od razu wiedziałem, że będą na „nie”. Na końcu trener pozostawił wybór mi. Niby to była moja decyzja, ale czułem, że mógłbym mieć w klubie problemy.
Arsenal, Borussia czy Torino pozwoliły swoim piłkarzom trenować w Gdańsku. Czemu Hoffenheim robił problemy?
Kiedy dyrektor Rosen dowiedział się o meczu z Niemcami tylko się śmiał. Pytał mnie kto to w ogóle wymyślił? Powiedział, że nie pojadę i już. Miałem lecieć do Indii. Jeśli ktoś twierdzi, że wolałem zasuwać 6 tys. kilometrów, zamiast przejechać autem 600 do Hamburga, to jest śmieszny. PZPN ma dokumenty potwierdzające to, że Hoffenheim odmówił zwolnienia Polanskiego. Nawet niemiecka federacja DFB dwa razy wysyłała pisma i nic!
Wiele osób jednak pisze w komentarzach, że jest Pan leniem, że nie chciało się Panu przyjechać na zgrupowania przed meczami towarzyskimi. W mediach też można znaleźć taki przekaz.
Tym ludziom mogę przypomnieć jedno: kiedy graliśmy z Anglią, a moja żona leżała w szpitalu, bo miała problemy z ciążą, mogłem z nią zostać, bo miałem na to zgodę trenera Fornalika. Mimo to przyjechałem do Warszawy, chociaż był to dla mnie trudny czas. I co? Teraz miało mi się odmienić?
Mecz z Niemcami był jednak w trakcie sezonu, natomiast z Litwą – już w wakacje.
Ale to mecz poza terminem FIFA. Klub chce, żeby zawodnik, który zagrał ponad 30 meczów w sezonie, odpoczął. Rozumiem to. Prawda jest taka, że wszyscy piłkarze stukali się w głowę, kiedy dowiedzieli się o terminie zgrupowania. Nie znam drugiej reprezentacji, która robi obóz na kilka dni w trakcie urlopów.
Oni jednak zapowiedzieli przyjazd, a Pan nie.
Powiedziałem o tym trenerowi Nawałce. Odpowiedział, że w takim razie raczej trudno się spodziewać, abym był brany pod uwagę podczas eliminacji. OK., to byłem jeszcze w stanie zrozumieć. Wkur… mnie dopiero to, że dziesięć minut później dzwonili już dziennikarze z gazet. No to jak to? Rozmawiamy między sobą, czy przy mediach? Trener na zgrupowaniu uczulał nas na rozmowy z gazetami, telewizjami, kazał uważać, nie mówić za dużo, a za chwilę taki numer. Zagotowałem się.
A może to był przypadek?
Tak, na pewno. Od razu miałem wrażenie, jakby trwało wyczekiwanie na moment, kiedy z Polanskiego będzie można zrezygnować. Nawałka powiedział, że nie mam co liczyć na powołanie, bo nie przyjadę na Litwę. Nie miała liczyć się forma, moja dyspozycja, tylko to, czy przyjechałbym na kilka dni treningów w wakacje.
Prawdą Nawałki jest fakt, że terminów na testowanie piłkarzy selekcjoner ma mało. Listopad, zgrupowanie w ZEA, później Szkocja i nieoficjalny mecz z Niemcami. Po sparingu z Litwą czas na eliminacje.
Jasne, nie mogę winić go za to, że ma mało terminów. Nie winię go też za to, że nie powołał mnie w listopadzie, ani, że ze Szkocją zagrałem ledwie chwilę. To prawo każdego trenera. Ale zawodnika powinno się szanować.
Pan nie czuł się szanowany, traktowany dobrze?
Każdy chyba wie, że od samego początku moje relacje z trenerem układały się źle. Od razu, kiedy Nawałka nie powołał mnie na pierwszy obóz, usłyszałem od kilku osób, które były przy reprezentacji i w PZPN, że nie jestem tam mile widziany. Nie wierzę, że ci ludzie ustalili sobie wersję, którą wmówili Polanskiemu. Słyszałem, że mój brak to nie tylko decyzja trenera.
Czyja więc?
Nie wiem kto tam rządzi. Dla mnie zawsze ostatnie słowo powinno należeć do szkoleniowca. Słyszałem jednak, że na Nawałkę ktoś miał wpływ i tyle. Czekali na to, żeby zrobić coś z Polanskim. No to mają to, co chcieli.
To są bardzo mocne słowa. Wie Pan, że ten wywiad to droga tylko w jedną stronę?
Wiem. Teraz trener może powiedzieć, że mnie powołał, a ja nie chciałem. Niech tak mówi. Nie byłem traktowany przez trenera serio. Czułem to cały czas. Zawsze, kiedy rozmawialiśmy, Nawałka mnie chwalił. Mówił, że zna mnie już od czasów juniorskich reprezentacji Niemiec. Później powtarzał, że ogląda moje mecze w Bundeslidze, że wie, jaka jest moja wartość, liczy na mnie. Zawsze był zadowolony. Później albo mnie nie było, albo zagrałem chwilę. No, to faktycznie był zadowolony…
A może Pan za dużo oczekiwał? Może trzeba było poczekać, może trener faktycznie miał na Pana plan, pomysł?
Nie jestem najlepszy na świecie, nie muszę grać cały czas, ale w formie, w której byłem, na pewno pomógłbym reprezentacji. Grałem u trenera Smudy i grałem u trenera Fornalika. Nigdy nie byłem jednak w tak dobrej dyspozycji, jak teraz. I co? I właśnie teraz zabrakło dla mnie miejsca. Powiem szczerze: zależało mi na tej grze i należało mi się to. Chciałem być traktowany na serio, a tak nie było.
Kibicom trudno to ocenić. To co dzieje się na zamkniętych zazwyczaj treningach, czy w zaciszu hotelu, to reprezentacyjna tajemnica. Dziennikarze też rzadko mają okazję wiedzieć znacznie więcej, niż inni.
Piłkarze nigdy o tym nie mówili, ale to, co Nawałka robi w kadrze, to nie jest poważna drużyna. To reprezentacja Polski juniorów! Traktuje piłkarzy jak dzieci, a przecież jesteśmy dorośli. Czekaliśmy na opinię trenera, czekaliśmy na taktykę, zamiast tego trenowaliśmy rzuty karne i różne. Byłem na trzech zajęciach przed Szkocją i nie otrzymaliśmy tam żadnej taktycznej lekcji. Później na boisku jeden patrzył na drugiego, bo nie wiedział, co ten zrobi. Nie widzicie tego z boku? W telewizorze?
Tego akurat trudno nie zauważyć.
Bo my nie wiedzieliśmy co robić w ataku, co robić w obronie! Zespół jest doświadczony, są dobrzy piłkarze, ale oni nie mają wskazanej drogi. Nie chcę teraz krzyżować Nawałki, ale coś robi źle, bo ta drużyna nie funkcjonuje poprawnie. To widzi chyba każdy, kto się interesuje.
Długo zastanawiał się Pan nad tą decyzją? To decyzja, która ma na Pana życie olbrzymi wpływ. Mówi Pan, a Pana głos co chwilę się łamie. To chyba nie jest łatwa chwila?
Tak, bo poświęciłem się tej drużynie. Byłem z nią sercem. Do tej pory nie myślałem więc o czymś takim, jak rezygnacja. Każde powołanie napawało mnie dumą i moja rodzina czy znajomi potwierdzą, że tydzień przed kadrą chodziłem już nerwowy. Czekałem na przyjazd do kraju, na spotkanie z kibicami, którym muszę za ten czas podziękować. To, co Nawałka powiedział w gazecie i jak załatwił sprawę ze mną, nie było jednak profesjonalne. Dlatego przemyślałem moją sytuację i postanowiłem zrezygnować.
Ludovic Obraniak zrezygnował z gry u Fornalika, ale wrócił u Nawałki. Pan nie wie ile czasu będzie musiał czekać. Pan właściwie nie wie, czy w ogóle kiedykolwiek do tej kadry wróci. Może zwyczajnie zabrakło komunikacji na linii selekcjoner-piłkarz?
Jeśli trener nie widział mnie w drużynie, mógł mi powiedzieć to w twarz i nie byłoby problemu. Jestem facetem, zrozumiałbym. Zamiast tego przed meczem ze Szkocją rozmawialiśmy godzinę, a po wyjściu z pokoju nie wiedziałem o co trenerowi chodzi. Dużo mówił, ale treści zbyt wiele w tym nie było. Chwalił, chwalił a za chwilę mówi, że nie gram! Dlaczego? Tego nie powiedział. No to jak jest tak dobrze, to czemu nie zasługuję na występ?
A gdyby Nawałka zmienił jednak zdanie? Gdyby uznał, że Pana potrzebuje, pojechał do Niemiec spotkać się z Panem i po męsku porozmawiać?
Nie wierzę, że trener zrobi coś takiego, więc nie muszę nawet odpowiadać na to pytanie. Do tej pory problem stał się zbyt duży, by się z niego wycofać. Drużynie życzę jednak wszystkiego najlepszego. Zawsze czułem się w niej dobrze, nigdy nie miałem z nikim kłopotów. Oby im się wiodło. U Nawałki jednak gra nie ma sensu. Widocznie nie jestem mu potrzebny.
Komentarze